Społeczeństwo składa się z dwóch wielkich klas:
jedni mają więcej posiłków niż apetytu,
drudzy więcej apetytu niż posiłków.
Chamfort

„Nie jestem zwolenniczką  równych żołądków. Równych podatków też nie. Ja się cieszę, że mam więcej i mogę płacić więcej. Ktoś inny, kto ma mniej, na tym skorzysta, a ja bez szkody zjem o dwa kotlety mniej. Na tym polega solidarność społeczna. I solidarność podatkowa”. To są słowa Pani dr. Ireny Ożóg, które ukazały się 1 lutego 2011 r. na łamach Gazety Wyborczej.


Z  różnością żołądka spotykaliśmy się już w zapisach Nowego Testamentu.
„Bracia:
Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania.
Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi.
Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli”
(List do  Tessaloniczan, rozdział III ).
Teorię różnych żołądków poznawałem już od wczesnego dzieciństwa.  Od początku III Rzeczypospolitej, państwo było jej, z jednej strony zwolennikiem a z  drugiej,  przeciwnikiem.  Słowa św. Pawła „kto nie chce pracować, niech też nie je” nabrały specyficznego znaczenia.  Dały moralne przyzwolenie na drastyczne zróżnicowanie żołądków pracujących od niepracujących, pozostawiając tym drugim prawo do pustego żołądka.
O pracujących mówiło się, że żołądki mają równe.  Niepracujących żołądki były inne. Ci jeść nie musieli. „Nie pracowali” nie ci, co nie pracowali, tylko ci, którzy nie pracowali w ramach stalinowskiego reżimu.  Moja Rodzina zaliczała się do niepracujących. Rodzice byli tzw. „prywaciarzami”. Prywaciarze, badylarze i tym podobne grupy  zawodowe,  to ostatki społeczeństwa, które nie dały się zniewolić stalinowskim reżimom.  W wielu okresach  państwo decydowało się nawet na bardzo drastyczne posunięcia, żeby  teorię różnych  żołądków pracujących i niepracujących utrzymać w praktyce.  Na początku lat 50 – tych mięso było reglamentowane. Moja Rodzina, tak jak i inni prywaciarze, dostawała przydział tylko na kości. To, że są niechciani dawano im odczuć w każdym obszarze ich życia. Byli po prostu inni.  Ta ich inność w oczywisty sposób musiała dotyczyć  również ich żołądków. Skoro zniewoleni w systemie dostawali kartki na mięso to ci, którzy nie chcieli być zniewoleni musieli dostawać kartki na niemięso, a takim były kości. Wielokrotnie, w  różnych okresach reglamentacji towarów, państwo tą różność podkreślało. Można postawić tezę, że reglamentacja mięsa była sposobem na prawne chronienie różności żołądków obywateli pracujących i niepracujących  w rozumieniu reżimu. Tak więc, zasada funkcjonowania państwa, w niektórych okresach socjalizmu, oparta została na Nowym Testamencie. Dokonana została tylko mała modyfikacja. Z pracujących jedzą tylko ci, którzy pracują na socjalistyczny reżim.  Praca „prywaciarzy” zrównana została z niepracą.
Obecnie zapanowało bezprawie. Każdy może jeść ile chce. Mogą  nawet jedni jeść tyle samo ile drudzy, co wcześniej było nie do pomyślenia.  Funkcjonuje zasada, że kto ma ten je.  Mieć można w wyniku pracy własnej lub innych.  Jeżeli się nie pracuje, jak ten konik polny z bajki, to państwo solidarne przekaże owoce pracy mrówek. Tak więc reguła św. Pawła „Kto nie pracuje ten nie je” przeistoczyła się w regułę „Kto ma ten je, kto nie ma ten nie je”. Droga do tego, żeby „Mieć” wiedzie przez pracę własną lub  ograbianie innych, przy pomocy np.  podatków, z  ich owoców pracy.
Koniec XX i początek XXI wieku to okres równania żołądków w ramach solidarnego państwa.
Jest oczywiste, że równanie żołądków, poprzez  przekazywanie owoców pracy mrówek –  konikom polnym, wymaga różności podatkowej.  W zacytowanym fragmencie, taka  różność nazwana została „solidarnością podatkową” .
Nierówność podatków też ma swoją długą historie. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych płaciłem podatek dochodowy dochodzący do 85% dochodu.  Podatek od osób pracujących na rzecz socjalistycznego reżimu był znacznie niższy.
Autorka zacytowanego na wstępie fragmentu stawia znak równości pomiędzy  solidarnością podatkowa a solidarnością społeczną. Nie zjedzone dwa kotlety jej nie osłabią a innym, biedniejszym, mogą się bardzo przydać.Jestem podobnego zdania. Wielu z nas się powiodło.  Wielu z nas sukcesu w życiu nie odniosło. Niektórzy z nich, nie ze swojej woli, znaleźli się w dramatycznej sytuacji materialnej. Im trzeba pomóc. Każdy z nas powinien odczuwać wewnętrzny obowiązek moralny, żeby tym, którym się nie powiodło, a którzy na pomoc zasługują – pomóc.  Pomoc dokonywana za pośrednictwem państwa jest to solidarność państwa. Taka solidarność  oparta na przymusie  zewnętrznym  jest zaprzeczeniem solidarności  społecznej opartej na przymusie wewnętrznym.   Autorka cytatu cieszy się, że państwo  jej zabierze pod groźbą zastosowania  przymusu i da innym.  Ja z tego bym się nie cieszył.  Nie lubię przymusu. Wolę sam wybrać potrzebujących i ich obdarować, niż patrzeć  jak robią to urzędnicy państwowi za moje pieniądze, skubiąc część  z nich dla siebie.
Droga do ochrony różności żołądków wiedzie przez równość podatkową. Różność podatkowa jest dla żołądków swoistym walcem.
Pani dr. Iren Ożóg jest doradcą podatkowym. W latach 1983 – 1998 pracowała w Ministerstwie Finansów, od  1990 r.,  jako  wicedyrektor,  od 1992 r.  jako   dyrektor   Departamentu   Podatków Bezpośrednich, a następnie jako wiceminister finansów odpowiedzialna za podatki.
Krzysztof Habich
Tekst ukazał się również na blogu http://www.krzysztofhabich.pl . Publikujemy go za zgodą Autora.

3 KOMENTARZE

  1. Pan Habich chyba zyje zdala od…zycia, jakis mizantrop sie tutaj jawi. Straszne urposzczenie przekazal w swiat. Podzielil ludzi na pracowite mrowki i smierdzacych leni. Mrowki tyraja na leniwe koniki. To sie nazywa politykierstwo i urabianie ciemnoty. Mam nadzieje, ze za to pisanie pan Habich nie wzial ani grosza. Bo nie dosyc, ze glupio to wymyslil to jeszcze moglby za brzydka propagande napchac sobie portfel…

  2. @ Marko, większego bełkotu i uproszczenia niż Pańskie to ja dawno nie czytałem…

  3. Panie tomaszu, Pan nie mial czytac tylko zrozumiec. Ale jak widze to zadanie przekroczylo Panskie mozliwosci.

Comments are closed.