Mirosław Matyja o semidemokracji

Z prof. Mirosławem Matyją, politologiem, rozmawia Marek Bober

– Mówi się, że od 1989 r. Polska jest krajem niepodległym, wolnym, suwerennym i demokratycznym. Z tą wolnością, na skutek politycznej poprawności i prawa bywa różnie. Z suwerennością, poprzez oddanie Unii Europejskiej 80 proc. ustawodawstwa, należy się w opiniach powstrzymywać. A jak jest z demokracją w Polsce? Jaki jest jej stan?

– Pojęcie “demokracja” jest w realiach III Rzeczpospolitej na ustach praktycznie każdego polityka. Obywateli przekonuje się, że możliwość wrzucenia do urny kartki do głosowania raz na kilka lat, to podstawa polskiej demokracji. Ale czy polscy obywatele, dzięki udziałowi w wyborach i głosowaniu na określone partie i ugrupowania polityczne mają rzeczywisty wpływ na stanowione w polskim państwie prawo? W Polsce obowiązuje prawo, którego podstawą jest przestarzała i niedostosowana do dzisiejszych potrzeb konstytucja. W Sejmie sprawy procedowane są w komisjach, podkomisjach, terminy są zmieniane, przesuwa się głosowania i produkuje kolejne ustawy. Można stwierdzić, że w naszym państwie istnieje obstrukcja poważnego traktowania obywateli przez wybranych przez nich przedstawicieli do parlamentu.

Stąd powinniśmy raczej mówić o polskiej semidemokracji, a nie o demokracji.

Nazwijmy rzeczy po imieniu: w Polsce nie istnieje możliwość podejmowania wiążących decyzji z udziałem suwerena, czyli obywateli. A demokracja ma miejsce raz na 4 lata – w czasie wyborów.

– Czy możemy mówić o demokracji w Polsce, jeśli kandydatów do Sejmu i Senatu, często na stanowiska samorządowe, wskazują liderzy partyjni lub ich kierownictwa?

– Polski Sejm jest, paradoksalnie rzecz biorąc, jedną z podstawowych przyczyn paraliżu polskiego ustroju politycznego. Organ ten kpi sobie ze społeczeństwa, zmuszając obywateli do wyboru niechcianych kandydatów z list partyjnych, ustalonych przez wodzów. W ten sposób likwidowane są resztki demokracji w Polsce, a uzależnione politycznie media przyklaskują procesowi łamania praw obywatelskich i działaniom Sejmu, który de facto wybierany jest w ramach bezprawnego systemu wyborczego.

Tumanione przez media i polityków polskie społeczeństwo, głosując w wyborach, nie zdaje sobie, niestety, sprawy z tego, że niezależnie na kogo postawi, nic to nie zmieni w prowadzonej od lat tej samej polityce ekonomicznej i społecznej. Żadna partia polityczna nie posiadała i nie posiada kompleksowego planu społeczno-gospodarczego, nie wspominając już o programie naprawy państwa. Czy w tych warunkach możemy mówić o demokracji w Polsce? Każdy może sobie sam odpowiedzieć na to retoryczne pytanie. Odpowiem na Pana pytanie trochę ironicznie: tak, możemy mówić o demokracji w Polsce i politycy ciągle uprawiają tę narrację. Tylko, że z tego nic nie wynika.

– Mieszka Pan i pracuje od wielu lat w Szwajcarii, która słynie z demokracji bezpośredniej. Propaguje Pan demokrację bezpośrednią, ale czy wzory szwajcarskie da się przenieść na warunki Polski?

– Bezpośrednie przeniesienie szwajcarskich wzorców demokracji bezpośredniej na warunki Polski jest trudne, ale nie jest niemożliwe. Elementy szwajcarskiego systemu mogłyby jednak wzbogacić polski system polityczny, pod warunkiem uwzględnienia wielu różnic kulturowych, historycznych i prawnych.

