Pani Julia Pitera, platformiana specjalistka od walki z korupcją, ma zgłosić pod rozwagę „wysokiemu parlamentowi” swój projekt walki z korupcją. Projekt ten zakłada dość poważne restrykcje wobec osób, które zajmują wysokie stanowiska w administracji państwowej, a także wobec parlamentarzystów i urzędników zwanych funkcjonariuszami publicznymi. Zgodnie z tym projektem kompletnie ma być prześwietlany majątek tych osób. Ale nie tylko zresztą ich. Prześwietlenie dotyczyć ma również najbliższej, ale i dalszej rodziny delikwenta, w tym również jego – na przykład – teściowej. A nawet ma ono sięgać, bodajże, pokolenia czy dwa wstecz… Prześwietlani mają być również pracownicy SS, czyli służb specjalnych. Np. funkcjonariuszy CBA prześwietlać będą funkcjonariusze ABW. I na odwrót – funkcjonariuszy ABW prześwietlać mają funkcjonariusze CBA… Jeśli projekt wejdzie w życie, jest szansa na to, że będziemy żyć w jednym z najbardziej prześwietlonych krajów świata. Transparentność – używając popularnego wśród naszych elit politycznych słowa – aż do bólu…
Niby wszystko fajnie. Lud tabloidowy będzie miał rzuconą karmę w postaci – być może – bardziej szczegółowych deklaracji majątkowych polityków i urzędników, może przy okazji wybuchnie jakaś aferka, że ktoś coś ukrył, albo że „zapomniał wpisać”, albo że w ostatniej chwili przepisał majątek na kochankę, przez co żona czuje się skrzywdzona i przed sądem będzie się domagać zadośćuczynienia… Może i tak będzie… Ale czy w wyniku wprowadzenia nowych przepisów „antykorupcyjnych” korupcja rzeczywiście zniknie?
Projekt pani Pitery to najlepszy przykład potwierdzający słuszność powiedzenia, iż socjalizm to taki ustrój, w którym dzielnie rozwiązuje się problemy nieznane w innych ustrojach. Cóż z tego, że zaostrzone mają być przepisy antykorupcyjne skoro niczego nie zmienia się w ustroju gospodarczym. Nadal wiele dziedzin działalności obwarowanych będzie koncesjami, wciąż urzędnicy będą mieli znaczący wpływ na gospodarkę, wciąż o wydawaniu grubych miliardów z budżetu decydować będą ludzie niewolni od pokus. A korupcja rodzi się przede wszystkim tam, gdzie o gospodarce decydują urzędnicy. A w tej dziedzinie nic sie nie zmieni. To tak, jakby czyste ubranie założyć na brudne ciało. Cóż z tego, że ładnie, skoro cuchnie?
Gdyby wprowadzono w Polsce ustrój wolnorynkowy z prawdziwego zdarzenia, żadna ustawa antykorupcyjna nie byłaby potrzebna, natomiast pani Pitera mogłaby się zająć stawianiem babek w piaskownicy, albo troską o swoją fryzurę. No właśnie, i tu jest pies pogrzebany. Co robiliby ci wszyscy urzędnicy? A tak to przynajmniej walczą sobie o „transparentność”, choć cuchnie i cuchnąć będzie…
Paweł Sztąberek
Źródło: Strona Prokapitalistyczna
foto:  polskaswiat.pl