Ministerstwo Finansów rządu III RP ogłosiło w czwartek, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Mowa oczywiście o stanie naszego długu publicznego. Rzeczniczka ministra Jacka Vincenta Rostowskiego zapewniła, że na pewno nie zbliżymy się w tym roku do ryzykownych progów.
Słynny księgowy, bardzo zresztą kreatywny, Jacek V. Rostowski (może kiedyś będziemy pisać Jacek R. – oskarżony o fałszowanie dokumentów) ogłosił, ustami swojej rzeczniczki, pani Brzozy, że ma nowe propozycje. Co prawda dług ma być liczony według tej samej metodologii (zastrzega się Jacek R. tzn. minister Jacek Rostowski), ale „nowe propozycje mają skorygować wady związane z funkcjonowaniem w praktyce dotychczasowych zapisów związanych z uruchamianiem sankcji po przekroczeniu przez relację długu do PKB poziomu 50 proc. i 55 proc.”.



Jak podaje portal Money.pl, Brzoza opisała to tak: „jednorazowe i przejściowe wydarzenia na koniec danego roku (x) mogą oznaczać, że w roku x+2 konieczne będzie uruchomienie sankcji, ze względu na przyczyny, które już dawno minęły, a nie ze względu na złą sytuację finansów publicznych. Sankcje te w okresie spowolnienia gospodarczego mogą spowodować dalsze ograniczenie tempa wzrostu gospodarczego, a tym samym dalszy wzrost relacji długu do PKB, nawet przy zahamowaniu wzrostu długu już w roku x+1.”. Jak ktoś chce niech nad tym duma.
Ministerstwo Finansów to – jakby ktoś nie wiedział – taki twór, który ma dbać o to, by państwo (rząd) miało jak najwięcej kasy, a jak najmniej problemów. Jednak pewnych problemów uniknąć się już nie da, o czym świadczą te wszystkie sztuczki, o czynieniu których ustami pani Brzozy komunikuje nam pan minister Rostowski. Jeśli ktoś myśli jeszcze, że ministerstwo finansów istnieje po to, by Polakom żyło się lepiej to jest w grubym błędzie. To tak jakby myśleć: „dobrze, że zostaliśmy okradzeni, bo dzięki temu złodziejowi będzie się żyło lepiej”.
Ministerstwo Finansów to największy wróg każdego człowieka, a budżet państwa to największy wróg budżetów domowych. A w tak rozbuchanym wydatkami potworze jak III RP (bękart „okrągłego stołu”) jest to wróg szczególny. Troska ministra finansów o stan długu publicznego czy o kondycję budżetu państwa to nic innego jak zastanawianie się nad tym, jakby tu jeszcze bardziej oskubać współcześnie żyjących oraz przyszłe pokolenia. Nowe, „rewelacyjne” pomysły pana Vincenta to kolejna odsłona nieustannego strzyżenia owiec. A owcom tymczasem już się nawet beczeć nie chce.
Paweł Sztąberek

1 KOMENTARZ

  1. Pan znow zapomina o tym, ze zyje sie z dostepnosci fizycznego produktu i realnej uslugi a nie z drukowanego swistka papieru. Dlug publiczny nie istnieje w zwiazku z tym. To wymysl propagandy pseudogospodarczej. Budzet polskiego panstwa ma sie doskonale – polska gospodarka nadal produkuje mimo ze dziala tylko na jakies 40 % swoich mozliwosci. Dzialalnosc niepolskiego MF wpisuje sie jedynie w ogolnoswiatowy trend hamowania konsumpcji poprzez nieodostatek sily nabywczej Kowalskiego. Za kilka lat bedzie dzieki temu 20 mln ludzi miedzy Bugiem a Wisla a moze i mniej. Biedak nie bedzie zakladal rodziny albo plodzil dzieci ze strachu. I o to w tym wszystkim chodzi. To samo dzieje sie zreszta w Niemczech. Miejscowi na HARZT IV za 360 euro a tylnymi drzwiami import ruskich z calymi rodzinami i z portfelami wypchanymi euro jako „odszkodowania”. Za 20 lat za Odra jak za Bugiem – pogovorim pa ruski a niemiaszka nie uswiadczysz..

Comments are closed.