Najwyraźniej Stefan Niesiołowski nie słuchał (albo nie zrozumiał) Bronisława Komorowskiego, gdy ten ogłaszał, że będzie prezydentem wszystkich Polaków pod wyborczym hasłem „zgoda buduje”. Nie tylko zresztą on. Jak na razie „zgoda” jest eufemizmem „dorzynania zarazy IV RP” (dawniej „watahy”), o czym wszelako w obietnicach wyborczych kandydata PO nie było mowy. Nie było też początkowo mowy o „500 dniach spokoju”, tylko o roku. Czyżby należało wnosić, że szykuje nam się reforma kalendarza gregoriańskiego, gdzie rok ma 365 lub 366 dni już od 1582 r.? Niczego wykluczyć nie można, gdy zgoda buduje, choć niektórzy nie wierzą w zapowiadane przy różnych okazjach reformy.
Tymczasem jednak zgoda, jaka zapanowała na polskiej scenie politycznej wywołała ciekawe reakcje naszych sąsiadów. Deputowany rosyjskiej Rady Najwyższej krytykując pojałtański podział Europy zanegował wschodnią granicę Polski. A konkretnie przynależność do Ukrainy Lwowa, Tarnopola oraz Wołynia z Łuckiem i Równem, które to ziemie przed 17 września 1939 r. stanowiły polskie Kresy Wschodnie. Ot, ciekawostka – Rosjanie mówią o terytorium Polski i Ukrainy. Czyżby jednak rozmowy z Kremlem w sprawie stosunków z Białorusią (jakie m. in. prowadzi UE) nie były absurdem?
Zza zachodniej granicy też dobiegają ciekawe odgłosy. Profesor Dieter Bingen mówi wprost, że po zwycięstwie Komorowskiego będzie możliwe rządzenie Polską bez zakłóceń. Zwycięstwo polskiej „demokracji” ukazywane jest jako czynnik stabilizujący politykę europejską. Dowiadujemy się też, że Niemieckim podatnikom sen z oczu spędzał brak reform polskich finansów państwowych, służby zdrowia, systemu emerytalnego i szkolnictwa. Ciekawe, że dopiero teraz o tym mowa. O rewizji granic mowa jest od dawna, ale to przecież taki tam, margines bez znaczenia i wpływu politycznego.
Czyżby ten nagły przypływ troski o sprawy polskie u europejskich strategicznych partnerów  był zapowiedzią poważniejszych zmian na polskim terytorium etnograficznym? W okresie namiętnego pojednywania z Niemcami i Rosją wiele może się wydarzyć, a gdzie zgoda buduje, tam niczego wykluczyć nie można. Na razie jednak specjaliści przekonują nas, że koniecznie musimy wejść do strefy euro. W przeciwnym razie żadna budująca zgoda nie pomoże i stracimy nawet tak zachwalaną w kampanii akcesyjnej 2003 r. możliwość „współdecydowania”.

Michał Nawrocki

1 KOMENTARZ

  1. kiedy sprawy tak naprawdę nabiorą tempa? bo że holocaust Arabów się zbliża, to pewne, ale rozwiązań terytorialnych jak nie było, tak nie ma. Jakiekolwiek przesunięcie słupa granicznego o dwa metry wywoła konsternację.

Comments are closed.