Rewolucja, Mury… Między iluzją wyzwolenia a rzeczywistością zniewolenia

Wszystkie zaciekłe, masowe, spolaryzowane spory kończą się grobami. Zbiorowe, polityczne, binarne wybory są przeważnie destrukcyjnymi epizodami. Wybór między dwiema możliwościami: stawiać czy burzyć mur, ten czy tamten - to zawsze cholerne ograniczenie wolności

0
Black Lives Matter (foto. pixabay.com)

Dlaczego ludzie wciąż popełniają te same błędy? Bo nie czytają do końca. Bo sądzą po pozorach. Bo oceniają po okładce. Bo tylko tytuł rozumieją. Bo są po prostu głupi.

Coś nam się nie podoba, to się buntujemy. Wzrasta w nas gniew, co trwa, a potem nagle wybucha nasza frustracja wywołana latami bezczynności, godzenia się ze złem.

Zbuntujemy się, coś tam rozpierdolimy, i to nas uspokoi. Wszystko wróci do normy. Albo nie, wywoła to rewolucje. Zmieni świat. Na jeszcze gorszy.

Biały policjant zabił Murzyna, bo ten Murzyn był naćpany, wyrywał się, i trzeba go było przydusić. Domniemany rasista zabił jawnego kryminalistę. Czarni zobaczyli mur między białymi i zechcieli go obalić. I tymi swoimi chęciami obalenia zaczęli go rozbudowywać.

Ci Murzyni widzą pomnik, ale go nie rozumieją. Więc go obalają. Bo wszelkie pomniki im się z białymi kojarzą, których nie rozumieją. Nie doszli do ostatniej zwrotki. Bo nie skończyli szkoły. Nie wiedzą, kim był Kościuszko.

Trump buduje mur między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem. Lewica się oburza – mury trzeba burzyć! Mury powinny runąć. Ale im bardziej chcemy mury obalać, tym one bardziej rosną.

Jacek Kaczmarski, bard „Solidarności”, napisał piosenkę o murach, która miała premierę w 1978 roku i stała się potem hymnem opozycji wobec komunistów rządzących PRL-em. Śpiewaliśmy to przy ogniskach przez całe lata 80-te XX wieku. Myślę, że dziś dałbym radę to zagrać na gitarze z pamięci.

To był protest song oparty na utworze katalońskiego barda Lluisa Llacha. Ten oryginał był hymnem opozycyjnym w stosunku do rządów generała Franco – prawica. U nas to była opozycja do junty generała Jaruzelskiego – lewica.

Kaczmarski tak kiedyś powiedział o swoich „Murach”:

„Była to autentyczna pieśń o wolności, z cudowną melodią, porywającą tak bardzo, że tłum śpiewał wspólnie z artystą paląc przy tym świece. Mnie to natychmiast skojarzyło się z rewolucją bolszewicką, o której ktoś na Zachodzie powiedział, że nie zwyciężyłaby, gdyby nie porywające pieśni. No i napisałem Mury, czyli słowa do istniejącej melodii, mówiące o tym, jak utwór przestaje być własnością autora, staje się własnością tłum.”

To jest piosenka o piosence, o tym, że piosenki, i stające za nimi emocje, mogą być porywające, a zatem też destrukcyjne – ale kluczowa jest ostatnia zwrotka! Tłum robiąc rewolucje, jakieś rozruchy, demonstracje, pragnąc wywalczyć sobie wolność, wpędza się w jeszcze większą niewolę. Chcemy obalać mury – a je w istocie budujemy. Masowy wybór powoduje masowe zniewolenie.

Kto nie wie o czym napisałem, łatwo to sobie wygugla, łatwo znajdzie „Mury” i ostatnią zwrotkę.

Ale to nie koniec. Kaczmarski napisał jeszcze całą nową piosenkę, która jest bardziej ostatnia. Mimo że też można ją wyguglać, to ją poniżej w PS. cytuję.

Wszystkie zaciekłe, masowe, spolaryzowane spory kończą się grobami. Zbiorowe, polityczne, binarne wybory są przeważnie destrukcyjnymi epizodami. Wybór między dwiema możliwościami: stawiać czy burzyć mur, ten czy tamten – to zawsze cholerne ograniczenie wolności. Życiu służy różnorodność, wielość wyboru, miliony możliwości – nieprawdaż?

Za komuny były tylko dwie możliwości: być za komuną, lub przeciw. Klątwa tego dualizmu trwa w nas do dziś. A w istocie obalenie komuny powinno nam otworzyć nieskończenie wiele możliwości. Nie otworzyło. Ciągle tkwimy w tym samym schemacie, ciągle budujemy socjalizm – ciągle się na wszystko godzimy, albo wszystko kontestujemy. Jak zwykle burząc mur nic politycznie sensownego nie zrobiliśmy – zbudowaliśmy nowy mur. Nie podoba mi się to. Nie idźmy tą drogą!

Grzegorz GPS Świderski

PS. Mury 87:

Jak tu wyrywać murom zęby krat
Gdy rdzą zacieka cegła i zaprawa
Jakże gnijącym gruzem grzebać stary świat
Kiedy nowego nie ma czym i na czym stawiać

O czym dziś na podwórku śpiewać
Liszajom obsuniętych ścian
Gdzie nawet skrawek nieba ziewa
Na widok tych śmiertelnych ran

We wklęsłym bruku tylko lśni
Wieczna bez dna kałuża
I widać w niej groby, groby, groby
Pod całunem naszych dni

Historia się zmieniła w mułu mur
W którym ugrzęzną myśli wzrok i dłonie
Staruszek w czerni, przed kapliczką łzawy chór
Rozmokły tynk jak gąbka nieuchronnie wchłonie

Wieczne światełko tli się jeszcze
Grzeje się w nim, w słoiku kwiat
A za zamkniętą bramą przestrzeń
Ślepej uliczki w wielki świat

We wklęsłym bruku tylko lśni
Wieczna bez dna kałuża
I widać w niej groby, groby, groby
Pod całunem naszych dni

Napis na murze dłużej tutaj trwa,
Niż człowiek co wydrapał go z wieczora
Pół wieku dni podobnych do każdego dnia
Na śladach kul tych z wojny, i tych z wczoraj

Ot, co zostaje z wielkiej rzeki
Myśli, zapachów, głosów, barw
W murach podwórka „R” zacieki
W szczelinach warstwy martwych larw.

Droga stąd już tylko w dół
W uścisk gliny, w pleśń i w plusz
Pomiędzy groby, groby, groby,
Których dawno nie ma już

Jacek Kaczmarski
27.08.1987 r.

Tekst pochodzi ze strony Salon24. Przedruk za zgodą Autora.