Rzecz dzieje się w wyimaginowanej Polsce, w roku 2030, kiedy kandydaci „Wolności” zdobyli fotel prezydencki oraz sejmową większość. O to fikcyjne, zapewne nigdy niewygłoszone orędzie z tej okazji, dedykowane panom: Januszowi Korwin-Mikke i Markowi Jurkowi….

Warszawa, Pałac Namiestnikowski, 11 listopad 2030, godz. 19:30 (primetime). Przemówienie z okazji podwójnego wyboru kandydatów „Wolności” na Prezydenta i Premiera RP.

„Drodzy Rodacy!

W tych trudnych i niepewnych czasach zwracam się do was jako demokratycznie wybrany pierwszy obywatel  XX RP. W tych trudnych czasach, kiedy sami obywatele podnieśli kurtynę, odsłaniając kłamstwa, jakie za fasadą urzędów ukrywali moi poprzednicy. Dojrzeliśmy do zmian, a prawda błyszczy tryumfem.

Znaleźliśmy się właśnie na rozdrożu i musimy dokonać ostatecznego wyboru. Później może być za późno na ratowanie choćby i pozostałości suwerennej, dumnej Rzeczypospolitej. Jesteśmy na rozstaju dwóch dróg. Jedną z nich już znamy i wiemy, dokąd prowadzi – w ostateczną, ciemną przepaść. Pozornie druga droga prowadzi Nas w nieznane, w mozolny, ciężki i trudny okres przemian. Okres, w którym to obywatele przejmują odpowiedzialność za państwo. Być może końca tych przemian dożyją dopiero nasze dzieci.

Jak mówiłem, druga droga jest skokiem w nieznane, wędrówką, odyseją, z obietnicą nagrody za ciężką i uczciwą pracę. Nie wiemy dokładnie, co Nas spotka, ale dobrze wiemy, co znajduje się na końcu drogi, którą do tej pory przemierzaliśmy. Równia pochyła, którą doświadczamy codziennie.

To gigantyczne, wszechmocne i autorytarne państwo, kontrolujące najdrobniejszy aspekt naszego życia, od dużych handlowych transakcji aż do Naszego jadłospisu. To państwo zagląda w nasze portfele, łóżka, mieszkania, rodziny, metryki, świadectwa, a nawet w umysły i serca, dyktując nam, co jest słuszne, a co nie, czyniąc z demokracji wykrzywioną groteskę. To państwo prewencyjnego przymusu, w którym zamiast rozstrzygnięć sądu i ławników, decyduje urzędnicza formuła. To państwo wydalające z siebie tysiąc pseudo-prawnych aktów rocznie, czyniąc proste sprawy skomplikowanymi, jasne sytuacje mętnymi, zwykłe interesy błądzeniem w gąszczu często sprzecznych ze sobą przepisów. To państwo, w którym obywatel codziennie doświadczał znużenia, irytacji bądź nawet zdeprymowania, czego przykłady mamy codziennie w urzędach, sądach, szkołach czy szpitalach.

To państwo, które na bezpośrednich relacjach, takich jak rodzic – nauczyciel dzieci, pacjent – lekarz, kupujący – sprzedający postawił ludzi święcie przekonanych, że wiedzą lepiej od nas, czego potrzebujemy. Postawił ludzi, którzy święcie i pod majestatem spaczonego prawa, uważali, iż wyżej wymienione relacje w ogóle bez nich by nie zaistniały! Wątpili w naszą mądrość każdego dnia, poza niektórymi – dniami wyborów, kiedy potrzebowali naszego wsparcia.

To państwo, które zadłużyło na biliard złoty Państwo Polskie czyniąc, że nie tylko my całe życie będziemy musieli oddawać lichwiarskie procenty, ale także nasze dzieci i nasze wnuki. To państwo, które wobec gigantycznego zadłużenia kazało pracować nam aż do śmierci bez faktycznej emerytury, dając nam haniebny wybór w postaci kredytu hipotecznego na naszą własność, tudzież eutanazji, eufemistycznie nazywanej „testamentem woli”. To państwo, które wywalczone po dwustu latach swobody i kompetencje oddały pod błękitne sztandary. Wreszcie, państwo, które prawnie legalizując  polityczną poprawność, wdarło się w ostatni rejon ludzkiej wolności – wolności słowa, kanalizując opinie publiczną w jedyne „słuszne” kierunki.

