Historia monetarna XX wieku pokazuje nam wyraźnie, że to co było oczywiste przez całe tysiąclecia, a już na pewno przez wieki, na przestrzeni kilku dekad całkowicie się wypaczyło. Chodzi o rozumienie jednej z podstawowych funkcji metali szlachetnych.

Zgodnie z zapowiedzią prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego, bank rozpoczyna właśnie skup obligacji za 60 miliardów euro miesięcznie.

Innymi słowy, EBC zaczyna drukować pieniądze i je wydawać. Jest to dobra okazja do poświęcenia chwili uwagi na absurd stosowania papieru w roli pieniądza.

Złoto jako przeżytek

Istnieje kilka zarzutów wobec złota (srebra również, przy czym te pierwsze, z racji sukcesu jakie odniosło w okresie klasycznego standardu złota jest nastawione na większą krytykę), które zdaniem ekonomistów nowej formacji (czyt. głównie spadkobierców keynesizmu) sugerują niejako, że jest ono, jak to się z francuszczyzny mawia, passé. Okazuje się, że wybitny w dziedzinie ekonomii, akurat Francuz, Jacques Rueff, zwrócił uwagę – i to już półwiecze temu – na ów argument przytaczając pismo The Economist:

„The Economist” z kolei stwierdza, że „nie istnieje żaden sposób uporządkowanego powrotu do przeszłości”. Złoto; <<gold-exchange standard>>; kluczowe waluty wspierane przez IMF; prawdziwy międzynarodowy kredyt – oto naturalna kolej postępu [system monetarnego Zachodu].*

Cenowy ciężar złota

Czy współczesny papierowy pieniądz rzeczywiście można nazwać nowoczesnym? Czy jest to rzeczywiście Wynalazek czy tylko kolejne narzędzie manipulacji i wyzysku?

Większość społeczeństwa kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że ów złoty przeżytek trzymał ceny na stałym poziomie. Te drugie były niczym balony, które nigdy nie mogły się oderwać od ciężkiego metalu.

Dlaczego tak się działo?

To co charakteryzowało złoto to zdolność zapobiegania kreowaniu nieograniczonego długu. Kiedy w zamierzchłych czasach król chciał rozpętać wojnę, a pieniądzem był metal szlachetny, mógł ów monarcha zrobić jedno z dwóch: (a) podnieść podatki i skierować na siebie gniew poddanych; (b) pożyczyć i liczyć się z ryzykiem trudności w spłacie w przypadku nieuzyskania określonej stopy zwrotu z inwestycji zwanej „inwazją”, „najazdem”, „wojenką”, itp. Tak źle i tak niedobrze.

Najlepiej byłoby wydrukować sobie złoto i srebro. Ale to było niemożliwe. Dlaczego? Dlatego, że złota i srebra powielić się po prostu nie da! Alchemia w jej najbardziej banalnym rozumieniu (tj. pseudonauka szukająca sposobu zamiany metali nieszlachetnych w szlachetne) nigdy nie miała prawa do odniesienia sukcesu. Dlaczego? Dlatego, że byłoby to wbrew naturze. W niej bowiem nic absolutnie nie jest za darmo. Nic bez wyjątków.

Ale choć dawniej pieniądzem było złoto i srebro, podła inflacja wciąż mogła mieć miejsce. Działo się to za sprawą okrajania monet lub zmniejszania ich próby. Problem polegał na tym, że cały ten złodziejski proceder potrafił zająć trochę czasu, więc kiedy testosteron i adrenalina paliły umysł żądnego destrukcji i rabunku monarchy, prymitywne metale trzymały go niejako w pacie.

Wiek XX

W 1913 roku powstał jednak FED. Zrodzony wręcz z nieludzkiej żądzy zysku przetarł szlaki papierowym pieniądzom. Rok później porzucono standard złota. „Wielcy” tego świata mogli zacząć zacierać ręce, ponieważ złote kajdany zostały nareszcie otwarte. Można było wydawać na zniszczenie ile dusza zapragnie.

Zaczęła się era długu. Gigantycznego, niewyobrażalnie wielkiego… w gruncie rzeczy nieskończonego.

Ale pieniądz „ewoluował” i dziś król EBC służy dodrukiem pieniądza dla wzniosłego celu jakim jest ratowanie gospodarek i poprawa sytuacji ekonomicznej.

