To przewaga w broni palnej sprawiła, że europejskie, a nie azjatyckie mocarstwa opanowały świat – pisze Philip T. Hoffman w wydanej właśnie w USA książce „Why Did Europe Conquer the World?” („Dlaczego to Europa podbiła świat?)”.

W 1914 r. Europejczycy kontrolowali 82 proc. powierzchni globu. Ktoś mógłby argumentować, że to ze względu na rewolucje przemysłową, która miała miejsce w XIX w. najpierw w europejskich krajach. W 1800 r., kiedy Europejczycy opanowali już 35 proc. globu, a ich statki od 300 lat docierały do najdalszych zakątków świata, przemysł był jednak jeszcze w powijakach.

Niektórzy autorzy stawiali tezę, że to odporność na choroby takie jak ospa czy odra, które zdziesiątkowały Indian Ameryki Południowej, była decydująca. Podobną przewagę miały jednak także cywilizacje Środkowego Wschodu i z Azji, więc nie tłumaczy to, dlaczego Portugalczycy uzyskali kolonie w Azji na przełomie XV i XVI w. ani tego, w jaki sposób w 1532 r. Pizzaro był w stanie pokonać 5-6 tys. ochroniarzy króla Inków (a następnie wziąć okup w wysokości 13 ton srebra i 6 ton złota za jego głowę). To nie był jednorazowy przypadek. W 1536 r. 190 konkwistadorów przez rok skutecznie opierało się oblężeniu 100 tys. inkaskich żołnierzy. Otóż zdaniem Philipa Hoffmana, profesora ekonomii i historii na California Institute of Technology, kluczowa była przewaga w technologii broni palnej.

Sport królów

Europejskie kraje wydawały na zbrojenia fortunę. W latach 80. XVIII w. we Francji było to 7 proc. PKB, w latach 30. tego stulecia w Wielkiej Brytanii 12 proc. Te pieniądze sfinansowały pierwszą stałą flotę w Europie, która w szczycie mobilizowała więcej żołnierzy niż Imperium Rzymskie. Państwa europejskie wydawały na zbrojenie się 40–80 proc. swoich budżetów, a jeżeli weźmiemy pod uwagę kwoty wydawane na spłaty długów za poprzednie wojny oraz pieniądze na wsparcie sojuszników, okaże się, że w krajach takich jak Anglia, Francja i Prusy wydatki na zbrojenia sięgały 90 proc. budżetu.

W efekcie na przykład najważniejsze europejskie państwa były w stanie wojny przez 71 proc. czasu w latach 1550–1600, a w latach 1600–1650 przez 66 proc. Dlaczego tak często walczono? Królowie i książęta byli od dziecka wychowywani do tego, by toczyć ze sobą wojny. Najpierw żołnierzykami i drewnianymi mieczami, by jako nastolatkowie przystąpić do prawdziwego treningu. Mając siedem lat, król Hiszpanii Filip II mógł prowadzić oblężenie zabawkowej fortecy z armią żołnierzyków, która należała do jego ojca. Przyszły król Francji Ludwik XIII, kiedy miał osiem lat, trenował strzelanie z prawdziwego muszkietu. Wojna stała się, jak to ujął Galileusz, „królewskim sportem”.

Co istotne, w przypadku przegranej władcy nie ponosili istotnych konsekwencji poza stratą – najczęściej niewielkiej – części terytorium. W latach 1500–1790 nie zdarzyło się ani raz, by wojna z zewnętrznym wrogiem doprowadziła do usunięcia władcy z tronu. Wygrana przynosiła im za to chwałę i splendor, łechcąc próżność. W efekcie władcy potrafili wydawać nieproporcjonalnie wysokie kwoty (które zresztą ponosili poddani), by zdobyć niewielki kawałek ziemi sąsiada.

