Wizja Polski według Krzysztofa Bosaka

Krzysztof Bosak słusznie w swojej kampanii prezydenckiej krytykuje model demokracji liberalnej, w której pod płaszczykiem postulowanej „neutralności światopoglądowej państwa” liberałowie są jednocześnie zawodnikami i sędziami na politycznym boisku. Szkoda tylko, że sam nie chce zmieniać zasad gry, tylko liberałów podmienić w niej na prawicę narodowo-chrześcijańską. Co nie zmienia faktu, że jego propozycje zmian ustrojowych to kawał inspirującej roboty

0
Krzysztof Bosak (Foto. twitter.com/bosak2020)

Po co nam urząd Prezydenta RP? Mierzymy się z tym ustrojowym pytaniem już ponad 30 lat, a polskie elity nadal nie są w stanie udzielić na nie stanowczej i jednoznacznej odpowiedzi. W konsekwencji mamy prezydenta-hybrydę, z silną legitymizacją polityczną, ale słabymi kompetencjami, zagubionego gdzieś między systemem kanclerskim a półprezydenckim.

Przez te dekady wykrystalizowało się jednak jedno zasadnicze oczekiwanie wobec wyłanianej w wyborach powszechnych głowy państwa – to ma być taki dobroduszny wujek-rozjemca, polityczny arbiter ponad partyjnymi interesami sejmowej większości, prezydent wszystkich Polek i Polaków, po prostu równy gość w dobrze skrojonym garniturze.

Z tej perspektywy Krzysztof Bosak to kandydat z innej bajki. Nie chodzi tutaj wcale o jego sceptyczny stosunek do aktualnej wojny polsko-polskiej i dystansowanie się od moralno-politycznej licytacji pozostałych kandydatów w stosunku do rządów Zjednoczonej Prawicy. Różnica pojawia się już na poziomie fundamentalnym – rozumienia pojęcia demokracji.

Demokracja to tylko mechanizm wyłaniania władzy, a nie aksjologiczny projekt liberałów

„Kandydat Konfederacji na prezydenta przekonuje, że kompromis jest ideą liberalnych, inteligenckich elit, która w polityce się nie sprawdza” – tak możemy przeczytać w wywiadzie udzielonym przez kandydata Konfederacji serwisowi Onet.pl.

Taka perspektywa zbliża Bosaka do diagnozy… lewicowej filozof polityki Chantal Mouffe. Badaczka w swoich pracach podkreśla, że żyjemy dziś w postpolitycznym mirażu, ukrywającym tylko realną hegemonię liberałów, którzy w demokracji liberalnej rozdają wszystkie polityczne karty. Ten miraż oparty jest o współczesny model polityczności, który za nadrzędny cel stawia dojście do racjonalnego konsensusu.

Sam ten konsensus powinien zostać wypracowany przez polityków-ekspertów, polityków-technokratów. W końcu polityka to tylko sposób na agregację interesów racjonalnych podmiotów, które ostatecznie muszą się ze sobą dogadać, bo w końcu to rozsądni ludzie. Bez względów na to, co mówisz, musisz to mówić językiem liberalnego mainstreamu. Inaczej szybko dostaniesz łatkę politycznego szkodnika.

Dlatego Bosak odrzuca tak rozumianą koncepcję polityczności i zakłada, że „życie społeczne to rywalizacja”. W tym miejscu kończy się jego podobieństwo z lewicową filozof, która w swojej wizji demokracji agonicznej proponuje odmienne rozwiązanie tego politycznego konfliktu konkurencyjnych wizji dobrego życia. Dla Mouffe spór jest czymś niezbędnym, ale jednocześnie polityczny pluralizm powinien zostać zrównoważony instytucjonalnymi „wspólnymi mianownikami”, aby jedna wizja wspólnoty nie zdominowała pozostałych. Bosak tymczasem nie ma problemu z zastąpieniem hegemonii liberałów hegemonią kulturową prawicy narodowo-katolickiej.

Odrzucając „konsensualną” koncepcję polityczności, kandydat Konfederacji odrzuca jednocześnie dominujące dzisiaj rozumienie demokracji. Dla Krzysztofa Bosaka demokracja to tylko mechanizm większościowego wyłaniania władzy politycznej w państwie, a nie aksjologiczny projekt kultury politycznej z całym pakietem poglądów i wartości, jakie „dobry demokrata” powinien wyznawać.

Kandydat Konfederacji w dużej mierze słusznie odrzuca takie nieuczciwie rozumienie demokracji, które ukrywa tylko kulturową hegemonię liberalizmu pod płaszczykiem rzekomej „światopoglądowej neutralności państwa”. W tym modelu liberalizm jest bowiem jednocześnie sędzią i zawodnikiem na politycznym boisku.

Odpowiedzią Bosaka nie jest jednak próba wypracowania faktycznej neutralności lub aksjologicznego balansu w państwie. Jedną hegemonię chcę zastąpić po prostu drugą, jeden partykularyzm udający uniwersalizm, drugim partykularyzmem również pretendującym do objęcia swoim zasięgiem całości politycznej wspólnoty.