Tak, moi Rodacy, tę drogę już znamy! I nigdy już na nią nie powrócimy, tak mi dopomóż Bóg! Czas powiedzieć dość. Czas wstać z kolan, Polsko! Jesteśmy dostatecznie dojrzali, by stwierdzić nieefektywność i aksamitny bolszewizm tego państwa, mimo socjotechnicznych sztuczek i Pijarowskich wystąpień przystojnych twarzy jawiących się naszymi wybrańcami, którymi są w dniu wyboru i nigdy więcej.

Nam, polskim obywatelom, historia nie daje żadnego powodu do wstydu. Żadnego pojedynczego człowieka nie można winić o zaistniałą sytuację. W latach 60-tych Amerykanie przeprowadzili eksperyment, którego uczestnikami byli młodzi ludzie z uczelni i szkoleń zawodowych, a celem sprawdzenie „istoty władzy”. Podzielono ich wedle przypadkowego klucza na „więźniów”  i „strażników”. Strażnicy mieli pilnować porządku w odizolowanym, przystosowanym specjalnie do tego odrażającego eksperymentu obiekcie, mając wszystkie narzędzia gwałtu i przemocy. Najwięksi fataliści nie przewidzieli, do czego rozwinie się ten eksperyment. „Strażnicy” po planowym upłynięciu terminu eksperymentu odmówili oddania władzy, zgodnie zresztą ze swoimi kompetencjami. Po odmowach obiekt musiał zostać zajęty przez komandosów z US Navy.

Ta historia uczy nas, że ciemiężycielem zostaje się zawsze, gdy ktoś odgórnym nakazem przyznaje władzę nad obszarem naszego życia. Od Ministerstwa Edukacji, aż po Komisję Szczepień, decydując za nas, wolnych i odpowiedzialnych ludzi. Tych samych „strażników” mamy w każdej dziedzinie życia społecznego. Mieliśmy ich w szkołach, mieliśmy w szpitalach, mieliśmy w handlu. Przychodzili do nas rano, w dzień, wieczorem z nakazem inspekcji, kontroli bądź wezwania sądowego. Nawet do domu i do rodziny dopuściliśmy ich jako naszych arbitrów, oddając im własną krwawicę. Sięgali do naszych portfeli najgłębiej niż jakikolwiek rząd na świecie, zabierając 83% zarobionego przez nas dochodu. To oni wyznaczali nam NASZE potrzeby i wydzielać nam NASZE własne środki, oczywiście zabierając sobie sowity procent dla siebie. W końcu i nawet tego się zrzekli, przekazując kompetencje błękitnej dwunastce, zostawiając swoje posady jako posłuszni wykonawcy dyrektyw z dalekiego nam miasta. Siedzą w orwellowskich ministerstwach prawdy i miłości, podkopując zaufanie i niszcząc naturalny ład społeczny.

Sroga okazała się kara za naiwność, kiedy nieświadomi dopuściliśmy, aby założono nam łańcuch. Obdarzyliśmy zaufaniem rząd, który miast być spokojnym i umiarkowanym, okazał się godnym Goebbelsa i Himmlera. Na szczęście ten czas smutku mija – nadszedł czas powrotu do równowagi, zarówno ekonomicznej, jak i społecznej.

