…jest lekko przesadzona, powiedziałby dolar gdyby potrafił mówić. W przeciągu ostatnich pięciu lat waluta amerykańska straciła na wartości blisko 50 %, a coraz głośniej wypowiadają się profesorowie i ekonomiści o tym, że to nie koniec i tracić na wartości będzie ona jeszcze więcej.
 Głosy tych pesymistów niemalże całkowicie przyćmiewają inne opinie i ekspertyzy nie tylko analityków ale również i przedsiębiorców.
Tak to już jest, że głosy negatywne mają zwykle większy oddźwięk i są brane poważniej niż głosy pozytywne „niepoprawnych optymistów”, dlaczego tak jest, wyjaśnień należy szukać w podręcznikach psychologii.
Te coraz głośniejsze i coraz bardziej pesymistyczne głosy przypominają coś co inwestorzy giełdowi nazywają paniką (masowa wyprzedaż) oraz dnem (cena poniżej której wartość akcji lub waluty nie spadnie, bo pomimo negatywnych wiadomości i nastawienia, papier wartościowy w dalszym ciągu reprezentuje jakąś firmę, lub w tym przypadku w dalszym ciągu jedną z najpotężniejszych gospodarek na świecie).
Panika ma miejsce najczęściej wtedy, gdy akcje danej firmy/waluta są już na dnie a inwestorzy nie mogący znieść „bólu” jaki jest wywołany stratami związanymi ze spadkiem wartości danego papieru, masowo chcą się go pozbyć.
Jest to moment w którym się kupuje, a nie sprzedaje!
Obecnie ci specjaliści i profesorowie głoszący koniec dolara przypominają amerykańskich analityków akcji giełdowych, którzy w październiku 2000 roku, a więc początku końca ery DOT-COM, mieli rating „buy” czyli kupować na większość z tych akcji, które w przeciągu, czasami nawet i kilku dni, okazywały się nic nie warte. Dopiero gdy w mgnieniu oka spadły one niemal do zera dali im rating „sell”.
Takim specjalistą każdy może być. W tej panice niemal wszystkie akcje firm, nieważne czy coś warte czy nie (panika!!!) były wyprzedawane za jakąkolwiek cenę, byleby się tylko ich pozbyć. Wiele z nich w rzeczywistości okazało się tyle wartych co kot napłakał, a jednak pomiędzy tymi zgliszczami znajdowały się prawdziwe diamenty.
Z niemal podobną sytuacją mamy do czynienia teraz w przypadku dolara, z tym że ci specjaliści zamiast krzyczeć „Kupować!”, krzyczą „Sprzedawać!”
Dlaczego dolar a nie euro?
„Euro to twór polityczny, nie ekonomiczny (…) daję tej walucie 15-20 lat” – słowa te wypowiedziane przez legendarnego Jim’a Rogers’a rozeszły się szerokim echem na całym świecie. To samo zresztą stwierdził zmarły zaledwie przed rokiem Milton Friedman, dając tej walucie 15 lat.
Euro to twór polityczny, czy chcemy to przyjąć do świadomości czy nie. Potwierdzeniem tej tezy może być chociażby wypowiedź byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Wim’a Duisenberg’a, który wprowadzając tę walutę na rynek, skwitował to słowami „waluta ta zapoczątkuje nową erę pokojową”. W umysłach twórców tej waluty jest ona początkiem Wielkiego Europejskiego Państwa, ma ona podłoże polityczne, nie ekonomiczne.
Odsuwając jednak na chwilę na bok źródło i intencje wprowadzenia euro, zastanówmy się co trzeba zrobić, by utrzymało się ono przy życiu? Najważniejszą rzeczą jest mieć pewność, że państwa, które znajdują się obecnie w strefie Euro będą ściśle przestrzegać dyscypliny budżetowej. Jak wiemy dwa największe państwa tej strefy niezbyt tego przestrzegają, zarówno Francja jak i Niemcy przekraczają dopuszczalny deficyt, drukując w ten sposób inflacyjny pieniądz. Co się dzieje z tym inflacyjnym pieniądzem? Przede wszystkim idzie on na państwo opiekuńcze. Rządzącym coraz trudniej wycofać się ze składanych obietnic o gruszkach na wierzbie i życiu w komforcie niemalże bez żadnego wysiłku. Nie sądzę by udało się to nawet obecnemu prezydentowi Francji Sarkozy’emu. Po drugie… Następuje eksport tego dodatkowego pieniądza do nowych państw członkowskich unii, w postaci dotacji.
Można przypuszczać, że to stąd bierze się coraz bardziej powszechne użycie tej waluty. Należy zadać sobie jednak pytanie, jak długo coś takiego może trwać?
Kto inny może zadać pytanie, skąd w takim razie bierze się tak wysoki kurs euro w stosunku do dolara? Dwa słowa: stopy procentowe.
