Prezydent USA Donald Trump przeforsował to, co obiecywał w kampanii wyborczej – reformę systemu podatkowego. Jednocześnie jednak, w ślad za tą reformą, nie idzie inne działanie, które podpowiadałby zdrowy rozsądek – tj. redukcja wydatków.

Trump zapowiedział, że w najbliższych latach Stany Zjednoczone będą dodatkowo potrzebowały po niemalże bilionie dolarów rocznie. Oznacza to, że dług USA, który i tak jest bardzo wysoki, wzrośnie jeszcze bardziej. Prezydent twierdzi, że pieniądze te będą potrzebne między innymi na zbrojenia. Czy amerykański rząd będzie w stanie znaleźć chętnych do nabycia dodatkowego długu?

Sytuacja może się nieco skomplikować. Dotychczas, jednym z największych dostarczycieli „ciepłych” dolarów dla rządu był Bank Rezerwy Federalnej (FED). Operacja tzw. luzowania ilościowego, trwającego bez mała od czasu ostatniego kryzysu finansowego, tj. od 2008 roku do 2014 roku, wykreowała około 3,6 biliona dolarów. Pieniądze te finansowały rozbuchane programy prezydenta Obamy i umożliwiały płynne przechodzenie przez różne gospodarcze zawirowania. Jak podaje portal bankier.pl, pięć największych banków centralnych świata stworzyło z niczego prawie 12 bilionów dolarów w ciągu ostatnich 10 lat. Widać więc, jak olbrzymia kwota przypada wyłącznie na same Stany Zjednoczone.

Teraz jednak sytuacja może się nieco skomplikować. Rezerwa Federalna USA zapowiada bowiem, że rozpoczyna stopniową redukcję „luzowania”, a to może oznaczać, ni mniej ni więcej, że z jej strony popyt na dług rządu USA, może zacząć spadać. FED, w ostatnich dwóch latach, choć nieznacznie to jednak kilkakrotnie podniósł stopy procentowe. Oznacza to, że obsługa kredytów, dla tych, którzy je pozyskują i spłacają, wzrosła. Tak samo więc wzrasta oprocentowanie obligacji rządowych. Amerykański rząd może zatem być, w najbliższej przyszłości, zmuszony do płacenia większych kwot za wykup papierów dłużnych. Rezerwa Federalna zapowiada dalsze podwyżki stóp i dalszą redukcję „luzowania ilościowego”, a co za tym idzie, daje wyraźnie do zrozumienia Trumpowi, że ograniczy swój popyt na rządowy dług, a jednocześnie zwiększy koszty dotychczas wykreowanego. Czy republikański prezydent USA poradzi sobie jakoś z tym problemem?

Tendencja Trumpa do zwiększania długu nie ma wiele wspólnego z racjonalnym podejściem do pieniędzy podatników, bo to – w gruncie rzeczy – na spłatę długu zrzucić się będą musieli, wcześniej czy później, zwykli Amerykanie. To oni, poprzez wzrost inflacji, odczują tę politykę w swoich portfelach. Można oczywiście zadać pytanie, dlaczego FED-owi nie przeszkadzały jakoś eksperymenty finansowe lewicowego prezydenta Baracka Obamy, a teraz, gdy w Białym Domu zasiada Republikanin Trump, nagle zebrało mu się na oszczędności? Jest w tym zapewne mnóstwo polityki, ale jest też – przy okazji – wątpliwość, która każe zadać pytanie: czy Donald Trump, który pcha Amerykanów w spiralę coraz to większego zadłużenia, zamiast starać się je ograniczać, to rzeczywiście prawica i konserwa, za jaką jest powszechnie uważany?

P

2 KOMENTARZE

Comments are closed.