Biorąc do ręki potężną (blisko 800 stron) biografię Alana Greenspana pióra Sebastiana Mallaby’ego, można spodziewać się fascynującej lektury. „The Man Who Knew: The Life and Times of Alan Greenspan” spełnia te nadzieje, ale nie do końca.

Najpierw był jednym z głównych ideologów libertarian, czyli zwolenników niemal nieograniczonej wolności ekonomicznej i osobistej. Potem stał się wybitnym analitykiem, który odniósł niemały sukces biznesowy. W końcu został doradcą prezydenta USA Geralda Forda, a później szefem Fed. Po drodze grywał w zespole jazzowym – z małymi sukcesami. I w baseball – tu trudno mówić o jakichkolwiek osiągnięciach. Alan Greenspan. Za oceanem ukazała się w październiku jego biografia, której spolszczony tytuł brzmi „Człowiek, który wiedział: życie i czasy Alana Greenspana” (Penguin Press, 2016).

Autor „The Man Who Knew” Sebastian Mallaby – obecnie doradca w amerykańskiej Council on Foreign Relations i publicysta “Washington Post” oraz były felietonista “Financial Timesa” – pisząc tę biografię, prochu nie wymyślił, jeśli chodzi o formę. Czytelnik otrzymuje historię życia najsłynniejszego bankiera centralnego (rocznik 1926) ułożoną w porządku chronologicznym.

Mallaby zaczyna snuć opowieść w latach 30. XX wieku, gdy mały Alan próbował – nieudolnie naśladując Babe’a Ruth’a – trafiać kijem baseballowym w małą piłeczkę. Potem robi się całkiem nastrojowo, gdy młodzieniec fascynuje się jazzem i zaczyna uczyć się gry na saksofonie u Billa Sheinera (równocześnie ze Stanem Getzem). Okazuje się, że ma do muzyki trochę smykałki, bo przez kilkanaście miesięcy gra w zespole Henry’ego Jerome’a za 62 dolary tygodniowo (czyli za miesięczną pensję matki).

Potem jednak zaczynają Greenspana fascynować matematyka, statystyka i ekonomia. Jego Biblią staje się książka „Measuring Business Cycles” Arthura Burnsa i Wesleya Mitchella, w której jest więcej wykresów i tabel niż słów. Podejmuje (całkiem udane) próby spekulowania na rynkach (wyspecjalizował się w kontraktach na pszenicę). Jego kariera biznesowa i naukowa przyspiesza, gdy zakłada ze znajomym firmę analityczną (Townsend-Greenspan) oraz poznaje Ayn Rand – naczelną ideolog ruchu libertariańskiego, twórczynię filozofii obiektywizmu. Co ciekawe, niewiele znajdziemy w książce Mallaby’ego na temat biznesowego etapu kariery Greenspana (a był on przez jakiś czas prezesem takich branżowych gigantów, jak Alcoa czy JPMorgan).

Najobszerniejsze rozdziały „The Man Who Knew” dotyczą lat 1974 – 2006, gdy Greenspan był szefem zespołu doradców ekonomicznych (Council of Economic Advisers) prezydenta Geralda Forda oraz przewodniczącym Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych (1987-2006). Mallaby bardzo dokładnie, na starannie dobranych przykładach prezentuje w nich rozwój Greenspana od analityka do prawdziwego zwierzęcia politycznego (Mallaby nazywa go „mistrzem pasywnej agresji”).

Książkę ubarwiają liczne ciekawoski i anegdotki. Jak ta o Margaret Thatcher, która przyszła na wywiad do Barbary Walters z książką Friedricha Augusta von Hayeka w torbie. Niezapomniany jest też komiczny wręcz dialog Greenspana z Janet Yellen (obecną szefową Rezerwy Federalnej), w którym „paliwem” do ciętej wymiany zdań jest różnica między nimi w podejściu do kwestii celu inflacyjnego Fed (według Greenspana powinien on wynosić 0, według Yellen 2 proc.). Znalazło się także miejsce dla kilkunastu zdjęć ilustrujących kluczowe chwile życia Greenspana (ale także zdjęcie z kortu tenisowego) oraz wykresów (które w widoczny sposób mają podbudować tezę o wielkości Greenspana jako szefa Fed).

„The Man Who Knew” to biografia, która z pietyzmem podchodzi do faktów, ale tylko wybranych – o czym dalej. Autor mnoży i rozwija wątki – szczególnie te związane z życiem zawodowym Greenspana. Niektóre drugoplanowe postaci przybliża dość szczegółowo, co powoduje, że książka staje się również portretem zbiorowym amerykańskich elit politycznych i ekonomicznych drugiej połowy XX wieku. Dla jednych będzie to duża zaleta, dla innych wada tej pozycji. Nie da się bowiem ukryć, że książka przez swoją sporą objętość jest dość czasochłonna. A przez zawiłość – wymagająca.

