Jak wiadomo sejm odrzucił weto prezydenta w sprawie reformy edukacji i wszystko wskazuje na to, że rządzący Polską uzyskają to co chcieli – konfiskatę naszych dzieci i przymusowy ich pobór do szkół już od 6-go roku życia.
Wpadł mi właśnie w ręce wywiad z „Rzeczpospolitej” sprzed tygodnia, przeprowadzony z ministrem Michałem Boni (według listy Macierewicza – TW „Znak”, który oczywiście na nikogo nie donosił i nikomu nie szkodził. Tak na marginesie… ostatnio jeden z polskich literatów ze Związku Literatów Polskich stwierdził wręcz, że owszem, donosił, ale robił dzięki temu więcej dobrego niż złego…Może wszyscy TW powinni przyjąć taką taktykę…). W owym wywiadzie minister Boni mówi tak: „Sześciolatki mają iść do szkoły z prostego powodu, że wszędzie na świecie uważa się, iż z punktu widzenia efektywności nauczania, im wcześniej tym lepiej. Bo w ten sposób wyrównuje się szanse. Jak ktoś tego nie rozumie, niech poczyta prace laureatów Nagrody Nobla na ten temat”. Ciekawe spostrzeżenie… „wszędzie na świecie uważa się…” Ciekaw jestem, czy gdy nagle „wszędzie na świecie” zacznie się uważać, że trzeba mordować Żydów, pan Boni również będzie temu przyklaskiwał?
Pan minister Boni robi oczywiście z rodziców idiotów, bo wydaje mu się, że są oni debilami i sami ze swoimi dziećmi nie pracują. Owszem, są pewnie tacy, może nawet jest ich wielu, ale czy to powód by wszystkich pakować do jednego wora? Czyje są dzieci, swoich rodziców, czy osobników typu minister Boni czy pani Hall, którym akurat los dał możliwość decydowania o życiu innych ludzi? Bo jeśli należą do rodziców, to wara takim osobnikom od naszych dzieci, łapska precz! A jeśli dzieci nie są rodziców, to niech rządzący nami powiedzą to wprost. Zresztą pan Boni poniekąd to mówi, w dalszej części wywiadu: „Gdy sześciolatki pójdą do szkoły, to za dwadzieścia lat jeden rocznik zacznie pracować o rok wcześniej”. Na pytanie dziennikarza: „Czyli więcej osób będzie pracować na nasze emerytury?”, pan minister odpowiada: „Tak, i w każdym kraju otwarcie o tym mówią. Takie są wymagania demograficzne”. No proszę… Do roboty trzeba ludzi zaciągnąć jak najwcześniej, bo socjalizm pęka w szwach! „Arbeit macht frei”? No i znów argument… „w każdym kraju otwarcie o tym mówią…”. Czyli co, jeszcze trochę i wprowadzą przymus pracy. I niech ktoś powie, że komuna nie wraca…
Pan Michał Boni ma chyba jakąś obsesję. Marzy mu się, by wszystko było jak najwcześniej; „im wcześniej tym lepiej”. Czyż to nie ukłon w stronę tych, co domagają się przymusowej edukacji seksualnej w szkołach, a nawet w przedszkolach? „Im wcześniej tym lepiej”… Czyż to nie ukłon w stronę lobby pedofilskiego, które gdzieś tam się pewnie przyczaiło i czeka okazji, by hasło pana Boniego „im wcześniej tym lepiej” przekuło się na obowiązujące prawo?
Ktoś może mi zarzucić, że doprowadzam sprawę do absurdu. Może i tak, ale czasem jest to niezbędne… Konsekwencje tego, co robi się w sferze tzw. inżynierii społecznej dziś, w przyszłości mogą być tragiczne. I nie chodzi tu już tylko o przymus szkolny dla 6-latków, ale – w ogóle – o zagrożenia dla wolności człowieka. 6-latki to jest bardzo wymowny przykład tej niebezpiecznej tendencji, kiedy to ideologia totalitarna bierze górę nad wolnością. Hitler popełnił kilka błędów – nie cierpiał Żydów oraz wywołał wojnę, podczas której wielu Żydów wymordowano. Gdyby ograniczył się tylko do prania mózgów swoich rodaków, do budowania autostrad i do wymachiwania rączką w nazistowskim pozdrowieniu, dziś pewnie uchodziłby za kogoś w rodzaju Che Guevary, czy Lenina, a noszenie koszulek z jego podobizną mało kogo by raziło. Poszedł jednak o kilka kroków za daleko. Gdyby mordował tylko arystokrację i przebrzydłych kapitalistów, tak jak bolszewicy, byłby dziś OK. Kto wie, może minister Boni powoływałby się nawet na pewne rozwiązania w dziedzinie socjalnej i edukacyjnej wprowadzane przez Hitlera. Jednak to, że dzisiejsze kraje demokratyczne nie wywołują wojen i nie mordują Żydów, nie czyni z nich od razu oaz wolności. Wręcz przeciwnie – pomysły wyklute w głowach takich demokratów jak pan Boni czy pani Hall pokazują wyraźnie, że faszyzm ma się całkiem nieźle.
Paweł Sztąberek