Nie wolno nam zapominać o tym, że szwajcarski system opiera się na dojrzałej, wielopokoleniowej tradycji aktywnego uczestnictwa obywateli w życiu publicznym oraz ich wysokiej świadomości współdecydowania o losach państwa. W Polsce, gdzie dominuje demokracja parlamentarna, albo raczej semidemokracja, konieczna jest szeroko zakrojona edukacja obywatelska.

Poza tym, Szwajcaria jest państwem federalnym, gdzie kantony i gminy posiadają bardzo dużą autonomię, a wiele decyzji podejmowanych jest na szczeblu lokalnym. Polska jest państwem unitarnym ze scentralizowaną władzą, co wymagałoby fundamentalnych zmian w podziale kompetencji.

Szwajcarski system opiera się na konsensusie (rząd kolegialny), a referenda i inicjatywy ludowe są integralną częścią procesu legislacyjnego. Natomiast w Polsce instrumenty bezpośrednio-demokratyczne mają jedynie charakter pomocniczy i symboliczny. Krótko mówiąc, w Polsce w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia – na różnych szczeblach życia społecznego i politycznego. Obok edukacji, należałoby zainicjować nowelizację Konstytucji RP, która uwzględniłaby zapisy dotyczące skutecznych instrumentów bezpośrednio-demokratycznych.

– Stworzył Pan w Polsce Akademię Demokracji Bezpośredniej. Co to jest? I po co Pan ją stworzył?

Akademia Demokracji Bezpośredniej jest inicjatywą edukacyjną i jednocześnie portalem informacyjnym promującym idee demokracji bezpośredniej, w szczególności w kontekście polskim, powołując się na wzorzec szwajcarski.

Głównym celem Akademii jest edukowanie społeczeństwa na temat mechanizmów demokracji bezpośredniej (takich jak referenda i inicjatywy ustawodawcze) oraz promowanie ich jako sposobu na „odzyskanie głosu przez obywateli” w procesie decyzyjnym, tak na szczeblu lokalnym, jak i ogólnokrajowym.

Akademia prowadzi działalność informacyjną i edukacyjną za pośrednictwem swojej strony internetowej i mediów społecznościowych. Oferuje m.in. kursy online dotyczące demokracji bezpośredniej, jej podstaw, przykładów ze Szwajcarii oraz możliwości zastosowania w Polsce. Kursy obejmują wykłady (w tym konsultacje z cyfrowym mentorem AI), materiały do nauki we własnym tempie oraz egzaminy online kończące się certyfikatem. Cel Akademii jest jasny: otwarcie oczu zainteresowanym na istotę demokracji.

– Na początku zmian systemowych w Polsce Bronisław Geremek powiedział, a po nim wielu innych polityków, że Polacy nie dorośli do demokracji. Jak jest więc z Polakami, jeśli chodzi o demokrację, po 35 latach zmian?

– Społeczeństwo polskie nie musi dorastać do żadnego typu demokracji. Akurat Polacy przeżyli w historii najprzeróżniejsze systemy ustrojowe. Społeczeństwo, które nie ma możliwości partycypacji we władzy, nie może się rozwinąć jako społeczeństwo obywatelskie. Ale i vice versa – rzeczywista demokracja nie ma szans powodzenia bez aktywnego udziału obywateli w podejmowaniu ważnych decyzji państwowych. Poza tym, Polakom na pewno nie trzeba udzielać lekcji patriotyzmu ani lekcji etyki chrześcijańskiej. Myślę tu o prawie do samostanowienia, które wywodzi się z Ewangelii Kościoła, a które jest podstawą demokracji bezpośredniej.

– Dziękuję.

Prof. Mirosław Matyja – politolog, ekonomista i historyk, jest badaczem systemów demokratycznych na świecie i zagorzałym zwolennikiem bezpośrednio-demokratycznego modelu funkcjonowania ponowoczesnych państw. Jest współzałożycielem Akademii Demokracji Bezpośredniej w Polsce oraz Akademii Demokracji w Indonezji. Autor ponad 20 publikacji książkowych i ponad 400 artykułów naukowych i popularno-naukowych. Jest żonaty, ma dwóch dorosłych synów bliźniaków, mieszka i pracuje w Szwajcarii.