Czy paranoiczna „nowa normalność” zastąpi nasze normalne życie?

Całe państwo staje na baczność i odmawia wykonywania swoich podstawowych zadań, w sytuacji gdy mamy tylko 74 ciężkie przypadki. W małych miejscowościach przestała funkcjonować komunikacja autobusowa, do lekarza nie da się dostać, szkoły i uczelnie przestały normalnie pracować, ale dalej musimy płacić podatki, składki i udawać, że wszytko jest ok

2
Foto. pixabay.com

Sławomir Mentzen na facebook:

Od marca powtarzam, że wyeliminowanie koronawirusa jest niemożliwe, jeżeli tak łatwo jest się nim zarazić jak twierdzą lekarze. Trzeba by metodą chińską zaspawać ludziom drzwi w mieszkaniach na kilka tygodni oraz zamknąć granicę i nie wpuszczać do kraju nikogo, dopóki wirus nie zostanie zlikwidowany na całym świecie. Jak łatwo zauważyć, jest to warunek niemożliwy do spełnienia. Nie stać nas na tak długi i ostry lockdown, nie możemy też zamknąć granic na wiele lat. Po kilku miesiącach i powrocie wzrostu zachorowań ta teza wydaje się już zupełnie oczywista.

Dlatego pytam się rządzących: jaki macie plan? Nic nie wskazuje na to, żeby wirus magicznie zniknął. On z nami będzie i musimy zacząć z nim normalnie żyć. Jeżeli wirus zwiększy trwale obłożenie szpitali, to trzeba zainwestować w więcej miejsc w szpitalach. Nie ma innego wyjścia. Obecna metoda jest po prostu nieskuteczna, potrafimy jedynie olbrzymim kosztem wypłaszczać krzywą zachorowań w nieskończoność. Jeżeli waszym jedynym planem jest zaczekać kilka lat na szczepionkę, a następnie przymusowo zaszczepić całą populację, z konieczności niezbyt dobrze przebadanym środkiem, to lepiej już, żebyście nie mieli żadnego planu.

Czy ktokolwiek tam na górze zadaje sobie klasyczne pytanie: co widać, a czego nie widać? Widzimy statystyki mówiące o setkach zakażeń dziennie i kilkunastu zgonach. A czego nie widzimy? We wszystkich szpitalach jest dzisiaj obecnie tylko 1974 osoby z COVID. Na respiratorach znajduje się obecnie 74 pacjentów. Za to na kwarantannie przebywa już 105 tysięcy osób i z każdym dniem ta liczba będzie rosnąć, z fatalnym skutkiem dla gospodarki.

Jakość systemu ochrony zdrowia zależy w sporej mierze od nakładów finansowych, które zależą od stanu gospodarki. Przedłużanie kryzysu musi doprowadzić do obniżenia się jakości systemu ochrony zdrowia. Nie mówiąc już o tym, że trwająca i pogłębiająca się dezorganizacja całego systemu ochrony zdrowia, po prostu nie może nie odbić się na naszym zdrowiu. Dopiero co media podały przypadek 28-letniej kobiety w ciąży, która zmarła, ponieważ kolejne szpitale nie chciały jej przyjąć z powodu braku testu na covid. Gdzie indziej szpital nie przyjął z tego samego powodu dziewczynki ze złamanym barkiem. To jest paranoja. Jeżeli te szpitale zachowały się zgodnie z obowiązującymi procedurami, to trzeba jasno powiedzieć, że procedury te pisali idioci. Nie chcę myśleć, co będzie jesienią, jeżeli nikt tych procedur nie zmieni.

Jest przecież zupełnie oczywiste, że teleporady, brak badań i kontaktu z lekarzami może doprowadzić do wielu ofiar, których jednak w żadnych statystykach nie zobaczymy.

A jakie będą konsekwencje fatalnie zorganizowanej zdalnej edukacji? Jak to wpłynie na poziom kształcenia dzieci i młodzieży? Co ze studiami? Część uczelni już teraz zapowiedziała, że jesienią nauka dalej będzie w trybie zdalnym. Czy ktokolwiek jest w stanie przewidzieć, jakie będą długoterminowe konsekwencje izolowania młodzieży od siebie? Jak wpłynie to na zdolność do zawierania i utrzymywania przez nich relacji?

Nie mówiąc już o tym, że nasza oświata działa w warunkach wielkiej fikcji. Pozamykali szkoły, przedszkola działają na pół gwizdka w jakimś cyrkowym reżimie sanitarnym, w którym dzieci nie mogą bawić się zabawkami ani do sobie zbliżać, zupełnie ignorując, że te same dzieci resztę dnia spędzają razem na placach zabaw. Studenci nie mogą iść na zajęcia, ale wieczorem mogą iść na piwo.

Media w obawie przed wirusem przestawiły się na zdalne dyskusje polityków i ekspertów, udając, że ci sami ludzie nie spotykają się i nie rozmawiają poza radiem i telewizją. Zupełna komedia to wysyłanie osobnej ekipy telewizyjnej do każdego zaproszonego gościa. Przecież w takim wypadku liczba kontaktów między ludźmi jest większa, niż gdyby zgromadzić gości w studiu.

Mieszkańcy Śląska lepiej niż wszyscy inni widzą absurd sytuacji. Podział ich aglomeracji na kolorowe strefy ma mniej więcej taki sens, jak wprowadzenie innych restrykcji w Warszawie w Śródmieściu, na Woli i na Pradze.

Całe państwo udaje, że wirus jest śmiertelny tylko w godzinach pracy w placówkach państwowych, po południu można znowu żyć w miarę normalnie. To jest ciemnota i zabobon. Gdy widzę te absurdy, zupełnie przestaję się dziwić, że tylu ludzi zaczęło kwestionować nawet istnienie wirusa. Politycy i lekarze tracą z każdym dniem resztki swojej wiarygodności, ludzie przestają im w cokolwiek wierzyć.

Całe państwo staje na baczność i odmawia wykonywania swoich podstawowych zadań, w sytuacji gdy mamy tylko 74 ciężkie przypadki. W małych miejscowościach przestała funkcjonować komunikacja autobusowa, do lekarza nie da się dostać, szkoły i uczelnie przestały normalnie pracować, ale dalej musimy płacić podatki, składki i udawać, że wszytko jest ok. Do tego już ponad 105 tysięcy osób siedzi na kwarantannie, bo mieli pecha znaleźć się przez chwilę obok kogoś, komu wykryto wirusa.

Trzeba przestać zastraszać społeczeństwo i zacząć żyć normalnie. Wirus jest i dalej będzie, magicznie nie zniknie. Jedyne co może zniknąć, to nasze normalne życie, zastąpione przez paranoiczną nową normalność.

Sławomir Mentzen

Za facebook Autor

2 KOMENTARZE

  1. To może te słowa pana Sławomira Mentzena, zaczerpnięte z facebooka, należy skierować bezpośrednio do rządzących? zamiast rozpowszechniać je w artykule w internecie… bo takie działanie służy jedynie rozsiewaniu zamieszania i budzeniu nastrojów zniechęcenia, złości i wzburzenia wśród ludzi, którzy czytają takie treści. A chyba NIE O TO chodzi?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here