Wybierając mnie, moi Rodacy, zaufaliście z powrotem prostym i jasnym prawom, jakie znajdziemy w Dekalogu, bądź schludnej Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Odrzuciliśmy urzędową łacinę błękitnych dokumentów, liczących tysiące stron, zawierających mylące i dwuznaczne interpretacje, sprzyjające nadużyciom przeciwko Naszej Ojczyźnie. Uwierzyliśmy z powrotem w sprawiedliwość, czyli w równe traktowanie – bogatego i biednego, konsumenta i producenta, ucznia i nauczyciela. Odrzuciliśmy walki grup interesów, którego areną było „superpaństwo” – nieważne, czy są to związki zawodowe, które nadając sobie przywileje zamknęły wielu ludziom drogę do pracy, tudzież rekinom skorumpowanej finansjery z nomenklatury lat 90-tych, których arogancję można było obejrzeć w ich zeznaniach przed komisjami śledczymi i innymi widowiskami, mający zastąpić nam prawdziwą politykę i zdrowy osąd. Teraz ich nie ma, a my musimy spłacić po nich hipotekę.

Moi Rodacy!

Proponuję Wam świat, którego ani My, ani Nasi przodkowie nigdy nie mieli szansy doświadczyć, ani zakosztować, będąc we własnym kraju. Od skorumpowanej demokracji szlacheckiej, przez czasy zaboru, demokratyczny chaos po nich, rządy faszystowskiej sanacji, drugą wojnę światową, największe nieszczęście – komunizm, czasy „ukartowanej” demokracji i wreszcie rządy aksamitnego bolszewizmu pod błękitną dwunastką. Nigdy nie dano Polakom szansy zasmakować świata, w którym każdy uczciwie pracujący Polak miałby szansę na bogactwo. Różne środowiska próbowały tłumaczyć to naszymi cechami narodowymi , tudzież historyczną indolencją, kompletnie demoralizując społeczeństwo. Tak naprawdę zaufaliśmy sztucznym porządkom, tworzonych przez różne „strażnicze” frakcje, zamiast zaufać doskonałości ładu naturalnego, stworzonego przez samego Stwórcę, ładu naturalnego, który jest jedyną szansą zrzucić kajdany.

Nie wynajduję prochu – bo wynaleźli go już inni. Studiując historie krajów, z łatwością można dostrzec zależności, które jedne doprowadziły do rozkwitu, drugie do upadku. Być może nie będzie to najszczęśliwszy przykład, ale pod lupę chciałbym wziąć Niemcy. Panuje powszechne przekonanie, że 10-miliardowy (w markach) kredyt Marshalla wystarczył do rozwoju 80-milionowej nacji. Tymczasem w latach 50-tych budżet sięgał niemal 200 miliardów marek. Widać jasno, że plan Marshalla był kroplą w morzu potrzeb, będący w dodatku uciążliwą pożyczką. Tymczasem Niemcy w 1945 były kompletnie zniszczone, czarny rynek kwitł, a alianci kontynuowali politykę gospodarczą nazistowskiego rządu. Jedna osoba – ordo liberał w osobie Ludwiga Erharda – uczyniła Niemcy drugą gospodarką świata. Innym przykładem jest Tajwan – z rybacko-chłopskiej wyspy Tajwan awansował na jeden z najważniejszych ośrodków produkcyjno-handlowych świata. Chile wydźwignąwszy się z najgorszych slumsów stały się najbogatszym krajem Ameryki Południowej. USA, Kanada, Bermudy, Paragwaj, Chile, Wielka Brytania, Niemcy, Szwajcaria, Słowenia, Estonia, Japonia, Korea Południowa, Australia, Nowa Zelandia – gdziekolwiek wolny rynek i konserwatywny ład wyznaczały kierunek przemian, tam kraje rozwijały się i prosperowały – bez względu na przynależność etniczną, czy cechy narodowe. Tą samą drogą – nieskrępowaną biurokracją i podatkami pracą, obliczoną na potrzeby innych ludzi – przemierzać będziemy My.

Moi Rodacy!