Pierwszą, najbardziej rzucającą się w oczy, bezsprzeczną wadą książki Mallaby’ego jest potraktowanie nieco lekceważąco jednej z największych zagadek dotyczących Greenspana. Jak to się stało, że człowiek, który jeszcze w połowie lat 70. XX wieku na poważnie rozważał koncepcję powrotu do standardu złota, już w 1988 roku był szefem Fed? Jak to się stało, że wyznawca teorii „do-nothingism” (mówiącej o tym, że rząd, który nie robi absolutnie nic w gospodarce, jest o wiele lepszy od tego, który próbuje coś zrobić, bo zazwyczaj szkodzi) został już w 1982 roku publicznie sponiewierany przez Ayn Rand za zdradę libertariańskich ideałów? Jak to się stało, że odszedł Greenspan od leseferyzmu tak daleko, iż jego rozprawa doktorska z 1959 roku nie była udostępniania przez New York University dziennikarzom, by nie widać było jak bardzo daleko?

Odpowiedź Mallaby’ego streszcza się w kilku słowach: Greenspana wciągnęła polityka, chciał być ważny, chciał coś znaczyć. Zapewne nie jest ona błędna, ale brakuje nieco podbudowy dla tej odpowiedzi (bo czy jest nią jeden cytat z Greenspana, który zapytany przez Mallaby’ego o to, co uczyniło go szczęśliwym, rzekł: „Postęp, trajektoria życia zawodowego skierowana niemal pionowo w górę”?).

Drugą wadą tej publikacji jest to, że nie wnosi ona wiele do dyskusji na temat tego, czy Alan Greenspan był winny – i w jak dużym stopniu – wybuchu ostatniego kryzysu finansowego z lat 2007-09. W rozdziałach traktujących o tamtym czasie, a także o latach przed i pokryzysowych Mallaby daje się poznać jako adwokat wieloletniego szefa Fed. Prowadzi narrację w taki sposób, by dojść do konkluzji, iż mądry i uczciwy Greenspan co prawda częściowo ponosi za kryzys odpowiedzialność, ale miał po prostu zbyt łagodny charakter, a stopień skomplikowania ówczesnej gry ekonomiczno-politycznej przerósł go (na zasadzie: siła złego na jednego). Przyznanie się Greenspana do winy w październiku 2008 roku podczas przesłuchania przed Kongresem Mallaby bagatelizuje, traktując to jako skutek nacisku ze strony jednego z kongresmanów. Takim podejściem do tematu jest bardzo rozczarowany m.in. były szef Fed Ben Bernanke (którego recenzję „The Man Who Knew” z pewnością warto przeczytać).

Inną wadą publikacji, mniej znaczącą, jest brak wyjaśnienia, dlaczego Greenspan nie miał dzieci (nie mógł, czy nie chciał mieć, bo postawił na karierę?). I dlaczego zmieniał kobiety jak rękawiczki (oczywiście jest to często spotykany syndrom u mężczyzn, ale u tych ze szczytów władzy już niekoniecznie…)? Te dwie kwestie mają co prawda drugorzędne znaczenie, ale jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że… sam Greenspan maczał palce w tej biografii.

Mallaby już we wstępie do książki zaznacza, że pokazywał rękopis Greenspanowi, a ten zgłosił kilka uwag. Mallaby twierdzi, że tylko kilka z nich uwzględnił, a większości nie. Ale tutaj jak na dłoni widać, że jednak pisanie biografii osób żyjących jest obarczone sporym błędem – bohater może wpływać na jej treść przed drukiem, a źródła mogą kłamać (lub nie mówić całej prawdy – z różnych względów – bo bohater jeszcze żyje…).

Z polskiej perspektywy szkoda też nieco, iż autor nie wgłębił się bardziej w korzenie Greenspana. Matka wieloletniego szefa Fed pochodziła bowiem z rodziny polskich Żydów z Buczacza (dziś miasto znajduje się w granicach Ukrainy).

Czego uczy biografia Greenspana? Czy przede wszystkim tego – jak chce Mallaby – że obecne państwa demokratyczne nie powinny zbyt wiele wymagać od liderów politycznych i ekonomicznych? Czy może tego, że (niemal) każdy zmienia poglądy, a władza (niemal) każdemu uderza do głowy? A może tego, że nikt nie jest nieomylny, i takim nie pozostał Greenspan, który przecież (niemal) suchą stopą przeszedł przez kilka kryzysów (październikowy krach z 1987 roku, kryzys rosyjski i azjatycki z końca lat 90., internetowy z lat 2000-01)? Na to pytanie warto odpowiedzieć samemu po przeczytaniu „The Man Who Knew”.

Piotr Rosik

Otwarta-licencja

2 KOMENTARZE

  1. Grynszpan w ekonomii mial takie same sukcesy jak w bejsbolu. Czyli zadne. Zwykly klamczuch i bez odwagi. Czyli typowy Chazar. Narobil balaganu i zwinal sie z wysoka odprawa. Teraz ukyrwa sie przed odpowiedzialnoscia ale jaki sad go ukara jesli kazdy sad jest tez chazarami wytatuowany. Szkoda czasu i kasy na te 800 stron bujdy na resorach. Juz same nazwisko zapowiada ze nie dowiemy sie nawet milimetra faktow.

  2. Bardzo ciekawe ujęcie tematu. Niestety nie mogę zgodzić się ze wszystkimi
    stwierdzeniami.

Comments are closed.