Demokracja to niby coś takiego, że rządzi lud. Ponieważ ten lud nie może rządzić, bo go za dużo, no to rządzi pośrednio przy pomocy wybranych przedstawicieli. Skąd ma lud wiedzieć, który przedstawiciel jest sensowny, a który niekoniecznie to już inna sprawa. Znakomita większość z nas nie ma o tym pojęcia, a więc wybiera na chybił trafił. Ulega po prostu propagandzie.

Ale zdarza się, że ludzie gromadzą się wokół jakiegoś problemu i chcą to rozstrzygnąć w głosowaniu bezpośrednim. To jest referendum. Ludzie zbierają podpisy, aby wyrazić swoje zdanie. Zbierają np. milion podpisów. I co? Dwustu np. posłów wśród których może się zdarzyć i taki wybrany 700 głosami tę wolę ludu ignorują. Doprawdy dziwna ta nasza demokracja.

Przed wyborami różne autorytety namawiają lud do demokracji. Mówi się wtedy – idźcie głosować. Nieważne na kogo, byle głosować. Kiedy lud chce się wypowiedzieć w konkretnej sprawie to się lud lekceważy. I tak właśnie zdarzyło się w sprawie edukacji sześciolatków. Powstała inicjatywa utrzymania 7 lat jako czasu „poboru” maluchów do szkoły. Rząd forsuje obowiązkowy próg 6 lat. Rząd inicjatywę obywatelską zlekceważył i milion głosów trafiło do kosza. Medal za arogancję dla rządu. Ale faktycznie żadna ze stron nie ma racji w tym sporze. To rodzice powinni decydować kiedy dziecko wysłać do szkoły. To rodzice wiedzą lepiej niż państwo, czy ich dziecko jest gotowe. Bywa, że pięcioletnie umie czytać i bywa, że ośmiolatek w drugiej klasie ma z tym problemy. Powszechna jest wiedza, że dziewczynki rozwijają się szybciej, wcześniej zaczynają mówić i tworzenie klas równolatków dziewczynek i chłopców też budzi wątpliwości. Teraz, kiedy boom na dzieci został odległym wspomnieniem moglibyśmy przynajmniej zadbać, aby tych dzieci nie krzywdzić, aby zadbać o ich rozwój tym bardziej.

Oczywiście siłowe przyspieszanie wieku szkolnego budzi wątpliwości. Być może towarzyszy temu zamysł, aby wcześniej rzucić „masy” na rynek pracy. Trochę to dziwne, bo na rynku pracy nie ma pracy. Dwa i pół miliona ludzi jest bezrobotne, a drugie dwa i pół miliona wyjechało za pracą za granicę. A więc w co gra rząd? Chyba jak w słowach z kabaretu: „ co by tu jeszcze spieprzyć panowie …”. A jeśli już o człowieku i jego rozwoju mowa to warto się pochylić i czegoś dowiedzieć. Natura jest elastyczna w sposób nadzwyczajny i dostosowuje nas do przetrwania w całkiem nieprzewidywalny sposób. I tak w ekstremalnych warunkach, w czasie głodu, w czasie zagrożenia przetrwania , znacznie więcej rodzi się dziewczynek. Dziewczynki są twardsze, łatwiej je zachować przy życiu, są po prostu mocniejsze. W normalnych warunkach więcej się rodzi chłopców, więcej umiera i w którymś momencie ilość dziewczynek i chłopców wyrównuje się, aby w późniejszym czasie ilość kobiet znowu zaczęła przeważać. Kobiety dłużej żyją. Uważa się, że tak jest, bo są użyteczne, choćby przy opiece nad dziećmi kolejnego pokolenia, a panowie ze swoim zastosowaniem w myślistwie, czy w rolnictwie na starość nie mają się czym wykazać. Być może i tak jest, ale jak się wydaje czynnikiem decydującym jest biologia, przetrwanie gatunku.

Jak to jest to ostatecznie trudno wyrokować, ale tajemnice naszego życia zaskakują dalej. Ciekawe są wyniki narodzin dzieci pilotów walczących w obronie Wielkiej Brytanii z Niemcami w czasie II Wojny Światowej. Okazało się, że tym pilotom rodzili się w przeważającej części chłopcy. A więc natura potrafi sprawić, że w określonych warunkach więcej się rodzi dziewczynek, a w innych okolicznościach więcej chłopców. Wydawałoby się, że to środowisko przyjmujące plemniki decyduje o dopuszczeniu plemnika z X, a więc owocujące dziewczynką lub plemnika Y sprawiające, że to będzie jednak chłopiec. Czyżby stres pracy pilota w czasie wojny miał taki wpływ na partnerkę? Krok po kroku będziemy znajdowali odpowiedzi na trapiące nas pytania. Kiedy zaglądamy pod kołderkę wiedzy dowiadujemy się rzeczy nadzwyczajnych. A jedno jest pewne ponad wszelką wątpliwość. Człowiek jest tak elastyczny w swoich możliwościach, że stawianie problemu sześć, czy siedem lat jest zgoła niepoważne. Natomiast pewne jest ponad wszelką miarę, że nauczanie należy jak najbardziej indywidualizować. A więc tworzyć klasy niekoniecznie równolatków, ale dzieci rozwijających się szybciej, dzieci rozwijających się wolniej i to niekoniecznie znaczy gorszych, bo może przyjść czas, że to wolniej rozwijające się dziecko w którymś momencie dogoni i przegoni dziecko z pierwszej grupy. Ale takiej reformy nauczania w państwowej szkole nie doczekamy. A państwo, zarządca dusz, na prywatyzację szkolnictwa nie wyrazi zgody.

Lech Jan Banasik

2 KOMENTARZE

  1. Jakość demokracji przekłada się w prosty sposób od jakości społeczeństwa, które sobie taką formę sprawowania władzy serwuje.
    Społeczeństwa z reguły są w swojej masie głupie. Ten poziom głupoty jest nieco zróżnicowany – od nieco mniej głupich do kompletnie zidiociałych (jak np. US-amerykańskie).
    Rozstrzygającym zdaje się być więc moralny kręgosłup wyborców, którzy dzięki elementarnemu poczuciu przyzwoitości dokonują elekcji spośród jednostek przyzwoitych. Urodzaj na takowe zależy znowu od przyzwolenia społecznego na świnienie.
    To takie sprzężenie zwrotne.
    W Polsce właściwie zawsze przyzwolenie społeczne na świnienie było nieograniczone. Od kradzieży długopisa w pracy, poprzez ordynarne zachowanie czy jazdę po pijaku, aż do kolaboracji z wrogiem.
    Czegóż można oczekiwać od skrajnie zdemoralizowanego społeczeństwa, jeśli nie skrajnie zdemoralizowanych elit ?

  2. W demokracji kazdy moze wystawic swoja persone na wybor i obiecywac gruszki na wierzbie. Jest wolny jak ptak i nikt mu nic nie moze zabronic. A to ze wybory sa jakie sa to inna sprawa. Wolny lud wybiera wg wlasnego uznania. Gdyby wybory byly celowe i kontrolowane pod wzgledem sensu i prostej logiki, bylyby niedemokratyczne! To bylby dopiero wrzask. Ze reglamentacja jest. Kandydatow i wolnosci pomyslow, obietnic.

Comments are closed.