Nie będę niczego obiecywał, oprócz …. „krwi, potu, łez i znoju”.  Te słowa Winstona Churchilla miały dodać otuchy i werwy osamotnionym  Brytyjczyków do walki z totalitarnymi ustrojami. Obecnie nie toczy się żadna wojna, ale stan naszego kraju jest (mówiąc bez dyplomatycznej fasady) opłakany, na wielu obszarach sytuacja jest gorsza niż po najgorzej wojnie. Bo, wbrew pozorom, budowanie od zera jest łatwiejsze niż przebudowa niesprawnych systemów z ciążącą na nich hipoteką. Mimo to, cytuję szczerze słowa Winstona Churchilla, by na tej trudnej drodze dodać Wam ochoty i zapału w budowaniu nowej przyszłości. Tak, bo obywatele bez Państwa przetrwają, a Państwo bez obywateli – nigdy. Dlatego obiecuję dać Wam wolność i nie krępować Waszych uczciwych dążeń do realizacji marzeń i ambicji. Nie będę tolerował ani jednego nowego urzędu, bezlitośnie likwidując obecne, będę upraszczał system prawny, aż do całkowitej minimalizacji państwa, którego ostateczną rolą będzie obrona mienia i życia obywateli oraz wymuszanie sprawiedliwość bez względu na społeczny status. Ograniczę państwo, by nie toczył się po jego organizmie rak korupcji, lobbingu i wymuszeń, samemu sobie odbierając możliwość niepopularnych, a niezbędnych decyzji.

Niestety, poprzednie rządy i prezydenci zostawili ogromną hipotekę i nie ma mowy o tym, bym jako prezydent startował z „czystą kartą” bądź próbował oddzielić przeszłość „grubą kreską”. Musimy pokazać światu raz jeszcze, że jesteśmy honorowi, spłacając nasze zobowiązania wobec innych. Z żalem stwierdzam, że musi to się odbyć kosztem moich szanownych Rodaków, ale jest to konieczność, przed którą kiedyś w końcu musielibyśmy stanąć. Prawda boli – ale fakt bycia bolesną nie zmieni jej natury i położenia. Tylko prawda nas wyzwoli.

Moi Rodacy! Przyszedł „czas konkretów”, konkretnych rozwiązań, a nie wyborczego pustosłowia i zagmatwanych rozwiązań. Aby to uczynić, już jutro mój rząd będzie starał się wprowadzić następujące reformy:

  1. Pierwsza to ustawa głosząca, iż „umowy handlowe i warunki w nich zawarte są postrzegane w prawie polskim jako równe prawodawstwu państwowemu, jeśli powodem ich zawarcia nie jest przemoc lub podstęp, bądź też nie dotyczą czynu zabronionego przez ustawę” – ta ustawa, brzmiąca nieco obco, pozwoli na swobodne zawieranie umów handlowych, na warunkach wynegocjowanych przez kontrahentów.
  2. Likwidację wszelkich koncesji, pozwoleń, przyzwoleń, ulg, przywilejów podmiotów gospodarczych i cywilnych – od dzisiaj każdy, kto uczciwie pracuje, będzie mógł po wysłaniu prostego druku A4 zarejestrować firmę i działać od chwili przybicia pocztowego stempla. Nikt zdolny nie straci więcej możliwości przez niesprawiedliwy przepis lub prawo, tudzież decyzję urzędnika.
  3. Standard złotówki, mającej 100% pokrycie w złocie. Zasobność złota w rezerwach NBP będzie zależna od wzrostu ilości dóbr produkcyjnych skonsumowanych na wewnętrznym rynku, aby uczynić walutę „żelazną” i raz na zawsze zahamować inflację. Dotychczasowa złotówka, będąca mieszanką papieru i tuszu, kopiująca swój nominał w nieskończoność, odejdzie do historii. Czas na realną, silną, stabilną walutę, która stanie się narodową dumą i symbolem zaufania.

Następna reforma będzie rozłożona w czasie. Zakłada ona rozbiórkę państwowej demokracji i poważną oszczędność w rządowych wydatkach, która  umożliwi radykalną obniżkę podatków. Docelowy poziom ustalają właśnie eksperci z Instytutów im. Adama Smitha i Ludwiga von Misesa. Jak najszybciej chcemy wprowadzić podatek liniowy w wysokości 10%. 4% z tego podatku będzie przeznaczona na spłatę zobowiązań, pozostałe 6% na godziwe wynagrodzenie dla policjantów, żołnierzy i jurystów, a także na będącą obiektem drwin infrastrukturę drogową, tudzież inaczej niż dotychczas pojmowaną ochroną środowiska. Zamierzamy także autentycznie, jawnie i z aukcji sprywatyzować państwowy majątek. Wiem, że lata 1990-2010 obrzydziły to pojęcie, które stało się synonimem korupcji i oszustw. Z tego też powodu decydujemy się na prywatyzację z aukcji i jawnie, aby uzyskać maksymalnie korzystną dla PAŃSTWA cenę – a pieniądze w ten sposób uzyskane przeznaczymy na wypłatę świadczeń emerytalnych, obiecanych przez niesłowne rządy.