Obecny szef EBC Jean-Claude Trichet opisał wzrost wartości euro w stosunku do dolara ($1.45 za 1 euro) nagłym, gwałtownym i brutalnym, dając tym samym wyraz swego niezadowolenia z obecnego stanu rzeczy. Ben Bernanke, szef rezerwy federalnej od sierpnia tego roku obniżył stopy procentowe dwukrotnie do poziomu 4.5% a w tym samym czasie EBC jak i Bank Anglii pozostawiły swoje stopy procentowe bez zmian. Co oznacza, ze wartość tego pieniądza jeszcze nie została osłabiona, niemniej jednak EBC zawsze, po pewnym czasie postępował dokładnie tak jak Fed. Już wkrótce będzie można się spodziewać cięcia stóp procentowych w Europie.
Fed obniżył stopy procentowe bo pojawiają się sygnały o możliwej recesji, więc cięcia te mają na celu wzmocnienie gospodarki i przejście przez ten kłopotliwy okres z jak najmniejszym bólem Jest tylko kwestia czasu nim gospodarka amerykańska powróci na właściwe tory, a co za tym idzie, jej waluta się wzmocni, podparta podwyżką stóp procentowych.
Dlaczego jestem przekonany, że EBC będzie cięło stopy procentowe? Jak już wspomniałem EBC zawsze po jakimś czasie idzie śladami Fed jednak jeśli to nie wystarcza to dołóżmy do tego zwolnienie wzrostu gospodarczego w Europie, spadek eksportu i – możliwe, że najważniejsze – wzrost cen paliw na świecie, który od zawsze ma zły wpływ na gospodarkę. Fed postępuje nieco szybciej starając się złagodzić skutki spowolnienia ekonomicznego. Zakładam, że EBC postąpi tak samo.
Ktoś mógłby zarzucić, że w USA mamy do czynienia z deficytem budżetowym, bałaganem w gospodarce wywołanym załamaniem się rynku nieruchomości, do tego dochodzą pojawiające się głosy o tym jakoby OPEC miał przejść w rozliczeniach za ropę z dolarów na euro (taka mała ciekawostka, kilka lat temu Zespół Studiów i Analiz pod kierownictwem Tomasza Gabisia sporządził „Raport o wojnie w Iraku” w którym można było przeczytać, iż jedną z przyczyn ataku na Irak była obrona dolara! Irak rozpatrywał przejście w swych rozliczeniach za ropę z dolara na euro! Atak na Irak miał temu zapobiec!)
To wszystko nie sprzyja amerykańskiej walucie. Chociażby z tych powodów, dlaczego dolar miałby odzyskać chociaż część swej świetności? No cóż, dolar spadł do takiego poziomu, że Europejczykom opłaca się teraz wszystko kupować w USA, co oznacza, że popyt na „zielonego” się zwiększy. Jak można się również domyślać po drobnych kupcach przyjdą potężne instytucje zainteresowane wykupem amerykańskich firm, które przy takim kursie dolara zaczynają wyglądać jakby były na wyprzedaży.
Inne powody podaje w swym najnowszym raporcie niezależna firma GaveKal, zajmująca się research’em oraz zarządzaniem finansami. Po pierwsze starzejąca się populacja Europy i przyspieszona jej islamizacja powodują, że europejskie rządy będą w coraz większym stopniu przekraczać limity budżetowe, by pokryć koszta rozrastającego się państwa opiekuńczego. Islamiści zamieszkujący Francję jakoś nie kwapią się do pracy, a wręcz przeciwnie, ich nastawienie jest coraz bardziej roszczeniowe. Po drugie. Instytut ten w dalszym ciągu widzi Stany Zjednoczone w roli lidera w takich dziedzinach gospodarki jak wzrost produktywności, research, innowacje, wyższa edukacja, a w ostateczności wartość waluty jest określona przez zwrot jaki otrzymujemy z zainwestowanego kapitału, a w tym USA cały czas bezsprzecznie przewodzi.
Prócz tego, Euro jeszcze nigdy nie przeszło próby poważnego kryzysu. Według analityków z GaveKal, państwa, które są członkami strefy euro mają tak różne tradycje socjalne i ekonomiczne, że w wypadku poważnego kryzysu, celem ożywienia gospodarki większość z państw tej strefy mogłaby powrócić do swych narodowych walut. PKB krajów strefy euro jest niższe a bezrobocie wyższe w porównaniu z pozostałymi krajami Unii nie będącymi w strefie Euro, przypominam również, że obywatele Niemiec, bardzo pragną powrotu swej marki. Czy tak się stanie, czy nie, dowiemy się już wkrótce, czy dolar osłabnie do poziomu 1,8 złotego jak przewidują niektórzy, czy też jego wartość wzmocni się do chociażby poziomu 3 zł pokaże przyszłość.
Na tę chwilę warto jednak wiedzieć, że co do tego, w którą stronę będzie on zmierzał, są różne głosy i opinie.
Tomasz Pąpka
(3 grudnia 2007)
Źródła:
Karl Sigfrid – Tak czy nie dla euro? – Strona Prokapitalistyczna
Andrzej Sadowski – Euromorgana – Strona Prokapitalistyczna
Paweł Skrzynecki – Kłopotliwe pieniądze – Strona Prokapitalistyczna
Jonathan R. Laing – „A Comeback for the Greenback” – Barron’s (November 26, 2007)
Alan Reynolds – „Interest rates and dollar fundamentals” – Wall Street Journal (November 15, 2007)
Joellen Perry – „Why Europe Isn’t Lifting Rates” – Wall Street Journal (November 9, 2007)