Węgry rozmawiają z USA jak równy z równym. Minister Szijjártó nie przytakiwał Pompeo

Rozmowa z ministrem spraw zagranicznych Węgier nie była jednak dla Michaela Pompeo łatwa. Péter Szijjártó wysłuchał amerykańskiego gościa, jednak nie omieszkał wyrazić stanowiska, w którym zaprezentował interes Węgier a nie USA

0
Michael Pompeo i Péter Szijjártó
Michael Pompeo i Péter Szijjártó (foto.: bbj.hu)

Michael Pompeo, sekretarz stanu USA, odwiedza kraje Europy środkowej z wyraźną misją, której celów zupełnie nie ukrywa. Przestrzega przez Putinem i Chinami, oraz nakłania do bezwzględnego pomagania Ukrainie.

W zasadzie nie trzeba czekać na rezultaty spotkania Pompeo z ministrem spraw zagranicznych rządu RP, Jackiem Czaputowiczem, żeby być pewnym, że pan Czaputowicz wystąpi tu w roli bardziej rzecznika prasowego sekretarza stanu USA, aniżeli ministra odrębnego państwa.

O wiele ciekawiej wyglądała wizyta amerykańskiego polityka na Węgrzech. Spotkał się on tam z ministrem spraw zagranicznych, Péterem Szijjártó. Pompeo przedstawił swoje obawy odnośnie Rosji i Chin, twierdząc, że „Rosja nigdy nie zaakceptuje wolności i suwerenności mniejszych narodów”, „Putin zaś chce wbić klin pomiędzy sojuszników NATO”. Odnośnie Chin twierdził, że prowadzą nieuczciwą grę gospodarczą. Opowiedział się za konkurencją, jednak „uczciwą, otwartą i transparentną” (ciekawe, czy chodzi o „uczciwość” i „transparentność” w wydaniu pani Mosbacher, która zakulisowo stara się wpływać na decyzje polskich władz w kwestii nadawania przywilejów amerykańskim firmom). Nawiązał przy tym do sprawy firmy Huawei, strasząc, że USA ograniczą swoje zaangażowanie w sprawy bezpieczeństwa w tych krajach, które nadal korzystać będą ze sprzętu tego producenta. Amerykański polityk wzywał ponadto do „pilnej pomocy dla Ukrainy w jej dążeniu do suwerenności i integralności terytorialnej”.

Rozmowa z ministrem spraw zagranicznych Węgier nie była jednak dla Michaela Pompeo łatwa. Péter Szijjártó wysłuchał amerykańskiego gościa, jednak nie omieszkał wyrazić stanowiska, w którym zaprezentował interes Węgier a nie USA. W sprawie stosunku do Rosji, węgierski polityk podkreślił, że Węgry nie zamierzają wycofywać się z dobrych relacji z Rosją i nadal będą robić z nią interesy. Przy okazji zarzucił krajom zachodnim „wielką hipokryzję”. Jak stwierdził, są kraje, które krytykują Rosję, a jednocześnie współpracują z nią w sprawach energetycznych. Nawiązał w ten sposób do projektu Nord Stream 2, przy realizacji którego z rosyjskim Gazpromem współpracuje kilka zachodnich firm, natomiast rozmowy w tej sprawie toczą się na najwyższym szczeblu politycznym. W kwestii obecności Chin w Europie, szef węgierskiego MSZ wyjaśnił, że Węgry nie są bramą przez którą Chińczycy wchodzą na tutejszy rynek. Dodał, że Węgry są odpowiedzialne jedynie za 1,2% chińskiego eksportu do UE. Co zaś do pomocy Ukrainie, Szijjártó podkreślił, że Węgry nie patrzą na tę kwestię w kategoriach wielkich geopolitycznych rozgrywek, takich jakie prowadzą właśnie chociażby Stany Zjednoczone, lecz troszczą się przede wszystkim o los 150-tysięcznej mniejszości węgierskiej zamieszkującej należące do Ukrainy Zakarpacie. Dodał przy tym, że polityka rządu ukraińskiego w stosunku do tej mniejszości nosi znamiona jej dyskryminowania, choćby z powodu zakazu uczenia się w szkołach w języku ojczystym.

Michael Pompeo raczej nie wyjechał z Węgier zbyt zadowolony, choć parę interesów udało mu się wstępnie uzgodnić (kwestia gazu i uzbrojenia). Ale na pewno humor poprawi mu się w Warszawie. Tu raczej nikt z rządzących polityków nie ośmieli się wyrazić mu, choćby w minimalnym stopniu, jakiegokolwiek votum separatum.

K