5 KOMENTARZE

  1. Wcześniej do szkoły (pracy!!!) – później na emeryturę – dłużej płacisz na ZUS (emeryturę).
    Gadanie o wyrównaniu szans, o wyższości wczesnej edukacji to zasłona dymna dla bankructwa systemu emerytalnego. Prawo do „godnej śmierci” (eufemizm dla eutanazji – mordowania staruszków i chorych) to zasłona dymna dla bankructwa systemu opieki zdrowotnej. Człowiek przez całe życie ma tyrać i płacić (składkę na ZUS i II filar + składkę zdrowotną + raty za kredyty hipoteczne bankom) na utrzymanie urzędasów w różnych instytucjach (bo nie na emeryturę i swoje leczenie) i godnie umrzeć zaraz po przejściu na emeryturę wykazując się postawą obywatelską. Łączne obciążenie podatkowe obywateli sięga 50%, czyli jest na poziomie obciążenia podatkowego pańszczyźnianego chłopa w średniowiecznej Anglii za czasów Robin Hooda, a wmawia się nam, że żyjemy w wolnym kraju!!! Niestety współczesne państwo to zakamuflowana forma pańszczyzny – PAŃSTWOSZCZYZNA!!!
    Jeśli kraj jest wolny to rodzice powinni decydować, czy wyślą dzieci do szkoły w wieku 5,6,7, a może i 8 lat, a może i wcale, gdy mają ochotę wychowywać i edukować sami. Prawdziwe wyrównanie szans to możliwość posłania dzieci do szkoły wtedy gdy osiągną odpowiedni stopień rozwoju. Każde dziecko jest inne. Jedne będzie gotowe w wieku 5 lat inne w wieku 8 lat. Mam 3 dzieci i 1. poszło w wieku 7. lat, ale przeskoczyło jedną klasę, bo się nudziło na zajęciach. 2. poszło w wieku 6 lat, bo ze starszym bratem chodził do zerówki 1 rok, a potem drugi rok sam. Nie miałem siły skazać go na 3 zerówkę i poszedł do szkoły wcześniej (był młodszy od starszego brata o 2 lata). 3. dziewczynka poszła w wieku 7 lat, bo nie groziło jej wojsko, więc było wszystko jedno kiedy naukę rozpocznie. W poprzednim systemie, kto chciał mógł więc wysłać dziecko wcześniej do szkoły. Pytanie, czy wszyscy są tak zdolni by iść do szkoły wcześniej? Sądzę, że nie. Właśnie wyrównaniem szans jest możliwość wysłania dziecka później. Poczekanie gdy dojrzeje, by nie odstawało od reszty, a jak zdolne i dojrzałe to wcześniej, by się nie nudziło z innymi na prostych zajęciach. Przeskoczenie klasy jest większym stresem emocjonalnym niż wysłanie wcześniej, bo nie traci kolegów i nie ma problemu z zaakceptowaniem w nowej klasie, która patrzy na niego jak na dziwoląga – mózgowca. Decyzję kiedy dziecko posłać powinno się więc zostawić rodzicom, którzy mogliby się ewentualnie poradzić psychologa. Wysłanie wszystkich wcześniej pogłębi różnice, a nie wyrówna. Dzieci słabiej rozwinięte społecznie i intelektualnie będą bardziej cierpieć, bo ci najlepsi będą sobie radzić, a one nie. Gdyby poczekały rok to mogłyby te różnice nadrobić i nie czułyby się gorsze od tych najzdolniejszych. Na studiach są ludzie w różnym wieku i nikt nikogo nie pyta o metrykę. Liczy się opanowanie materiału – pozwólmy dzieciom dojrzewać swoim tempem i wysyłajmy do szkoły nie w określonym wieku, ale wtedy gdy osiągną odpowiedni poziom rozwoju. Jeśli państwo chce wspomagać rodziców w wyrównywaniu szans, to proszę bardzo, ale nie poprzez masowe przymuszanie do obowiązku szkolnego, lecz w umożliwieniu lepszego ich wychowania przez rodziców np. pozwólmy im więcej czasu spędzać z małym dzieckiem – urlopy wychowawcze (b.dobry pomysł – żona na urlopach spędziła ładnych parę lat i nie mam kłopotów wychowawczych z dziećmi) + godziny pracy dogodne do życia rodzinnego: 7.00-15.00 + całe popołudnie i wieczór z rodziną, a nie – 9.00- 18.00 z 1h na lunch i brak czasu dla dziecka, bo dziecko po szkole do 18-19.00 nie widzi rodziców i wałęsa się po jakiś świetlicach lub z kluczem na szyi po podwórkach (podwórkowe wychowanie !!!).
    Walczmy z PAŃSTWOSZCZYZNA o więcej wolności dla siebie i więcej czasu dla rodziny.

