Rewolucja w Libii nie jest tym samym, czym była rewolucja w Tunezji i Egipcie. Nie chodzi tutaj jednak o to, że Muammar al-Kaddafi stawia silny opór i nie zamierza odpuścić. Mam na myśli bardziej jej przebieg od strony samych rebeliantów. W Tunezji i Egipcie mieliśmy do czynienia w większości z nieuzbrojonym tłumem, który wyszedł na ulice protestować. Tutaj zaś praktycznie od samego początku jesteśmy świadkami wojny domowej. Po obu stronach znajdują się uzbrojeni żołnierze, którzy toczą regularne walki. Spora część rebeliantów to zapewne byli żołnierze Kaddafiego, którzy postanowili przyłączyć się do buntowników. Bardziej zastanawiająca jest jednak ta bazowa grupa, która od samego początku nie narzeka na deficyt amunicji. Nie wierzę w przypadkowość i spontaniczność tego wybuchu. Kto tak naprawdę za nim stoi?


Rewolucje rzadko są spontaniczne, a już na pewno rzadko przystępują do spontanicznych rewolucji uzbrojeni po zęby bojownicy. Prawdziwego źródła libijskiej rewolty należy poszukać głębiej. Ono może być także kluczem do wyjaśnienia prawdziwych powodów interwencji zbrojnej krajów Zachodu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Francja jako pierwsza uznała rebeliantów za prawowite władze Libii. Nie ma absolutnie żadnych wątpliwości, że z racji na uwarunkowania historyczne, Francja ma w Libii doskonałe rozeznanie wywiadowcze. Od początku rebelii bardzo dynamicznie bierze też udział we wszelkich działaniach międzynarodowych związanych z  ostatnimi wydarzeniami. Te czynniki mogłyby wskazywać właśnie na służby Francji, jako inicjatorów  całych zamieszek. Tezę tę poważnie narusza jednak fakt, że Unia Europejska podpisała kilka lat temu za namową samego prezydenta Francji kilka umów gospodarczych z Libią. Jaki więc interes miałyby kraje Zachodu, poza typowo partykularnymi celami wyborczymi, żeby zaburzyć ten porządek?
Jaka jest druga możliwość poza inspiracją francuską? Wyjaśnić sprawę może nieco oświadczenie organizacji zwanej Al-Kaida Islamskiego Maghrebu, w którym poparła wprost libijski bunt przeciwko Muammarowi Kaddafiemu. Jeżeli za całą rebelią stoją komórki Al-Kaidy, to możemy być świadkami bardzo niebezpiecznych wydarzeń. Ciężko być zwolennikiem Kadafiego, ale ma jedną niezaprzeczalną zaletę. Przegonił skutecznie z terytorium Libii islamskich bojowników i nie dawał im dzięki temu dojść do głosu. Czy Al-Kaida może stać za uzbrojeniem libijskich bojowników? Jeżeli tak, to może to być część większego planu, w który Zachód daje się w dziecinny i naiwny sposób wmanewrować z jakiegoś powodu. Jeżeli kierownictwo Al-Kaidy założyło z góry możliwość zbrojnej interwencji niektórych krajów Europy Zachodniej i USA, to doskonale zdawało sobie też sprawę z faktu, że Kaddafi stanie się paradoksalnie w takiej sytuacji ich naturalnym sojusznikiem. W jaki sposób? Oczywiście poprzez wspólnego wroga. Wypowiedzi Kaddafiego świadczą o tym, że nie zawaha się on podjąć rozmów z przedstawicielami Al-Kaidy. Biorąc pod uwagę jego realne możliwości (144 tony czystego złota i zapewne sporo pieniędzy papierowych), borykająca się z problemami finansowymi Al-Kaida zdobyłaby w ten sposób bardzo potężnego sponsora. Jest to naturalnie mało prawdopodobne, bo wątpliwe wydaje się to, żeby Zachód dał się wciągnąć w tak naiwną grę, chyba że górę wzięły względy polityczne, o których wspominałem wyżej. Nie da się wykluczyć tej hipotezy w 100%, więc trzeba podkreślić potencjalne zagrożenie, jakie niosłoby to w przyszłości dla całej Europy. Jeżeli Al-Kaida zdobyłaby choć mały bastion w Libii, to oznaczałoby, że fundamentaliści islamscy znaleźliby się dosłownie u wrót prowadzących do Włoch, a co za tym idzie całej Europy. Istnieje niestety spore ryzyko, że byłby to nie tylko bastion, ale realne przejęcie władzy. Nie wróżyłoby dobrze na przyszłość. Konsekwencje takich wydarzeń byłyby opłakane. To niemalże zaproszenie terrorystów do własnego mieszkania.
Na świecie nie występuje praktycznie coś takiego jak bezinteresowna polityka zagraniczna. Stąd sam fakt interwencji zbrojnej musi mieć jakiś głębszy motyw z kategorii „Realpolitik”. Gdyby go zabrakło, to żadne ludobójstwo, którego dopuściłby się Kaddafi, nie wywołałoby interwencji międzynarodowej. Motywem mogą być oczywiście złoża ropy naftowej i złoto, które w rezerwie posiada Kaddafi. Do zaostrzenia retoryki doszło, kiedy przywódca Libii zagroził zakręceniem Europie kurków. Największa część libijskiego eksportu naftowego trafiała do Włoch, które także od początku intensywnie angażują się w te wydarzenia. Warto też zwrócić uwagę na wewnętrzne problemy polityczne Silvio Berlusconiego i Nicolasa Sarkozy’ego. Temu ostatniemu sondaże idą w dół, spada także poparcie dla Unii na rzecz Ruchu Ludowego, z której się wywodzi. Interwencja w Libii doskonale przykrywa te problemy. Sarkozy może pokazać się jako wielki emancypator, niosący braterską pomoc uciśnionemu ludowi libijskiemu.
Niezależnie od rzeczywistych powodów interwencji, warto przemyśleć czy NATO faktycznie zmierza w dobrym kierunku, skupiając się na działaniach poza swoim obszarem i robiąc sobie nowych wrogów. Trzeba pamiętać, że każdy zabity cywil w konflikcie na obcej ziemi, oznacza automatycznie wrogie nastawienie co najmniej kilku innych cywilów, którzy wchodzą w skład jego rodziny. Trudno później dziwić się, że wzrasta liczba chętnych do przyłączenia się w szeregi Al-Kaidy.
Fundamentem działań Polski powinno być przede wszystkim bezpieczeństwo międzynarodowe terytorium polskiego. Konflikt w Libii nie ma póki co z tym bezpieczeństwem nic wspólnego stąd rząd podjął dobrą decyzję nie angażując naszych zasobów. Interwencja nie ma także nic wspólnego z bezpieczeństwem Europy, ani Stanów Zjednoczonych. Wręcz przeciwnie, niesie ona ze sobą bardzo poważne zagrożenia, gdyż nie wiadomo, kto tak naprawdę stoi za rebeliantami i jakie cele chce osiągnąć. Niezależnie od motywów interwencji, decydując się na nią, podjęto olbrzymie ryzyko z nie do końca jasnych powodów.
Łukasz Stefaniak

