Jacques Delors komentując kryzys w strefie euro stwierdził, że „euro od początku było naznaczone konstrukcyjnymi wadami; złe wykonanie nie dyskwalifikuje jednak pomysłu jako takiego”, gdyż wady konstrukcyjne wadami, ale „kryzys zadłużenia nie świadczy o tym, że idea wspólnej waluty jako taka była zła, lecz o tym, że została niewłaściwie zrealizowana przez polityków nadzorujących jej wprowadzenie”.



Ciekawe, czy p. Delors miał kiedyś okazję jeździć samochodem z wadami konstrukcyjnymi? Kontynuując zaś motoryzacyjną paralelę trzeba dodać, że w przypadku auta z wadami konstrukcyjnymi nawet najlepszy kierowca wcześniej czy później się rozbije. A że „kierowcy”, czyli politycy, ostatnio są wyjątkowo odporni na rzeczywistość, więc i zapewne z tym całym ratowaniem eruolandu wyjdzie jak zawsze. Zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę, iż wedle oficjalnych  danych korupcja w UE to koszt około 120 miliardów euro rocznie. Korupcja zaś, jak wiadomo, pojawia się wszędzie tam, gdzie politycy i urzędnicy mają za dużo do powiedzenia.
Wszystko to nie przeszkadza polskiemu rządowi, wbrew wcześniejszym wyrokom polskiego Trybunału Konstytucyjnego, sięgać do rezerw walutowych NBP by wyłożyć 6 miliardów 270 milionów euro pożyczki dla MFW. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na demagogię ministra Rostowskiego J. V., który tak argumentuje „honorową” konieczność wyłożenia kasy dla międzynarodowych banksterów: „proszę pamiętać, że gdyby sytuacja była trudna w Polsce, i my byśmy pociągnęli tą dużo większą kwotę, 30 mld dolarów, do których mam prawo w MFW”. Urocze, prawda? O tym, że chodzi tutaj o tzw. elastyczną linię kredytową MFW (FCL IMF), za dostęp do której polski rząd (czytaj: podatnik”) płaci, to już p. minister nie wspomniał. Warto przypomnieć, że gdy FCL IMF dla Polski wynosiła 20 mld USD, to koszty dostępu oscylowały w okolicach 60 milionów USD rocznie. Czy zatem, skoro p. Rostowski zestawia te dwie formy pożyczek jako równoważne, to należy przez to rozumieć, że teraz MFW będzie płacić Polsce za samą możliwość pożyczenia pieniędzy z NBP? No i wreszcie – jak w kontekście równoważności tych pożyczek rozumieć słowa p. Rostowskiego, że „jeżeli jakaś część tych pieniędzy była pociągnięta, mielibyśmy prawo zwrócić się z prośbą o to, żeby tamte pieniądze zwrócić do Narodowego Banku Polskiego”? Czy oznacza to, iż warunki spłaty takie jak termin i odsetki w przypadku pożyczki z NBP do MFW nie zostały ustalone?
I tak zamiast obiecywanych we wrześniu i październiku 300 miliardów euro mających trafić do Polski jak w starym dowcipie okazuje się, że miliardy – owszem, tylko popłyną w drugą stronę. Do tego jeszcze trzeba doliczyć skutki „przedsiębiorczości” polskich urzędników, którzy w godzinach pracy dodatkowo angażowali się w różne projekty unijne, dzięki czemu za pracę wykonywaną w ramach służbowych obowiązków pobierali dodatkowo wynagrodzenie ze środków unijnych. Rekordzista w ten sposób zarobił 109 tysięcy PLN, a w przypadku stwierdzenia podwójnego finansowania UE żąda zwrotu kasy. Rzecz jasna struktury unijne nie będą się bawić ze ściganiem poszczególnych cwaniaków, tylko zwrócą się z roszczeniami do rządu. Tym samym zapłacą podatnicy.
Można by rzec, iż Drodzy Przywódcy Taniego Państwa III RP Ludowej „udają Greka”. Tyle czasu wmawiali nam, iż kryzys to nam „może skoczyć” i w ogóle – „żyjemy na zielonej wyspie”, czyli takiej Irlandii na miarę naszych możliwości. Swoją drogą warto zauważyć, że już w 2003 r. wiadome było, iż Grecy dążąc do wstąpienia do strefy euro podawali dane „z kapelusza”, zaś sam Joseph Stiglitz jeszcze na początku 2010 r. przekonywał, że Grecja ma się dobrze i żaden kryzys zadłużenia jej nie grozi.
Podobnie w Polsce – niby „zielona wyspa” i wszystko cacy, a tu od 1 stycznia 2012 czekają nas podwyżki. Niestety cen. Zdrożeją między innymi prąd, olej napędowy, gaz… Ponieważ cały przemysł chemiczny, a zwłaszcza produkcja nawozów sztucznych, opiera się właśnie na gazie, zaś olej napędowy dotychczas był tańszy i wydajniejszy, więc większość transportu kołowego, czyli najpowszechniejszego w Polsce, opierała się właśnie na dieslach. Dla większości Polaków oznacza to wzrost kosztów utrzymania; dla przedsiębiorców – spadek konsumpcji. W rezultacie zaś dalszą pauperyzację społeczeństwa.
Aby jednak nie kończyć 2011 roku i nie zaczynać 2012 nazbyt pesymistycznie warto wskazać na pewne pozytywne wydarzenie – na Węgrzech rządzący Fidesz przeprowadził nowelizację Konstytucji uznającą Węgierską Partię Socjalistyczną, następczynię Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, ergo spadkobierczynię „zbrodniczego reżimu komunistycznego”, za organizację przestępczą. Na uwagę zasługuje treść zapisu, w myśl którego „ustrój państwowy nie może zostać oparty na zbrodniach reżimu komunistycznego” a „organizacja przestępcza powinna ponieść odpowiedzialność za eliminację demokratycznej opozycji i eksterminację narodu węgierskiego”.
W przypadku naszej PZPR i „sierotek” po niej lista grzechów do odpokutowania niewątpliwie też jest obszerna. Parlament też mamy. Mówicie, że to nie możliwe, że taki kawał nie przejdzie? A gdzie ten Pan, który w październiku zapowiadał drugi Budapeszt w Warszawie? Bo inicjatywę ustawodawczą on sam jak i jego ugrupowanie mają.
Michał Nawrocki

1 KOMENTARZ

Comments are closed.