„(…) W USA okres 1939-1945 utożsamiany jest przede wszystkim z Holokaustem – akcją eksterminacyjną Żydów przeprowadzoną przez beznarodowych nazistów, którym pomagali miejscowi kolaboranci, w tym przede wszystkim Europejczycy Srodkowo-Wschodni, a głównie Polacy” – pisze Marek Jan Chodakiewicz na łamach najnowszego papierowego wydania tygodnika „Do Rzeczy”.

Tekst polskiego historyka, na co dzień mieszkającego w Stanach Zjednoczonych, nawiązuje do procedowanych za Oceanem dwóch aktów prawnych: S. 447 – Just Act („Sprawiedliwość dla tych, którzy przeżyli i nie otrzymali zadość uczynienia”) oraz House Resolution 1226. Jeśli ustawy te przejdą ścieżkę legislacyjną w obu izbach i trafią na stół prezydenta Trumpa, ten – jak stwierdza Chodakiewicz – na pewno je podpisze. „Ostrze tych propozycji kierowane jest przeciw tym, którzy na mordzie skorzystali, a więc rzekomym kolaborantom i ich spadkobiercom. I warto na to zwrócić uwagę, ponieważ dotyczy to również – a może przede wszystkim – Polski” – kontynuuje Chodakiewicz.

Autor tekstu nie szczędzi słów krytyki budowniczym III RP, którzy przez ostatnie – już ponad – ćwierć wieku nie byli w stanie uchwalić ustawy reprywatyzacyjnej. Za Polską, jako jedynym krajem tej części Europy, do dziś ciągnie się to zaniedbanie. Dotyka to przede wszystkim polskich byłych właścicieli i ich spadkobierców, którym państwo do dziś nie wynagrodziło szkód poniesionych w wyniku okupacji niemieckiej i sowieckiej. Jednak to zaniedbanie może nas wkrótce słono kosztować. 

Chodakiewicz proponuje rozróżnienie pomiędzy reprywatyzacją a restytucją mienia. „Restytucja to zwrot nielegalnie utraconego (zrabowanego czy skonfiskowanego) mienia prawowitym właścicielom. (…) Reprywatyzacja oznacza oddanie ponownie w prywatne dłonie mienia, które kiedyś było prywatne, a zostało zabrane przez państwo. Upaństwowione mienie można reprywatyzować, ale oznaczać to może np. przejęcie mienia przez postkomunistycznych kleptokratów, którzy za nominalną sumę zawłaszczają sobie zrabowaną przez Niemców, Sowietów czy ich tubylczych czerwonych plenipotentów własność prywatną” – pisze Chodakiewicz. Autor podkreśla, że mienie prywatne należy się przede wszystkim prawowitym właścicielom indywidualnie, a następnie ich spadkobiercom. „Jeśli nie ma takowych to mienie przejmuje państwo. Taka jest praktyka na całym świecie” – dodaje.

Czy procedowane w USA ustawy zgodne są z tą praktyką? Problem w tym, że nie. Już wkrótce, jeśli tylko prezydent Trump podpisze ustawy, rząd Stanów Zjednoczonych stanie się niejako stroną w sporach organizacji żydowskich, które – łamiąc zasadę prawa rzymskiego o przechodzeniu mienia bezspadkowego w ręce państwa – domagać się będą od Polski „zwrotu” majątku, do którego nie mają żadnego prawa. Chodakiewicz zauważa: „Opór wobec roszczeń popartych aktami normatywnymi Kongresu USA wpłynie fatalnie na pozycję Warszawy jako alianta Waszyngtonu. Rozkręcona machina medialna może doprowadzić do rysy na wizerunku naszego kraju w USA”.

Dlatego autor artykułu z „Do Rzeczy” proponuje, aby już teraz polskie władze wypracowały właściwą strategię negocjacyjną. Trzeba przede wszystkim „uświadomić sobie, że możliwość przejęcia praw do spadku indywidualnego przez podmiot kolektywny urąga prawu rzymskiemu”. Jak zaznacza Chodakiewicz, jest to absurd, jednak właśnie na takim absurdzie oparte są roszczenia organizacji żydowskich, które „występują kolektywnie w imieniu wymordowanych współwyznawców, nie posiadając ku temu żadnej podstawy prawnej. W tym świetle nie liczą się uchwały Kongresu USA – w tym przypadku bowiem prawo nie działa wstecz” – konkluduje Marek Jan Chodakiewicz na łamach „Do Rzeczy”.

K