Kilka dni temu usłyszałem wypowiedź ministra Szczurka na temat przyszłych działań rządu w zakresie finansów. Odniosłem nieodparte wrażenie, że była to wypowiedź typu copy/paste. Kiedy trzeba pobudzić gospodarkę obniżamy stopy, kiedy chcemy ją ostudzić czynimy przeciwnie. Od lat ta sama śpiewka bez względu na to kto, kiedy i z kim. Wszystko wokół ciągłego niekończącego się wzrostu. Byleby tylko drukować. Chciałoby się rzec, że za plecami stoi Keynes i głośno się śmieje…


Czy współczesny człowiek rozumie pieniądz i ekonomię?

Zastanawiając się nad tym, doszedłem do wniosku, że współczesne społeczeństwa są w gruncie rzeczy uosobieniem groteski. Z jednej strony mamy dostęp do historii na wiele tysięcy lat wstecz, potrafimy czytać i pisać, posługiwać się zaawansowaną technologicznie maszynerią wszelkiej maści, zaś z drugiej nic nie rozumiemy. Wszystko skomplikowaliśmy, zamiast uprościć. Włącznie z pojmowaniem ekonomii.

Dlaczego jest to istotne? Dlatego, że nie widzimy tego co nadciąga. Groteska polega na tym, że patrzymy i nie widzimy, słuchamy, ale nie słyszmy…

Czy można więc zrozumieć ekonomię bez znajomości ciężkostrawnej terminologii, rozbudowanych teorii oraz niezliczonej ilości tabelek i statystyk?

Problem polega na tym, że większość z nas nie chce rozumieć. I jest to w pełni zrozumiałe. Większości z nas nie jest potrzebna na przykład wiedza archeologiczna. Niby bowiem po co? A astronomiczna? Geologiczna? Wielu z nas nie zna nawet podstaw ojczystego języka i jakoś żyje. Znajomość starych artefaktów, prawidłowości ruchów planet czy wreszcie chemicznej struktury ziemi wcale nie wpływa na nasze finanse, zdrowie czy powodzenie w miłości…

Ale z ekonomią jest inaczej. Wiąże się ona ściśle z naszymi pensjami, a przeto z naszą zdolnością do opłacania rachunków, nabywania żywności, leków, ubierania i kształcenia dzieci, etc. Wiemy, że aby być zdrowym zimą należy wychodzić na zewnątrz ciepło ubranym. Ale nie wiemy, że aby nie stracić owoców swojej pracy (czyt. siły nabywczej pieniądza) w momencie kiedy politycy postanawiają pozbyć się długów przez dodruk papieru należy je zamienić na materialne aktywa. Ot, taka drobna różnica.

Pieniądz ma też dość wywrotny współcześnie aspekt. Jest nie tylko narzędziem, ale również „solą” dzisiejszej kultury. Zgłupieliśmy na jego punkcie, zaczęliśmy żywić przekonanie, że może on nas uszczęśliwić. Jednocześnie nasze życie prawdziwie stało się zależne od papierowego pieniądza. My sami z kolei widzimy w papierze nie narzędzie, lecz cel…

Tak więc ślepo podążamy za pieniądzem nie rozumiejąc go. Wychodzimy z założenia, że jedynie umysły akademickie są w stanie to zrobić.

Ekonomię zrozumieć może każdy

Nie jest to oczywiście prawda, że rozumienie jest zarezerwowane dla profesorów. Nie trzeba być mechanikiem, aby umieć dostrzec, że nasz samochód szwankuje. Nie trzeba być lekarzem, aby odczuć, że coś złego dzieje się z naszym organizmem. Nie trzeba być ekonomistą, aby widzieć, że coś złego dzieje się z gospodarką i naszymi pieniędzmi. Ale kluczowy jest tutaj zdrowy rozsądek.

Współczesny jednak człowiek generalnie go nie posiada. Tak bardzo żyje w ideach stworzonych przez konsumpcyjną kulturę, że nic absolutnie on nie kwestionuje. Zaczął ufać „ekspertom” i „doradcom”. Zaufał „certyfikatom”. Powtarza bezmyślnie frazę „pewne jak w banku”. Zachwycił się opakowaniem i zapomniał, że na świecie nic darmo nie przychodzi…. Widzi to co kupić pieniądze mogą, a nie to co sprawia, że mają one wartość. Realny obraz sytuacji zaburzają mu niezrozumiałe dla większości pojęcia ekonomiczne, z których nawet te podstawowe nie są jasne ani na jotę. Np. PKB. Kto nie wierzy niech zapyta 10 znajomych i poprosi o definicję.