Nowe wcielenie starej wizji „Polaka-katolika”

Tego, jak ma wyglądać wizja polskiej wspólnoty dowiemy się z lektury programu wyborczego Bosaka „Nowy Porządek”. Już w pierwszym jego punkcie pada fundamentalna deklaracja, że to „naród jest podmiotem władzy, a państwo powinno tworzyć warunki dla zachowania tożsamości narodowej, rozwoju jego elit oraz umocnienia niepodległości politycznej i gospodarczej”. Podobnie kandydat Konfederacji definiuje rolę samego Prezydenta RP, w wywiadzie dla Onetu mówiąc, że zadaniem głowy państwa jest m.in. „zmiana konstytucji, żeby państwo było silniejsze i lepiej broniło swojej tożsamości, która jest pod silną presją z zewnątrz.”

Dla Bosaka naród ma charakter etniczno-kulturowy. W przypadku Polski jego tożsamość wyznacza kultura chrześcijańska. W punkcie trzynastym programu możemy przeczytać mocną deklarację: „Kultura chrześcijańska stanowi rdzeń funkcjonowania Polski jako wspólnoty politycznej od momentu powstania naszego państwa. Jest to fakt niezależny od charakteru religijności poszczególnych Polaków. Dlatego naturalną koniecznością jest ufundowanie sprawiedliwego, a zarazem przystającego do polskiej wspólnoty ładu państwowego w oparciu o normy wynikające z chrześcijaństwa.”

Konsekwencje przyjęcia takiej optyki są cokolwiek intrygujące. Bosaka nie interesują realni Polacy (nieprzypadkowo w programie pada tylko określenie „naród polski”, a nie „społeczeństwo polskie”), lecz stworzona przez niego wizja wieczno-trwałej, niezmiennej polskości, która funkcjonuje niczym platońska idea, niezależnie od „religijności samych Polaków”. Dziejowym zaś zadaniem polskiego państwa jest utrwalanie tej ponadhistorycznej tożsamości w porządku prawnym, bez względu na faktyczne poglądy i wartości aktualnie żyjących Polaków. Tym samym na miejsce słusznie krytykowanej wizji polityki jako fałszywego konsensusu, Bosak proponuje analogiczny w działaniu model realizacji „naturalnej” tożsamości narodowej, której również nie sposób podważyć, bo nie będziemy wtedy „prawdziwymi Polakami”.

Jeszcze „ciekawiej” robi się, kiedy dotrzemy do punktu 21. programu: „Uzyskanie obywatelstwa polskiego powinno być traktowane jako szczególny przywilej i być ściśle powiązane z przynależnością do narodu polskiego. Nadanie obywatelstwa komuś, kto nie uzyskał do niego prawa w wyniku urodzenia, powinno mieć miejsce wyłącznie w rzadkich, wręcz wyjątkowych przypadkach. Kandydat na obywatela musi przekonująco wykazać, że jest osobą w pełni zasymilowaną z narodem polskim. Wobec każdej takiej osoby powinien istnieć wymóg m.in. wykazania bardzo dobrej znajomości języka i kultury polskiej, a także długotrwałego zamieszkania i zatrudnienia w Polsce”.

Ten wymóg ma oczywiście w zamyśle dodatkowo wzmacniać kulturowo-etniczną spoistość naszej ojczyzny w myśl starej przedwojennej endeckiej zasady „Polaka-gospodarza w narodowym domu”. Boje się tylko, że potraktowanie tego postulatu na poważnie i przeprowadzenie takiego testu wśród etnicznych Polaków mogłoby sprawić, że obywatelstwa należałoby pozbawić kilka milionów osób.

Taka defensywna, lękliwa wizja polskiej wspólnoty narodowej może zaskakiwać, jeśli sięgniemy do historycznych korzeni endecji, za której współczesnego, ideowego spadkobiercę można traktować samego Bosaka, członka Ruchu Narodowego. U swoich XIX-wiecznych korzeni endecy forsowali przecież prawdziwą rewolucję w społecznym imaginarium. Odrzucając wizję polskości ograniczonej do 10% szlachty, proponowali poszerzyć rozumienie narodowej wspólnoty o mieszczan, chłopstwo, robotników. Dzisiejsi endecy ze swoją zachowawczą koncepcją Polaka-katolika stoją tam, gdzie kiedyś arystokraci i konserwatyści.

Unia Europejska według Krzysztofa Bosaka

Zasadniczy sposób myślenia Krzysztofa Bosaka na temat Unii Europejskiej, ale też spraw międzynarodowych jako takich, oddaje celnie jego esej „Wymyśleć Polskę w Europie” na nowo opublikowany w periodyku „Rzeczy Wspólne” jeszcze w roku 2012. Nie chodzi tutaj teraz o szczegółową analizę zdezaktualizowanej już sytuacji politycznej, ale podstawowy rys myślenia kandydata Konfederacji.

