Wyniku Bronisława Komorowskiego nie ma sensu komentować: generał Dukaczewski już pewnie otworzył szampana. Dziś małego, jutro dużego – jak słusznie zauważył sam kandydat w swoim pierwszym wystąpieniu.

Co do Jarosława Kaczyńskiego… Cóż, właściwie mógłby zameldować wykonanie zadania. Pytanie tylko, komu? Misterny plan genialnego stratega, by nie wygrać tych wyborów, został zrealizowany w stu procentach. Kandydat Prawa i Sprawiedliwości tak bardzo chciał być lewicowy, że skutecznie zraził do siebie część prawicowego elektoratu. Kandydat PiS tak bardzo chciał się przypodobać wszystkim, że skutecznie wybił z głowy myśl o głosowaniu na siebie tym, którzy w polityce cenią nie tylko prawdomówność, ale i zdrowy rozsądek. Wreszcie, Jarosław Kaczyński tak cudownie, rzutem na taśmę, uczynił z Edwarda Gierka – który nawet do konstytucji PRL wpisał artykuł o dozgonnym poddaństwie wobec Sowietów – polskiego patriotę, że właściwie dalsze komentarze są zbędne. Oczami wyobraźni już widzę powstające w całej Polsce, jak grzyby po deszczu, komitety budowy pomników Edwarda Gierka, inicjatywy nadawania nazw ulic imieniem tego komunistycznego kacyka. I już widzę we wnioskach powoływanie się na słowa prezesa Kaczyńskiego. W końcu w Polsce stawia się pomniki zmarłym patriotom. W moim mieście było już rondo Gierka. Od jakiegoś czasu go nie ma. Ale teraz, gdy komitet honorowy zasilą takie tuzy, jak np. poseł z mojego okręgu, Antoni Macierewicz, pewnie rondo wróci… Będzie się z czego śmiać… Szkoda, że przez łzy…

Lech Wałęsa parę tygodni temu, w typowym dla siebie stylu powiedział: „Jeśli Kaczyński wygra wybory to przegra, jeśli przegra to wygra”. Kandydat PiS zapewne słyszał tę wypowiedź, dlatego zrobił wszystko, by stało się, jak się stało. Na ten moment jedno jest pewne: oprócz WSI, wybory wygrał Edward Gierek. Dlatego prezes Kaczyński powinien mieć jednak powody do zadowolenia.

Paweł Sztąberek

2 KOMENTARZE

  1. To jeszcze nie takie pewne. Prezes OBOP przyznał w TV że znaczna część ludzi nie chciała uczestniczyć w badaniu. Poczekajmy do jutra. Jednak należy pamiętać, że w bananowej republice wszystko jest możliwe…

  2. Nie w bananowej, a w żytnio-ziemniaczanej republice. Trzeba było nawoływać na 'nie iśćie’ lub na oddawanie głosów nieważnych. Mała frekwencja oraz głosy nieważne byłyby swego rodzaju votum nieufności i to obojętne któren kandydat 'wygrałby’ te święto demokracji.

Comments are closed.