Czy Mateusz Morawiecki to perfidny cynik?
Mateusz Morawiecki (foto.: pis.org.pl)

Według dziennik.pl premier Morawiecki powiedział, że „gdyby nie praca funkcjonariuszy i żołnierzy chroniących polskiej granicy oraz środków, które rząd PiS przedsięwziął w celu jej wzmocnienia – to mielibyśmy Grupę Wagnera w dwie godziny w Warszawie.” (1)

Gdyby tego człowieka traktować serio, można by uznać, że na odcinku 180 km pomiędzy granicą a przedmieściami Warszawy nie ma żadnej kompanii wojska, żadnego oddziału WOT, żadnego posterunku policji, a stacjonujące u nas wojska NATO, w tym amerykańskie, patrzyłyby z uśmiechem na jadących priv-sołdatów.

Nie ruszyłby żaden samolot, ani śmigłowiec. Po prostu pustka decyzyjna, sprzętowa i ludzka od pasa granicznego do stolicy kraju na najbardziej zagrożonym kierunku…

Na szczęście jest Straż Graniczna i płot („środki w celu jej wzmocnienia”) przez który, albo pod którym biegają Jemeńczycy czy inni „sąsiedzi”.

Czy jednak w rządzie M. Morawieckiego nie płacimy człowiekowi nazwiskiem Błaszczak za to, by pomiędzy granicą a stolicą coś było?

I to nawet pomimo umowy z 2 grudnia 2016 opublikowanej pod poz. 50 w Dzienniku Ustaw z dnia 18 stycznia 2019 roku? (2)

I wreszcie, płacimy ponad 2, a teraz może już 4 procent PKB na wojsko, bo tak chce m.in. NATO. I według premiera RP, Pakt biernie patrzyłby na wędrówkę po „swoim” terytorium obcych wojsk z Rosji?… Po co więc płacimy?

Wyjawianie takich tajemnic w przededniu oficjalnej kampanii wyborczej?
No, no… nieźle.

Wojciech Popiela

(1) https://www.dziennik.pl/artykuly/8992977,premier-gdybysmy-nie-wzmocnili-granicy-to-grupa-wagnera-bylaby-w-2-g.html

(2) https://sip.lex.pl/akty-prawne/mp-monitor-polski/ukraina-polska-umowa-w-sprawie-wzajemnej-wspolpracy-w-dziedzinie-18806214