Rothbard: Kapitaliści jako przeciwnicy kapitalizmu

Wielkie międzynarodowe korporacje i ich gospodarcze satelity, w sojuszu z rządami i wielkimi bankami, rozciągają swoje wpływy na cały świat: marzą o światowym banku centralnym, globalnym planowaniu oraz międzynarodowym państwie opiekuńczym z wojskami amerykańskimi gwarantującymi im marżę zysku

0
Murray Rothbard

Wprowadzenie do książki Murraya Rothbarda „Wall Street, banki i amerykańska polityka zagraniczna” cz. 2. (Wydawnictwo PROHIBITA, 2020). Czytaj część 1.

Wyjaśnia to specyficzne historyczne zjawisko, opisywane szeroko i szczegółowo przez Rothbarda, w ramach którego najwięksi kapitaliści są największymi wrogami prawdziwego kapitalizmu. Praktycznie wszystkie rzekomo społeczne „reformy” ostatnich pięćdziesięciu lat były forsowane nie przez „idealistycznych” lewicowców, lecz przez korporacyjne kartele przedstawiane na karykaturach jako brzuchaci, noszący wysokie kapelusze „gospodarczy rojaliści” z Wall Street.

Neokonserwatywna prawica ukazuje walkę z Wielkim Rządem jako manichejskie starcie pomiędzy siłami światła (czyli kapitalizmem) oraz całą resztą, czyli w większości zdyskredytowanymi lewicowymi elitami. Analiza historyczna Rothbarda ukazuje jednak o wiele bogatszy, bardziej złożony obraz: zamiast dwóch obozów w walce o wolność, mamy do czynienia z co najmniej trzema wzajemnie zwalczającymi się stronnictwami. Jak zauważyli John T. Flynn, Albert Jay Nock i Frank Chodorov, kapitaliści nigdy nie byli za kapitalizmem. Zdaniem Nocka:

„Jedną z niewielu zabawnych rzeczy w naszym dość kiepsko strawnym świecie jest to, że ci, którzy najbardziej żywiołowo protestują przeciwko kolektywizmowi i zagrożeniu ze strony czerwonych, są tymi samymi, którzy przypochlebiali się, wkupywali się w łaski i schlebiali państwu, aby tylko podejmowało kolejne kroki prowadzące wprost ku kolektywizmowi.” [Impostor Terms, „Atlantic Monthly”, luty 1936].

Jak wykazał Rothbard, zapowiedzią polityki ekonomicznej Nowego Ładu były działania Herberta Hoovera, obrońcy wielkiego biznesu, a także reform ery progresywnej. Z kolei rewizjonistyczny historyk gospodarczy Gabriel Kolo zademonstrował, że osoby, które dokonały regulacji wielkiego przemysłu w imię progresywnej „reformy”, wywodziły się z karteli i trustów, które miały okiełznać.

Monopoliści oczywiście nie mieli nic przeciwko byciu okiełznanym, o ile tylko ich konkurenci byli również okiełznani (lub wyeliminowani). Każdy gigantyczny krok naprzód w zakresie gospodarczego planowania i centralizacji – bankowość centralna, państwo opiekuńcze, „prawa obywatelskie” oraz akcja afirmatywna – był wspierany lub inicjowany przez największe i najbardziej potężne polityczne grupy interesów w kraju. Dom Morganów, Rockefellerowie, Kuhn&Loeb zajmują wśród wrogów wolności miejsce tuż obok Pierwszej, Drugiej i Trzeciej Międzynarodówki.

Wielkie międzynarodowe korporacje i ich gospodarcze satelity, w sojuszu z rządami i wielkimi bankami, rozciągają swoje wpływy na cały świat: marzą o światowym banku centralnym, globalnym planowaniu oraz międzynarodowym państwie opiekuńczym z wojskami amerykańskimi gwarantującymi im marżę zysku.

