W obchodzącej 25 rocznicę niepodległości Ukrainie trwa rozliczanie ćwierćwiecza. Niestety, nasz wschodni sąsiad roztrwonił większą część potencjału i w efekcie potencjalnie jedno z najbogatszych państw Europy jest dziś jej najbardziej chorym człowiekiem.

Ukraina to oparta na surowcach gospodarka przez cały czas funkcjonująca w warunkach odpowiadających amerykańskiej Wielkiej Depresji początków XX w. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest technologiczna degradacja, która straciła całe sektory wysokotechnologiczne a swoją gospodarkę ograniczyła właściwie do metalurgii, prostej chemii i rolnictwa. Na bruku znalazła się cała armia nikomu nie potrzebnych inżynierów, technologów, matematyków, fizyków i chemików. W efekcie udział Ukrainy w światowym PKB wynosi zaledwie 0,08 proc. i jest aż dziewięciokrotnie niższy od jej udziału w swiatowym rynku pracy – tak opisuje smutną rzeczywistość nad Dnieprem tygodnik Dzerkało Tyżnia.

Ponura statystyka

Od momentu uzyskania niepodległości w 1991 r. PKB naszego wschodniego sąsiada zmalał aż o 35 proc. To najgorszy rezultat na świecie. Według danych Banku Światowego ujemną dynamiką wzrostu wykazało się w tym samym okresie zaledwie pięć państw. W piątce słabeuszy są też postsowieckie Mołdawia (ze spadkiem 29 proc.) i Gruzja (15,4 proc.), a także dwa kraje afrykańskie – Zimbabwe (2,3 proc.) oraz Republika Środkowoafrykańska (0,94 proc. spadku). Fatalny wynik Ukraina osiągnęła, mimo że przez wiele lat odnotowywała wzrost PKB przekraczający 20 proc. rocznie. Wszystko z powodu gigantycznego upadku gospodarki na początku okresu po odzyskaniu niepodległości w latach 90. XX w. – PKB skurczył się wówczas w stosunku do tego z 1991 r. aż o 60 proc. Równocześnie drastycznie wzrosło zadłużenie Ukrainy – z 0,5 mld dolarów w 1991 r. do ok. 67 mld dolarów obecnie.

Z 52 mln w 1991 r. do zaledwie 45,4 mln w 2014 r. i 42,7 mln na początku tego roku (tegoroczne dane pomijają mieszkańców okupowanego przez Rosję Krymu) spadła liczba ludności Ukrainy. To, z jednej strony, efekt wymierania – corocznie liczba zgonów nad Dnieprem przewyższa liczbę urodzeń, z drugiej – gigantycznej emigracji. Około 3 mln Ukraińców wyjechało za chlebem, głównie do Polski i Rosji. W sumie dają oni Ukrainie więcej waluty niż zagraniczne inwestycje – według szacunków emigranci zarobkowi pracujący w Rosji przysłali do ojczyzny 1,1 mld dolarów a zatrudnieni nad Wisłą niemal pięć razy więcej, bo ok. 5 mld dolarów.

Wyjazdy „za chlebem” nie dziwią i raczej będzie ich coraz więcej – minimalna płaca w Ukrainie to dziś 1450 hrywien czyli ok. 56 dolarów, a średnie zarobki przy czym wyznaczona przez ONZ granica biedy to 150 dolarów miesięcznie.

„Przez ostatnie ćwierć wieku Ukraina, jako niepodległe państwo straciła 40 proc. swojej gospodarki, pozbyła się z różnych przyczyn 9,2 mln obywateli, przeżyła kilka kryzysów gospodarczych i nazbierała ogromne zadłużenie zewnętrzne. Pod względem poziomu życia Ukraińcy pozostają jednymi z najbiedniejszych w Europie, przy czym zarówno obywatele w wieku produkcyjnym jak emeryci. Mieszkańcy Ukrainy są jedną z najbardziej licznych armii emigrantów zarobkowych w Unii Europejskiej i innych sąsiadujących krajach. Na dokładkę nasz kraj pozostaje najbardziej skorumpowanym na kontynencie”, podsumowuje w rocznicowej analizie gospodarczej serwis informacyjny Apostrof.

