Od kilku tygodni jesteśmy bombardowani alarmistycznymi newsami o smogu. Sprawą zajął się rząd, więc możemy się spodziewać kolejnych regulacji. Niewykluczone też, że przy tej okazji ktoś próbuje przytulić kilka złociszy z „państwowej” kasy, czyli kieszeni podatnika.

Nie można też odmówić słuszności twierdzeniom, że sprawa zanieczyszczeń powietrza (bo to nie jest żadem smog tak naprawdę) wybuchła, bo zjawisko pojawiło się w Warszawie. Fakt, w Warszawie powietrze nigdy nie było zbyt czyste, ale w ostatnich latach uległo znacznemu pogorszeniu. Warto zatem poszukać odpowiedzi na podstawowe pytanie – dlaczego?

W pierwszym rzędzie odpowiedzialność spoczywa na władzach Warszawy (ale i innych miast) z tytułu polityki urbanizacyjnej, a raczej jej ewidentnego braku. Istnieje bowiem coś takiego, co się nazywa klinami napowietrzającymi. W skrócie – chodzi o takie skorelowanie zabudowy miejskiej z różą wiatrów i terenami zieleni, aby miasto było „przewietrzalne”. Mówiąc prościej – aby zanieczyszczenia z centrum wywiewało a napływało czyste powietrze. Niestety, te kliny w Warszawie są sukcesywnie zabudowywane i tu tkwi przyczyna braku cyrkulacji powietrza w mieście, a w konsekwencji – zanieczyszczenie powietrza. Gdy x lat temu przeprowadziłem się na Wolę, mającą opinię dzielnicy przemysłowej, byłem zaskoczony ilością zieleni. Tereny przemysłowe w moim bezpośrednim sąsiedztwie wręcz chowały się wśród drzew. Obecnie zabudowa przemysłowa została wyburzona, drzewa wycięte a w ich miejsca budowane są osiedla, znacznie wyższe niż dawna przemysłówka. Mało tego – ciasne, zwarte, jedno na drugim – koszmar.

Druga sprawa, której pośrednio dotknąłem, to sukcesywne wycinanie drzew. Nie tylko pod zabudowę, również tam, gdzie zabudowy żadnej nie będzie. Powód prosty – duże drzewo, to duże koszty pielęgnacji, a jak się konar złamie i spadnie na samochód – to odszkodowań. W miejsce wyciętych drzew sadzone są niekiedy krzewy. Niekiedy.

Następna sprawa – organizacja ruchu, a właściwie dezorganizacja. Zwężane ulice na których „zielona fala” to mit (warszawscy kierowcy to świetnie znają), chyba, że się przekracza dopuszczalną prędkość. No i ładowanie wszędzie tzw. „bus pasów”. Sama koncepcja „bus pasów” nie jest zła, o ile ulice są wystarczająco szerokie i nie zostaje sztucznie zatamowany ruch samochodów. W tym mieści się też komunikacja miejska – mój znajomy dojeżdża do pracy samochodem, korzystając z tras przelotowych i obwodnicy, chociaż nadkłada parę kilometrów. Robi tak dlatego, że dojazd samochodem na 6:00 do pracy zajmuje mu 20 minut, zaś komunikacją miejską co najmniej 40 minut. Jak dobrze pójdzie. Inna rzecz z tej samej kategorii, o której usłyszałem od innego znajomego. Planowane jest wyłączenie z ruchu estakady nad jednym z newralgicznych skrzyżowań warszawskiego centrum i dodatkowo – mimo że są przejścia podziemne – zrobienie przejść naziemnych. „Bo się ludzie gubią”. A co to, busz jakiś, bagna czy pustynia? Dodam, że znajomy, od którego się o tym dowiedziałem ma dobre informacje, a pomysł jest tak głupi i szkodliwy, że ma spore szanse na realizację.

Mniejsza z tym, bo problem zanieczyszczenia powietrza dotyczy nie tylko Warszawy. Często zdarza mi się przebywać jesienią na prowincji. W małym miasteczku, do którego na szczęście mam parę kilometrów, popołudniami można się udusić. Przejeżdżając przez nie samochodem wyłączam nawiew. I to nie tyle kwestia jakości pieców grzewczych (do czego m. in. sprowadzają się pomysły rządu) ale opału. Ludzie palą czym popadnie i to bynajmniej nie z powodu wrodzonego skąpstwa. Otóż, jak trafnie zauważył Marian Kowalski, ciepło w Polsce jest luksusem. Skoro węgiel, zwłaszcza dobrej jakości, obłożony jest podatkiem akcyzowym, czyli podatkiem od luksusu, to czym jest ciepło? Do czego innego mieszkańcy mogą używać węgla? Alternatywne ogrzewanie gazowe, jakkolwiek znacznie bardziej przyjazne dla środowiska, jest znacznie bardziej wrogie dla portfela, i to też duża zasługa kolejnych ekip rządzących.

I tu proszę Państwa jest pogrzebany smog. Na problem trzeba patrzeć kompleksowo, a z takiej perspektywy pomysły wymiany pieców grzewczych na wydajniejsze i „czystsze” czy docieplanie budynków to tylko półśrodki. Istota problemu leży zupełnie gdzie indziej. To bezmyślne budowanie gdzie się da i brak tanich paliw są tu prawdziwym problemem. No i rzecz jasna – brak konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, ale o tym to raczej nie mamy co marzyć.

Michał Nawrocki

1 KOMENTARZ

  1. W Polsce chca budowac elektrownie atomowe ale ludzie sie boja. Aby uzyskac poparcie spoleczenstwa trzeba najpierw tradycyjnie ludzi nastraszyc. No i mamy SMOG czy smoka ziejacego paskudna siarka. Teraz tylko zlikwidowac kopalnie brudnego wegla, odciac Polakow od ruskiego gazu czyli uziemic wroga a potem zbudowac atomowke na wiedzy np. Francuzow czy Czechow. Poczekajmy a wyjdzie Szydlo z woreczka Jaroslawa.

Comments are closed.