Nierozumienie istoty pracy produkcyjnej

Zdrowa gospodarka to gospodarka PRODUKUJĄCA. Oczywiście istnieją zawody, które nie wspierają aktywności produkcyjnej danego społeczeństwa, np. historyk sztuki. Zawód taki jest potrzebny, ale może mieć sens, jeśli istnieją te, które umożliwiają produkcję dóbr. Nic nam bowiem z historyka sztuki, jeśli wcześniej tak on jak i my sami się nie najemy i nie wyśpimy. W tym samym rzędzie stawiam urzędnika, nauczyciela, a nawet samego prezydenta. Nic z ich głowy pożytku nie będzie, jeśli wcześniej nie wypełnią żołądka.

Każda gospodarka POWINNA działać na rzecz zwiększenia dostępności towarów i usług bez wywoływania uszczerbku na mieniu i zdrowiu innych ludzi.

Większość z nas tego nie rozumie, a jak dopiero wytłumaczyć to dziecku, które nierzadko spontanicznie pyta rodzica o to czym są pieniądze, czemu służą i co to jest gospodarka?

W skrajnych, aczkolwiek coraz liczniejszych przypadkach dzieci wzorują się na tym co widzą w MTV i grając w GTA. I tak latynoskie dla przykładu dzieci w życiu dorosłym chcą być gangsterami i żołnierzami karteli. Części z nich udaje się to już wcześniej.

Amerykański dream dzisiaj to oczywiście być tzw. celebrytą.

Czyż nie jest to groteskowe?

Z punktu widzenia ekonomii jest to nawet niebezpieczne. Gdyby każdy miał być celebrytą lub gangsterem to kto piekłby chleb, kto składał samochody na linii montażowej, kto zarządzałby elektrownią i dostarczał energię? Kto by sprzątał, a kto uprawiał? Któż chciałby się parać tak wstydliwą pracą jaką jest praca fizyczna?

Nie wiem kim chcą być dzieci w Polsce, ale gdybym miał być przewrotny i ironiczny to zapewne postawiłbym na urzędników.

Jak nietrudno sobie wyobrazić, gdyby umieścić na bezludnej wyspie 10 celebrytów to wnet umarliby oni z głodu, gdyż błyskiem złota nikt nikogo by nie nakarmił. Gdyby zrobić to samo z gangsterami to wnet by się wybili. Gdyby stworzyć społeczeństwo z samych urzędników… Bóg jeden wie ile przepisów zostałoby stworzonych dla próżnego „uporządkowania” koegzystencji przedstawicieli tego gatunku, zanim zmuszeni by zostali do jedzenia papieru.

Aby możliwe było przetrwanie konieczne byłoby produkowanie dóbr. Dóbr realizujących podstawowe potrzeby: żywność, odzież, budynki mieszkalne. Nie narkotyki i broń, nie rozrywkę i kapelusze z lisiego futra i zdecydowanie nie przepisy, regulacje i tony papierów, na których byłyby one wydrukowane.

Paragrafy, narkotyki i błaznowanie nie zapewniają przetrwania. Przetrwanie zapewnia pokarm, płyny, odzież i schronienie. To jest podstawa życia i fundament gospodarczego rozwoju.

O ile w Biblii na początku było słowo, o tyle w ekonomii na początku jest towar. Zapewne to mieli na myśli sprytni żydzi, którzy mawiali dawniej: Kto ma towar ten ma pieniądz.

Ale czasy się zmieniły i choć wciąż towar jest podstawą gospodarki to profit zgarnia nie ten kto produkuje – tak jak dawniej to miało miejsce – lecz ten, który drukuje.

Większość z nas tego nie rozumie. Staliśmy się naiwni. Zaczęliśmy wierzyć w PKB, oficjalne wskaźniki inflacji oraz inne statystyki, zamiast myśleć o podstawie dobrobytu. Daliśmy wcisnąć sobie keynesowski kit, zgodnie z którym pieniądz jest ponad towarem.

A dobrobyt to nie tyle dobry byt, co również byt dóbr. Czyli towarów.

Ale nasz brak rozsądku to nie tylko ufność w media. Obserwacja mówi, że generalnie słabo jest z człowiekiem ostatnio. Kiedy ludzki organizm daje nam sygnał ostrzegawczy w postaci bólu, co robimy? Zażywamy painkiller, choć należałoby iść do lekarza. I robimy to masowo. Świadczy o tym liczba aptek (proszę sobie przypomnieć ile było aptek 20 lat temu przy tej samej, a nawet liczniejszej populacji). Kiedy nie mamy pieniędzy na konsumpcyjny kaprys, to co robimy? Bierzemy chwilóweczkę i zwiększamy zniewalające nas zadłużenie, zamiast spróbować zwiększyć dochód i wydajność pracy.