Siedem fatalnych decyzji

Biznesowy serwis informacyjny Liga opublikował listę siedmiu decyzji, które zdaniem ukraińskich dziennikarzy ekonomicznych miały najgorszy wpływ na to, w jakiej sytuacji znajduje się dziś gospodarka ich kraju.

  •     Zależny od politycznych decyzji bank centralny. Przez pierwsze 23 lata niepodległości w Ukrainie nie było niezależnego banku centralnego. Rezultatem była hiperinflacja na początku lat 90. XX w., pełne rozstrojenie finansów państwa i znacząca dewaluacja hrywny.
  •     Urzędowe ograniczanie cen, licencjonowanie coraz szerszych obszarów działalności gospodarczej i wprowadzanie centralnie sterowanych kwot eksportowych. W efekcie w Ukrainie spadła produkcja przemysłowa, doszło do rozwoju handlu barterowego, gospodarki rentierskiej i pierwszych oligarchów.
  •     Prywatyzacja, która pozwoliła wyrosnąć ukraińskiej oligarchii wywodzącej się z dwóch środowisk – grupy postkomunistycznych „czerwonych dyrektorów” i środowisk kryminalnych, które za bezcen przejęły wypuszczone przez państwo certyfikaty prywatyzacyjne a w konsekwencji kluczowe obiekty przemysłowe. W końcowym efekcie przyjęta przez władze droga prywatyzacji zabetonowała na lata gospodarczą scenę Ukrainy z dominującą na niej rolą nowej kasty oligarchów.
  •     Stworzenie szeregu specjalnych stref ekonomicznych i udzielanie przez kolejne rządy preferencji wybranym firmom. W wyniku tych działań ”ukraiński pejzaż gospodarczy jest katastrofalnie wykrzywiony: wybrane przedsiębiorstwa otrzymywały ulgi podatkowe kosztujące kraj dziesiątków miliardów hrywien. Pozostały biznes pracował zaś pod ogromnymi podatkami”.
  •     Decyzja o moratorium na sprzedaż ukraińskiej ziemi rolnej, która od lat wywołuje poważną debatę. Jedni widzą w niej ochronę mieszkańców wsi przed wywłaszczeniem za bezcen, o które w warunkach skorumpowanego sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości nie trudno. Inni naruszenie przez państwo prawa własności wyrażającego się m.in. w możliwości do swobodnego nią dysponowania przez właściciela.
  •    Reforma emerytalna – konkretnie jej brak.
  •    Utrzymywanie przez kolejne rządy oderwanego od rzeczywistości gospodarczej systemu taryf gazowych, który zaowocował narodzinami gazowego oligarchatu, uzależnieniem od rosyjskiego gazu, stagnacją własnego wydobycia i dziesiątkami miliardów hrywien ukrytych dotacji przelewanych z budżetu państwa na konta oligarchów.

Korupcja jak wojna

Wszystkie jednak problemy Ukrainy gasną przy najważniejszym, bo decydującym o każdym kolejnym – wszechobecnej korupcji. W sondażach mniej więcej połowa ankietowanych Ukraińców powtarza, że priorytetem dla Ukrainy powinna być reforma antykorupcyjna. Na krótkiej liście znalazły się też wymiana kadry rządzącej krajem, reforma ochrony zdrowia, rozwój przedsiębiorczości i reforma sądownictwa.

Chociaż niemal co dzień nad Dnieprem pojawiają się doniesienia o przyłapanych na braniu łapówek politykach, urzędnikach i sędziach „grube ryby” mogą czuć się bezpiecznie. 16 czerwca wyspecjalizowana prokuratura antykorupcyjna skierowała do parlamentu wniosek o uchylenie immunitetu deputowanemu i zarazem gazowemu magnatowi Aleksandrowi Oniszczenko – zarzucono mu nadużycia przy handlu gazem, w wyniku których budżet państwa miał stracić 3 mld hrywien (ok. 450 mln zł). Mimo nacisków zarówno prokuratorów, jak i ukraińskich organizacji antykorupcyjnych parlament zwlekał z uchyleniem immunitetu, co z kolei nie pozwalało postawić zarzutów i zatrzymać oskarżanego o korupcję polityka. Decyzja o uchyleniu immunitetu zapadła dopiero 5 lipca, kiedy Oniszczenko wyjechał do Wielkiej Brytanii.