Po długiej bitwie o stworzenie banku centralnego w USA, wysocy kapłani finansjery ostatecznie przejęli i skonsolidowali władzę nad wewnętrzną polityką gospodarczą. Pozostało im jedynie rozciągnięcie swojej dominacji na arenie międzynarodowej i w tym celu założyli Radę Stosunków Międzynarodowych (CFR), a następnie Komisję Trójstronną. Te dwie grupy zostały słusznie uznane przez nową populistyczną prawicę za prawdziwe wcielenie elity władzy. Jednakże dopiero za sprawą lektury Rothbarda pogląd ten zostaje umiejscowiony we właściwej historycznej perspektywie. Chodzi o to, że, jak pokazuje Rothbard, sieć tworzona przez członków Rady i Komisji stanowi zaledwie najnowsze wcielenie pewnego silnie zakorzenionego we współczesnej amerykańskiej historii nurtu. Elita władzy istniała na długo przed założeniem CFR lub Komisji Trójstronnej; elita ta będzie trwała także wówczas, gdy te organizacje przestaną już istnieć lub przeobrażą się w coś zupełnie innego.

Zdemaskowanie przez Rothbarda historycznych i ekonomicznych korzeni tego trendu jest niezbędne do zrozumienia, że mamy do czynienia nie tyle ze „spiskiem” skupionym wokół CFR lub Komisji Trójstronnej jako takich, lecz ideowym trendem mającym swoje źródło tradycyjnie wśród elit żyjących na północnym wschodzie i głęboko zakorzenionych w amerykańskiej historii.

Używam słowa „spisek” w cudzysłowie, ponieważ stało się ono ulubionym brzydkim słowem Szacownej Prawicy oraz Lewicy polujących na „ekstremistów”. Jeśli przekonanie, że ludzie podejmują celowe działania, aby osiągnąć ekonomiczne, polityczne lub osobiste cele, jest doszukiwaniem się spisków, wówczas należałoby stwierdzić, że dotyczy to wszystkich racjonalnych mężczyzn i kobiet. Trzeba by było również uznać, że ludzkie działanie jest pozbawione celu, przypadkowe i niezrozumiałe. W ramach tej wizji historia stanowiłaby serię pozbawionych związku przypadków. Mimo to, nazywanie światopoglądu reprezentowanego przez Rothbarda „teorią spiskową” wydaje się nieodpowiednie. Twierdzenie, że Dom Morganów był zaangażowany w „spisek” mający na celu wciągnięcie USA do I wojny światowej w sytuacji gdy otwarcie korzystał z każdego możliwego politycznego lub ekonomicznego środka, aby wepchnąć nas do „wojny mającej skończyć wszystkie wojny”, wydaje się żałośnie nieodpowiednie. Nie mieliśmy tu do czynienia z żadnym sekretnym, zakonspirowanym spotkaniem w dźwiękoszczelnej sali konferencyjnej należącej do wielkiej korporacji, lecz ze „spiskiem” otwarcie i głośno wyrażanych idei (warto tu odnotować i podkreślić znaczenie analizy Rothbarda przedstawiającej założenie pisma „The New Republic”, pełniącego rolę flagowego okrętu „rosnącego w siłę sojuszu na rzecz wojny i etatyzmu”, łączącego interesy Morgana z liberalnymi intelektualistami – i czy nie jest zabawne to, że niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają?).

Teoria spiskowa przypisuje źródło praktycznie wszystkich problemów społecznych jednemu czynnikowi sprawczemu. Klasyczną teorią spiskową jest radykalny feminizm, który tłumaczy całe zło świata istnieniem mężczyzn; innego przykładu dostarczają paranoidalne poglądy głoszone przez eks-komunistów należących do ruchu konserwatywnego, którzy mają obsesję na punkcie niszczenia swoich byłych towarzyszy.

Jednakże złożoność i subtelność rozważań Rothbarda, opartych na wielkiej liczbie historycznych danych, stawia go na zupełnie innym i wyższym poziomie. Nie znajdziemy u niego żadnej pojedynczej instytucji, żadnego wydającego dyrektywy komitetu centralnego, lecz mnogość grup interesów oraz stronnictw posiadających zbieżne cele.