Proch w praktyce

W Europie najważniejszą technologią wojenną był proch. W innych częściach świata tak nie było. Przynajmniej do końca XVII w. proch był mało efektywny w wojnach z plemionami nomadów w Chinach, w części południowej Azji i na Środkowym Wschodzie. Nomadzi nie mieli miast, które można by było oblegać. Byli też zbyt ruchliwi dla artylerii. Muszkiety też nie dawały przewagi, bo trudno było z nich celnie strzelać z konia. Z pistoletów co prawda można było, ale one z kolei miały ograniczony zasięg. Tak więc najlepszą techniką walki z plemionami nomadów było wysłanie kawalerii łuczników.

Tymczasem w Europie proch się sprawdzał i częste wojny dawały możliwość uczenia się jego użycia w praktyce. I tak na przykład pod koniec XV w. stworzono lżejszą i bardziej mobilną artylerię, którą można było umocować na kołach. Właśnie ona odegrała kluczową rolę w wojnie Francji z Anglią w XV w., która skończyła się odwrotem Anglików z okupowanych przez nich części Francji. Skuteczność artyleria Francuzów wywołała zdumienie wśród zaatakowanych przez nich w 1494 r. Włochów. Tamtejsi inżynierowie zaczęli od razu przeprojektowywać fortece, tak aby dały radę oprzeć się nowej broni i umożliwiły obrońcom odpowiedzenie ogniem. Tak więc innowacja militarna w jednym europejskim kraju natychmiast powodowała intensyfikację prac na polu technologii militarnych w innych.

Broń to wyzwanie

Książka Hoffmana pełna jest ekonomiczno-historycznych ciekawostek. Na przykład informacja, że w 1578 r. we Francji ściągano w przeliczeniu na obywatela 16,65 g srebra podatków, w Anglii było to 10,47 g, a w Chinach tylko 3,56 g. W 1776 r. centralne podatki na głowę wynosiły w Chinach 7,03 g srebra, we Francji już 61,11 g, a w Anglii 180,06 g. Można z tego wnioskować, że poprawa skuteczności broni palnej w rękach centralnego rządu powodowała poprawę skuteczności ściągania podatków, co z kolei powodowało, że rząd miał więcej pieniędzy na prowadzenie wojny i prowadzenie badań nad innowacjami militarnymi.

„Why Did Europe Conquer the World?” to książka, która zadowoli każdego pasjonata historii gospodarczej. Jej czytanie to prawdziwa przyjemność, choć duża ilość danych i wykresów może zniechęcić przypadkowych czytelników. Tak więc jest to pozycja zdecydowanie godna polecenia, ale dla zainteresowanych tematem.

A gdyby ktoś miał jeszcze niedosyt, warto sięgnąć po publikację „Is War Necessary For Economic Growth? Military Procurment and Economic Growth” (Czy wojna jest konieczna dla wzrostu gospodarczego? Wojskowe zamówienia publiczne i wzrost gospodarczy) Vernona W. Ruttana wydanej nakładem Oxford Univeristy Press w 2006 r. Wnioski Ruttana świetnie uzupełniają narrację Hoffmana, wykazuje bowiem m.in., że wojskowe zamówienia publiczne były fundamentem przewagi technologicznej USA już od XIX w. W 1794 r. rząd USA złożył zamówienie na broń dla armii u prywatnych firm.

Państwo jednak wymagało, by broń miała standardowe rozmiary, tak by nie trzeba było jej naprawiać, tylko wymieniać wadliwą część (to było nowatorskie podejście, bo wówczas dominowała produkcja rzemieślnicza). To wymagało jednak precyzji. Duże rządowe zamówienie sprawiło, że prywatnym firmom opłacało się inwestować w technologie. To doświadczenie ułatwiło amerykańskim przedsiębiorcom w późniejszym okresie przejście na podział pracy, specjalizację, a w końcu produkcję na masową skalę, której pionierem był Henry Ford.
   
Aleksander Piński

Otwarta-licencja