Jego podejście do UE jest czysto transakcyjne. Bosak, podobnie jak odrzucał aksjologiczne pojmowanie demokracji w sposób liberalny, tak odrzuca traktowanie Unii inaczej niż w kluczu „politycznego realizmu”. Unia ma się nam opłacać, przede wszystkim ekonomicznie. Już siedem lat temu poseł Konfederacji podważał pozytywny bilans naszego członkostwa we wspólnocie, tak samo czyni w przytaczanym już wywiadzie dla Onetu.

W „Nowym Porządku” kwestie polityki zagranicznej pojawiają się dopiero w punktach jedenastym i dwunastym. Stanowisko w nich zaprezentowane można określić mianem „suwerenistycznego”. Polska powinna zatrzymać proces poszerzania kompetencji UE, do ustawy zasadniczej należy wpisać „złotego” jako narodową walutę, konstytucja musi jasno wskazywać, że Polski „nie obowiązuje wykładnia prawa tworzona przez międzynarodowe instytucje sądownicze”.

Z lektury punktu dwunastego wyłania się natomiast wizja mandatu imperatywnego do Parlamentu Europejskiego. Zdaniem sztabu Bosaka należy „wprowadzić jednoznaczne wytyczne i jasno określić granice polskiej racji stanu, których nie wolno przekroczyć eurodeputowanym pod rygorem odpowiedzialności konstytucyjnej”.

Reforma Sejmu i Senatu, dłuższa kadencja Prezydenta RP, wzmocnienie premiera

To, co w programie Krzysztofa Bosaka najbardziej inspirujące to jego pomysły reform ustrojowych. W pierwszej kolejności kandydat Konfederacji proponuje wprowadzenie 7-letniej, jednorazowej kadencji głowy państwa, co ma w założeniu pozwolić na minimalizację politycznej zależności i partykularnych kalkulacji poszczególnych prezydentów. Po skończonej kadencji była głowa państwa trafiałyby do Senatu – najpierw jako jego 7-letni marszałek, a później dożywotni senator.

Jednocześnie Bosak proponuje przesunąć polski ustrój w stronę rozwiązań kanclerskich, rekomendując stworzenie jednego stabilnego ośrodka władzy wykonawczej w osobie premiera, z Sejmem mogącym udzielić wotum nieufności tylko całemu gabinetowi, a nie pojedynczym ministrom, a także możliwości zgłaszania przez premiera weta ustawodawczego wobec ustaw parlamentu.

W celu zwiększenia efektywności pracy i wprowadzenia oszczędności kandydat Konfederacji proponuje redukcję liczby posłów do 230. Dodatkowo jego zdaniem należy przeprowadzić reformę ordynacji wyborczej i wprowadzić w Polsce ordynację mieszaną (jednomandatowe okręgi + listy w systemie proporcjonalnym) wraz z wydłużeniem kadencji Sejmu do 5 lat (znów argument z efektywności pracy, umożliwienia realizacji obietnic wyborczych). Przemodelowaniu miałby ulec także Senat, przekształcony w izbę samorządowo-społeczną z przedstawicielami samorządów, pracodawców, związków zawodowych i innych organizacji społecznych.

W programie znajdziemy także propozycję już wielokrotnie podnoszoną przez Klub Jagielloński – mianowicie wprowadzenia do polskiego porządku prawnego ustaw organicznych uchwalanych w parlamencie większością kwalifikowaną w celu stabilizacji ustrojowej kraju i skutecznego wypracowywania ponadpartyjnego konsensusu dla spraw najistotniejszych dla polskiego państwa.

W punktach szóstym i siódmym programu Bosak przedstawia słuszne pomysły na wzmocnienie pozycji ustrojowej opozycji parlamentarnej. Wśród propozycji znalazł się m.in. oryginalny pomysł, aby szefów Najwyższej Izby Kontroli i Centralnego Biura Antykorupcyjnego mogli wybierać tylko ci parlamentarzyści, którzy… nie poparli wotum zaufania dla rządu. Mowa jest także o obligatoryjnym przewodnictwie komisjom śledczym przez posłów opozycji oraz o regularnych i obowiązkowych sesjach pytań i odpowiedzi dla premiera i ministrów przed obliczem Sejmu i w komisjach parlamentarnych.

Znajomo brzmi także postulat wprowadzenia instytucji sędziów pokoju mających za zadanie odciążenie w pracy obecnych sędziów i zwiększenie efektywności wymiaru sprawiedliwości, co jako Klub Jagielloński postulujemy regularnie od lat. Podobnie zresztą jak hasło deglomeracji związanej ze wzmocnieniem „polskich średnich miast” i „przeprowadzką” państwowych instytucji poza stolicę.

***

Medialny wizerunek Krzysztofa Bosaka jest jednoznaczny. To po prostu cywilizowana twarz naszego polskiego narodowo-chrześcijańskiego alt-rightu. Przyglądając się części jego programu poświęconej kwestiom rozumienia demokracji, wspólnoty politycznej i tożsamości narodowej trzeba przyznać tym opiniom istotną część racji. Jednocześnie jednak Bosak pod względem propozycji zmian ustrojowych rysuje się jako jeden z najbardziej merytorycznych kandydatów w obecnym wyścigu do Pałacu Prezydenckiego.

Piotr Kaszczyszyn

Artykuł ukazał się na stronie Klub Jagielloński