Przykłady można mnożyć…. Mój ulubiony to współczesny marketing. Wierzymy, że 10% gratis jest naprawdę gratis. Wierzymy, że trzeci produkt przy kupieniu dwóch naprawdę jest za darmo. Kupujemy wreszcie ten sam produkt, w tej samej gramaturze, ale w tym opakowaniu, które jest wizualnie dwa razy większe niż konkurencyjny produkt*. Mówiąc starą gwarą, współcześni marketingowcy i specjaliści od reklamy biorą nas tak pod bajer jak i pod pic.

Jeśli te same triki się sprawdzają od lat, to znaczy, że coś z nami nie gra…

Dlaczego jesteśmy naiwni? Bo nie będąc głodnymi jesteśmy leniwi. Kupujemy na kredyt i jakoś się żyje. Ale kiedy więcej się je niż produkuje to w pewnym momencie pojawić się musi deficyt.

Tyle tytułem wstępu/części I.

Czas na meritum.

Ciąg dalszy nastąpi…

Łukasz Chojnacki

Autor jest właścicielem Mazowieckiej Mennicy Inwestycyjnej. Prowadzi własnego bloga… 

* Istnieją badania, które dowodzą, że preferujemy kupić przedmiot, który kosztuje 120zł i ma 10% zniżki, aniżeli ten, który kosztuje 100 zł i nie ma żadnego rabatu.

8 KOMENTARZE

  1. twor zwany czlowiekiem jest mieszkanka kodow DNA stworzonym przez podstepna cywilizacje. Ma w czesci mozg dinozaura, czyli jest agresywny i prymitywny, nie dostrzega i nie rozumie otoczenia a jedynym jego celem jest zaatakowac i sie najesc do syta. kapitalizm jest wrecz idelanym srodowiskiem dla polglowka-dinozaura co autor doskonale podkresla w kazdym zdaniu.

  2. kapitalizm jest dla człowieka który pracuje, inwestuje, kupuje co chce, rozwija sie.
    a socjalizm jest dla głupka ktoremu zalezy sie jedynie najesc, przespac, troche popracowac i jakos to sie zyje.

  3. @ Logik
    Funkcjonujemy na różnych poziomach. Część z nas nie próbuje wyjść poza realizowanie podstawowych potrzeb. Tych nazywa Pan agresywnymi i prymitywnymi. Takie jednostki istnieją, mają w sobie to co podłe i okrutne. Ale Pan też to ma, każdy to ma. Taka jest natura testosteronu oraz móżdżku, który można przypisać do naszej instynktownej strony funkcjonowania.
    Ale człowiek ma jeszcze układ limbiczny, który wielce wiąże się z emocjami. Kiedy się Pan naje i wyśpi to przecież ma ochotę iść do kina, spędzić czas z rodziną, posłuchać muzyki. To są emocje. Inny rodzaj pożywienia. Stąd zapewne ukuło się powiedzenie „żywić emocje”. Ale nie wszyscy dochodzą do tego poziomu.
    Można jeszcze wejść wyżej i zrobić użytek z neuronów, które znajdują się w przedniej części mózgu, a więc w korze czołowej. Wtedy nie tylko człowiek śpi i je oraz spędza czas z rodziną, ale także produkuje, wymyśla udogodnienia techniczne, filozofuje i edukuje.
    Wszelkie uproszczenia typu, że człowiek jest prymitywny, a kapitalizm idealnym dla niego środowiskiem są rażącym uogólnieniem. Gdyby nie kapitalizm to nie korzystałby Pan teraz z komputera. Postęp techniczny zawdzięczać może nieprymitywnym inżynierom.
    Kapitalizm z w czystej formie jest zbawieniem dla człowieka, który chce pracować. Socjalizm jest dla obiboków. Współcześnie mówimy, że mamy kapitalizm i że się on nie sprawdza. Jest to oczywiście nikczemne kłamstwo. Mamy socjalizm, ale większość z nas póki dostaje z tego profity nie chce tego przyznać.

  4. Kapitalizm jest idealnym srodowiskiem dla osobnikow prymitywnych gdyz z jednej strony kanalizuje ich a z drugiej strony daje im duze pole do popisu czyli do dzialania niezgodnego z ogolnie przyjetym pojeciem sprawiedliwosci spolecznej. Nie ma co pisac o wyzysku, nie placeniu, o traktowaniu ludzi w kapitalizmie jak smieci, niewolnikow, przedmiotow do wlasnych celow. Wszystko jest tylko towarem i kwestia ceny. Poroponuje aby byl Pan bardziej obiektywny i neutralny. Za zabawne okreslenie uwazam, ze komputer mam dzieki kapitalizmowi. Komputer mam dzieki technologi, ktora z kapitalizmem czy socjalizmem nie ma nic wspolnego. To podobna arguemntacja, ze kosciol jest potrzebny bo czyni tyle dobrego. Zeby czynic dobro nie trzeba kosciola! Ja go nie potrzebuje a czynie sporo dobrego. Bo chce, bo mam na to ochote, wolna wole. Widac jest Pan kapitalista czyli ma jakis interes w jego popieraniu i dlatego tak subiektywnie serwuje swoja odpowiedz.