Mimo decyzji parlamentu prokurator generalny, który musi zatwierdzać decyzje wyspecjalizowanej prokuratury antykorupcyjnej zwlekał z formalnym postawieniem Oniszczence zarzutów, zrobił to dopiero pod koniec lipca, kiedy ukraińskie media poinformowały o tym, że polityk wystąpił o azyl polityczny w Wielkiej Brytanii, co jak komentują nad Dnieprem praktycznie do zera sprowadza możliwość jego ekstradycji i pociągnięcia do odpowiedzialności za zarzucane mu przestępstwa.

Odpowiedzialności uniknie także sędzia kijowskiego sądu Nikołaj Czaus, który 9 sierpnia został zatrzymany przez funkcjonariuszy Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy podczas brania 150 tys. dolarów łapówki. Sędzia Czaus w czasach protestów Euromajdanu wydawał fałszywe wyroki na ich uczestników, mimo to, choć złożono formalny wniosek o usunięcie go w związku z tym ze stanowiska pozostawał na nim wydając wyroki w sprawach politycznych m.in. wsadzając za kraty lidera opozycyjnej partii Ukrop występującej przeciwko Poroszence, skasował też list gończy za uważanym za jednego z ojców chrzestnych donieckiej mafii Jurija Iwanuszczenkę, który dzięki jego decyzji mógł osiąść w Monako. Sędziego-łapówkarza nie można było zatrzymać bez zgody parlamentu – chronił go immunitet, parlamentarzyści zaś rozjechali się na wakacje. Czaus wyjechał na okupowany przez Rosję Krym.

Historii jest wiele, a wymierne efekty finansowe ukraińskiej walki z korupcją wyglądają niepoważnie. Utworzonej w lutym tego roku Narodowej Agencji do spraw Odnajdywania, Poszukiwania i Zarządzania Aktywami Pochodzącymi z Przestępstw Korupcyjnych, która w założeniu ma zarządzać mieniem zajętym w trakcie postępowań prokuratorskich prowadzonych w sprawach korupcji w pierwszym półroczu tego roku zamiast oczekiwanych 7,7 mld hrywien (1,155 mld zł) udało się odzyskać mniej niż 78 tysięcy  (ok.12 tys.zł).

Mała dawka optymizmu

Zdaniem Ołeksandra Kramarenki, redaktora naczelnego biznesowego dwutygodnika Hroszi, Ukraina mimo wszystkich niedociągnięć i tak zrobiła ogromny postęp.

– W 1991 r. otrzymaliśmy kraj niesamodzielny gospodarczo będący częścią nieefektywnego sowieckiego organizmu gospodarczego. Nasz ówczesny PKB był pochodną dostaw metalu i rud na potrzeby kołowrotu komunistycznej gospodarki, w której wydobywano gigantyczne ilości rudy po to, żeby wytapiać z niej stal, z której budowano koparki wydobywające rudę. Nie może być brany jako punkt odniesienia – komentował Kramarenko w wywiadzie dla radia Hołos Stolycy.

Jego zdaniem prawdziwym sukcesem jest zbudowanie warstwy średniego biznesu, który ratował Ukrainę po kryzysie 2008 r. i ratuje ją teraz. Prawdziwą siłę ukraińskiej realnej gospodarki pokazuje skala finansowania ukraińskiej armii przez mały i średni ukraiński biznes, który wziął na siebie w tym zakresie odpowiedzialność państwa.

Wśród pozytywów wymienia też to, że mimo masy przeciwności udało się stworzyć rolnictwo znacznie silniejsze niż za czasów sowieckich – w efekcie Ukraina to jeden ze światowych liderów eksportu zboża, oleju słonecznikowego, miodu.

Kramarenko przekonuje też, że nasz wschodni sąsiad stworzył jednak silny klaster IT.

– Wykształcona w czasach sowieckich profesura szkoli dzisiejszych specjalistów IT i dobrze byłoby tego nie zniszczyć – mówi.

Oczywiście przyznaje, że są negatywy.

– Straciliśmy właściwie sektor chemiczny, który był przez lata drenowany przez właścicieli i w efekcie przekształcił się w złom. Podobnie sektor przetwórstwa ropy naftowej – komentował.

Michał Kozak

Otwarta-licencja