5 KOMENTARZE

  1. stąd rząd podjął dobrą decyzję nie angażując naszych zasobów
    a może nikt się go o nic nie pytał i nikt by się z jego zdaniem nie liczył?

  2. „a może nikt się go o nic nie pytał i nikt by się z jego zdaniem nie liczył?”
    Tak, nie ma wątpliwości, że nikt nie pytał polskiego rządu. Jednak nic teoretycznie nie stałoby na przeszkodzie, żeby później dołączyć wzorem Holandii i Rumunii.

  3. Może i oni by chcieli dołączyć, ale za bardzo nie ma z kim i z czym… No, chyba że te dupeńki z wyższych szkół wojskowych by wysłali, co to sobie wybory miss na uczelniach półnago urządziły. Kaddafi byłby zapewne baaardzo zadowolony 🙂

  4. Jakie są prawdziwe motywy decyzji rządu, to nie wiem, ale F-16 chyba jeszcze nie pordzewiały do reszty w przeciekających hangarach, więc teoretycznie kilka można byłoby wysłać. Nie mamy jednak w tym żadnych realnych interesów.

  5. Ależ Panie Łukaszu wiadomo kto stoi za Rebeliantami. Kraje w których wybuchły Rewolucje są naturalną strefą wpływów Francji. A Rewolucja są konsekwencją polityki Stanów Zjednoczonych, które mając własne problemy wycofują się z tych terenów, dlatego jakieś mocarstwo musi tam teraz wejść i uporządkować stosunki władzy na swoją korzyść. Światowi Mocarze porozumieli się, że porządku na tym skrawku świata będzie pilnować będą Francuzi a nie jak do tej pory Amerykanie.

Comments are closed.