  5. @Logik
    Opowiedz o tym, jak szybko rozwijała się technologia w feudalizmie. Albo o tym, jak industralizacja sowieckiej Rosji nie opłacona była głodem i śmiercią wielu.
    .
    .
    .
    Kapitalizm to jedyny ustrój w którym była możliwa do przeprowadzenia rewolucja przemysłowa. Rewolucja, bez której prawdopodobnie nawet byś się nie narodził, albo umarł przed osiągnięciem wieku 5 lat.

  6. Szkoda, przyjmuje to jako brak argumentow.
    I co Pan na to?
    „W latach 2009-2014 zamknięto ogółem aż 67 tys. sklepów. W samym tylko 2014 roku zamknięto w Polsce ponad 7,1 tys. placówek. Handel zmonopolizowały zachodnie supermarkety sprzedające zachodnią żywność – uważa ekspert Józef Białek.
    Zamiast polskich firm w czołówce handlu mamy portugalski Jeronimo Martins (Biedronka), niemieckie Metro i Schwarz Group (Kaufland, Lidl) oraz francuskie Auchan i Carrefour. Tempo rozwoju sklepów wielkopowierzchniowych w Polsce było bardzo duże, nawet gdy porównamy je z krajami Europy Zachodniej, które przechodziły podobny proces w latach 70. i 80-tych XX wieku. Dla przykładu powstanie w Polsce 150 hipermarketów trwało u nas 6–7 lat, w Hiszpanii aż 20.
    Handel zmonopolizowały zachodnie supermarkety sprzedające zachodnią żywność, co doprowadziło do bankructwa polskie sklepy i polskich producentów żywności. Zachodnie hipermarkety wolą sprzedawać droższe produkty z Zachodu, niż tańsze i lepsze polskie produkty. Zachodnie firmy są lojalne wobec zachodnich ojczyzn, a nie nie wobec Polaków. – uważa Józef Białek, przedsiębiorca i autor książki „Czas spekulantów. Wzlot i upadek polskiej przedsiębiorczości”.
    Tylko w 2014 r. zamknięto w Polsce ponad 7,1 tys. sklepów, w związku z czym ich liczba spadła z 314 tys. do 307 tys. Najwięcej zlikwidowano sklepów sprzedających sprzęt radiowo-telewizyjny i komputerowy (spadek o 6,2 proc.) oraz „warzywniaków” (5,94 proc.). W latach 2009-2014 zamknięto ogółem aż 67 tys. placówek. Zniknęła prawie jedna trzecia sklepów RTV i IT (z 7 tys. do niecałych 5 tys.) oraz 25 proc. spożywczych (ze 102 tys. do 76 tys.).
    Przepisy Unii Europejskiej wprowadzane są w interesie korporacji i mają na celu zniszczenie konkurencyjnych wobec Zachodu polskich przedsiębiorstw, a władze III RP faworyzują zachodnie firmy właśnie kosztem producentów z Polski. Celem Unii Europejskiej jest likwidacja polskiego handlu i wytwórczości, by zyskały na tym gospodarki Europy zachodniej. – wyjaśnia Józef Białek.
    Białek w swojej książce „Czas spekulantów. Wzlot i upadek polskiej przedsiębiorczości” podaje dane, według których władze III RP sprzedały majątek wart 327 miliardów dolarów za kwotę 24 miliardów dolarów. Sprzedano wszystko to, co mogłoby przynosić dochód Polakom.”

  7. Bizono – indoktrynacja poczynila w Panskiej glowie wielkie spustoszenie. Moj pradziadek w czasach feudalizmu (bo super kapitalizm jeszcze do niego wtedy nie dotarl) dozyl w szczesciu (bez komputera! telefonu komorkowego!!) 95 lat, nigdy na nic nie chorujac i nie glodujac. Co wiecej mial zdrowa zywnosc bez cudu zwanego Lidlem, Aldim czy Tesco. Nie oglupiala go sieczka z TVN i Wyborczej. Zycze aby Pan doszedl w swoim kapitalistycznym bogactwie do tego samego, zwlaszcza aby sie Pan nie „zarazil” jakims raczkiem czy podobnym efektem „rewolucji przemyslowej”. Duzo zdrowia i dlugich lat zycia!

Comments are closed.