Moi Rodacy!

Już jutro będzie mogli wyjść z domów i działać! Nie musicie obawiać się „strażników”, a  orwellowskie ministerstwa już nigdy nikogo nie skrzywdzą, żaden pracownik urzędniczy czy socjalny. Nikt nie trafi do więzienia lub na ławę sądową za poglądy, tudzież z powodów niejasnych, wieloznacznych i pogmatwanych przepisów i procedur. Wkrótce  ujrzycie świat wolności, pozbawiony politycznych sporów, biurokracji. Nie będzie stania godzinami w urzędach czy na poczcie, czekania rok na lekarza-specjalistę.

Budujcie dumną i bogatą Polskę, odrzućcie historyczną pokorę, pielęgnując jednocześnie Naszą historię, pełną honoru, wierności i poświęcenia. Pokażmy, że 40-milionów Polaków zasłuży swoją pracą, pasją, kreatywnością, fantazją i wiernością na wspaniały kraj, a polska „ekonomiczna emigracja” będzie miała gdzie wracać i dzielić się doświadczeniami, współuczestnicząc w mozolnym procesie odnowy

Moi Rodacy!  Jeśli Polska była Chrystusem Narodów, to właśnie nadchodzi  Zmartwychwstanie. Pokażmy Zachodowi, jak bronić cywilizacji łacińskiej, opartej na greckiej prawdzie, rzymskim prawie, chrześcijańskiej etyce, rycerskim honorze i kapitalistycznej własności.

Ja, Prezydent Rzeczypospolitej Polski, będę stał na straży Nowej Konstytucji, będę egzekwował sprawiedliwość, będę bronił życia moich współobywateli od poczęcia aż po naturalną śmierć. Będę bronił ich mienie przed grabieżą ze strony własnych prawodawców, jak i państw obcych. Będę stopniowo, ale konsekwentnie ograniczał władzę i stawiał pod sąd tych, co jej nadużyją.

Wyruszamy z nadzieją w sercach, aby wywalczyć sobie przyszłość. Tak dopomóż Nam Bóg i los Pamiętajmy, aby w morderczym wysiłku, który nas czeka, myśleć o rozwiązaniach, nie o problemach, i żeby odrzucić zazdrość, pomagać sobie i unikać prawa pięści i kłów. Ufam Wam bezgranicznie i mam nadzieję, że choć po części Wy ufacie Prezydentowi i Premierowi.

Czas nadszedł. Bądź wierny. Idź.

Prezydent Rzeczypospolitej Polski z ramienia „Wolności”

…………………………………………………………..

W redakcji prezydenckiego orędzie pomógł: Kamil Kisiel

3 KOMENTARZE

  1. Mam nadzieje, że kumple Niesiołowskiego, Czumy, Palikota itd. łącznie z lokalnymi „działaczami sobie – siakami”. podczas najbliższych wyborów odejdą w zapomnienie tak jak Unia Wolności (dziś skupiona wokoło komitetu honorowego p. Komorowskiego), oraz skupieni przy SLD itp. lewicy (Millery, Olechowskie, Cimoszewicze) gdyż już najwyższy czas zacząć odbudowywać Polskę w całym tego słowa znaczeniu – Obywatelską Polskę. Naród nie zasługuje na taka poniewierkę, by uczciwy błąkał się na marginesie we własnym kraju lub „na zmywaku” w Londynie – a inni wyjeżdżali na Florydę grać w golfa.

Comments are closed.