W środowisku tym funkcjonują rodzinne, społeczne i gospodarcze powiązania, a także ideowa zbieżność, a nikt inny tak jak Rothbard nie potrafi wydobyć na światło dzienne obrazujących to faktów biograficznych. Zebrane razem drobne i starannie dobrane fakty, niczym pociągnięcia pędzlem tworzą portret klasy rządzącej, której bezwzględność przewyższa jedynie jej cyniczny brak lojalności wobec narodu.

Portret ten pozostaje wciąż co do swojej istotny niezmieniony aż po dziś dzień. Wall Street, banki i amerykańska polityka zagraniczna zostało napisane w 1984 roku, w czasie rządów Reagana. Reagan rozpoczął swoje rządy od potępienia rządzącej elity, a w szczególności CFR i członków Komisji Trójstronnej, lecz pod koniec jego rządów jego wiceprezydentem i następcą został stanowiący uosobienie establishmentu członek Skull & Bones, George Bush.

Bush to wieloletni dyrektor CFR i trylateralista; większość z najważniejszych członków jego administracji, wliczając w to przewodniczącego kolegium połączonych szefów sztabów, Colina Powella, była członkami CFR. Podobnie w przypadku administracji Clintona, począwszy od prezydenta (CFR/Komisja Trójstronna), poprzez Donnę Shalala (CFR/Komisja Trójstronna), George’a Staphanopoulosa (CFR) oraz ludzi związanych z CFR obecnych (jak zawsze) w całym Departamencie Stanu. Oprócz sekretarza stanu Warrena Christophera, członkami CFR w administracji Clintona są m.in. prezes Zespołu Doradców Ekonomicznych Laura Tyson, sekretarz stanu Robert Rubin, sekretarz zasobów wewnętrznych Bruce Babbitt, ważniak z Departamentu Mieszkalnictwa Henry Cisneros oraz przewodnicząca Kongresowego Biura Budżetowego Alice Rivlin.

Druga strona politycznej sceny jest również dokooptowana na poziomie liderów, co żywo unaoczniło wycofanie się Newta Gingricha przed potęgą i majestatem Henry’ego Kissingera. Tchórzostwo ze strony polityków nie jest czymś zaskakującym, lecz dotyczy ono także tych, którzy uchodzą za intelektualnych przywódców republikańskiej wolnorynkowej „rewolucji”.

Istnieje pewnego rodzaju mentalność, która nawet pomimo bardzo przekonywających dowodów odrzuca argumenty przedstawione w Wall Street, bankach i amerykańskiej polityce zagranicznej. Nastawienie to ma swoje źródło w szczególnym rodzaju tchórzostwa. Jest to przede wszystkim lęk przed nie byciem słuchanym, obawa przed przekształceniem się w Kasandrę, grecką wróżkę, która miała władzę przewidywania z jednym tylko ograniczeniem: że nikt nie będzie słuchał jej ostrzeżeń. O wiele łatwiejsze, a także o wiele bardziej dochodowe, jest bycie nadwornym historykiem. Roli tej autor niniejszego błyskotliwego pamfletu nigdy nie potrafiłby pełnić, nawet gdyby dane mu było spróbować. Prawda (lub przynajmniej jej poszukiwanie) jest bowiem o wiele bardziej interesująca niż oficjalna historia i konwencjonalna mądrość danej chwili. Czysta przyjemność, jaką Rothbard czerpał z odkrywania prawdy, spełniania swojego powołania prawdziwego naukowca, daje się zauważyć nie tylko na każdej stronie tej pracy, ale także wszystkich jego 28 książek oraz tysięcy artykułów i przemówień.

Rothbard nie bał się podzielić losu Kasandry, ponieważ, po pierwsze, prawda jest wartością samą w sobie i powinno się stać na jej straży dla niej samej. Po drugie zaś, prawda ma to do siebie, że w końcu wychodzi na jaw, pomimo najbardziej wytężonych wysiłków, aby ją stłumić.

Justin Raimondo

Murray Rothbard, „Wall Street, banki i amerykańska polityka zagraniczna”, Warszawa 2020, Wydawnictwo Prohibita.
https://multibook.pl/pl/p/Murray-Rothbard-Wall-Street%2C-banki-i-amerykanska-polityka-zagraniczna/10888