  2. Gdyby podnieść wiek emerytalny do 66 lat – osobom które mają prawo głosu – notowania PO-PSL-SLD-PiS(chciało tego samego – taktycznie głosowało „przeciw”), wyborcy mogliby „zawyć”. A że „dzieci i ryby głosu nie mają”, ani nawet rodziców gotowych stanąć w ich obronie…
    Warto zauważyć, że przedszkole ma być przymusowe od 5 roku życia (zajęcia z wiedzy o UE już tam są, ciekawe, że zajęć o Sowietach i RWPG dawniej nie było mimo komuny…). Jak wiadomo, że przedszkole się płaci wprost (nie tylko w podatkach). Ciekawe, czy w sytuacji PRZYMUSU narzuconego przez urzędników i kapusiów SB nadal będzie się płaciło.
    Ciekawe co jeszcze muszą zrobić aby Polacy „dali im w mordę” i powiedzieli „DOSYĆ!”?

  3. Za komuny były tzw. lekcje wychowania obywatelskiego i tam wciskano bzdury o wspaniałym Układzie Warszawskim, RWPG i złowieszczym NATO. Ale to było w szkole podstawowej. Jednak w Euro-kołchozie będzie chyba większy postęp, bo – jak Pan mówi – już w przedszkolu uczą o UE, a niedługo pewnie będą uczyć „jak to się robi”, czyli przyjdzie banda seksedukatorów, może nawet zboczeńców szczycących się swoimi dewiacjami i będą dzieciakom wciskać, przy aprobacie zlewaczałych kuratorów, jak to byłoby fajnie mieć dwie mamusie, albo dwóch tatusiów. Myślę, że to co oni robią trzeba zacząć głośno nazywać faszyzmem. Słowo „bolszewicy” nie robi na nich wrażenia, bo w końcu bolszewicy to byli „ci dobrzy” socjaliści…

  4. Jacy tam zboczeńcy? sodomici płci obojga od 1989 są już normalnymi osobnikami i mają mieć śluby, w niektórych postępowych krajach już mają. Pedofile za 5 góra 10 lat też zostaną uznani za normalnych i trzeba będzie ich wypuścić z pierdlów i jeszcze odszkodowanie zapłacić. Zastanawiam się co z kaziorodcami, nekrofilami i zoofilami, przecież też im się należą prawa i coś od życia. Przecież to takie ludzkie.

Comments are closed.