Pomoc na kredyt

Podczas gdy złoty i srebrny pieniądz współgrały niejako z naturalnym prawem, zgodnie z którym nic za darmo nie ma, współczesny papierowy śmieć próbuje być sprytniejszy. Jest o tyle bezczelny, że próbuje nam wmówić, że jego nowoczesność polega właśnie na tym, że można jednak dostać coś za darmo. Próbuje nas przekonać, że troszkę banknotów może poprawić nasz wspólny los.

Ciekawa logika…

To jest kawałek papieru. Niewiele warty.
banknot_1

A to jest drobna ilość atramentu, równie niewiele warta.
banknot_2

A to jest farba i papier w jednym.
banknot_3

Ten sam kawałek papieru i ta sama ilość atramentu dają też nieco inną wersję, uchodzącą za 100 razy bardziej wartościową. Obie w sensie obiektywnym są warto tyle co papier i atrament. Czy można się z tym nie zgodzić?

Kredyt

Współczesny absurd polega jednak na tym, że od wydrukowanych pieniędzy dodatkowo „lecą” odsetki. Krótko rzecz ujmując, nie tylko nadajemy wartość czemuś bezwartościowemu, ale dodatkowo naliczamy od tego odsetki. Całość okraszona jest skomplikowaną dla Kowalskiego terminologią ekonomiczną, która skutecznie odstrasza go od podejmowania prób zbadania zjawiska. Stąd większość z nas wierzy w bzdury o niejakiej „nowoczesności” pieniądza fiducjarnego.

Współczesny druk pieniądza jest więc dość absurdalnym ewenementem, przez nas samych postrzeganym jako coś normalnego. Tracące na wartości banknoty utożsamiliśmy z postępem, zaś zabójczy kredyt z łaską. Choć sprawa nosi znamiona prawdziwego dramatu, Mark Twain potrafił nadać temu dość humorystyczny rys pisząc:

„Wspaniały kredyt! Fundament nowoczesnego społeczeństwa. Kto odważy się powiedzieć, że nie żyjemy w epoce wzajemnego zaufania, nieskończonej ufności w ludzkie obietnice? Jest to szczególny warunek nowoczesnego społeczeństwa, który umożliwia całemu krajowi błyskawiczne rozpoznanie istoty i znaczenia prasowej anegdoty, kładącej w usta spekulanta takie oto słowa: „Dwa lata temu nie byłem wart ani centa, dziś jestem dłużny dwa miliony dolarów”.

Standard złota powstrzymywał nas przed nadmiernym – konsumpcyjnym i spekulacyjnym – zadłużaniem się. Sam Twain powiedział też ponoć:

Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy”.

I trzeba mu przyznać chyba rację.

Łukasz Chojnacki

Autor jest właścicielem Mazowieckiej Mennicy Inwestycyjnej. Prowadzi własnego bloga… 

* Wydanie z dnia 8 lipca 1961 r., s. 152. Za: Rueff, Jacques, (2012). Grzech monetarny Zachodu. Warszawa: Fijorr Publishing.

2 KOMENTARZE

  1. Ale my nie potrzebujemy zadnego standardu – ani zlota ani srebra czy innego metalu. My potrzebujemy tylko sprawny system wymiany towaru i uslug. Przeciez to podstawowa logika. Taki system wymiany nie musi byc oparty ani na metalach ani na pieniadzu. Autor podkresla przeciez ze taki system nie sprawdza sie od tysiecy lat.

  2. A w którym miejscu to stwierdzam?
    Każdy system się sprawdza o ile zachowane są reguły gry, ale politycy nigdy ich nie stosowali. Przez całe stulecia uciekali się do okrajania monet lub zmniejszania próby metalu w monetach. To była inflacja w formie pierwotnej. Potem przyszedł czas drukarek i po prostu się drukuje, w ten sposób zabierając siłę nabywczą pieniądzom. Zamiast stałych cen i wzrostu wydajności przemysłu oraz rozwoju handlu międzynarodowego, co miało miejsce w standardzie złota, mamy utratę siły nabywczej pieniądza, hiperinflacje, krachy, politykę zadłużenia, itd.
    Dziś zegar długu publicznego pokazuje prawie 30 tys. długu na Polaka. Myśli Pan, że gdy ta kwota będzie podwojona lub potrojona to dalej będzie tak jak jest? Ktoś będzie musiał zapłacić za wygenerowany dług…. Wie Pan kto?

Comments are closed.