Foto.: pixabay.com

To nie nasza ocena tego bliskowschodniego kraju. Przytacza ją mainstreamowy portal onet.pl, opisując perypetie firmy farmaceutycznej Pfizer z wyegzekwowaniem od Izraela należności za dotychczas sprzedane preparaty zwane szczepionkami na koronawirusa.

Jak podaje onet, Pfizer wstrzymał przekazanie 700 tysiąca kolejnych dawek „szczepionki” dopóki nie odzyska pieniędzy za te już przekazane. Chodzi o kwotę prawie 800 mln dolarów. Izrael uchodził, jak dotąd, za wzorcowy kraj, przodujący w ilości wyszczepionych obywateli. Nieoficjalnie wiadomo, że rozeszło się tam już około 10 mln dawek preparatu Pfizera. Rząd planował zakup kolejnych 36 mln dawek, jednak napotkał na opór firmy Pfizer.

Cytowany przez onet dziennik „The Jerusalem Post” pisze, że wśród pracowników Pfizera popularne jest określanie Izraela mianem „bananowej republiki”. Ma to mieć związek z polityczną niestabilnością państwa. Okazuje się, że w firmie liczono się z tym, iż rządowi Benjamina Netanjahu trudno będzie zrealizować płatności wynikających z umów. Netanjahu, zajęty bieżącą walką polityczną i wyborami, wywiązanie się z umowy z firmą Pfizer odłożył najwidoczniej na czas późniejszy, o ile w ogóle zapłaci.

W Izraelu jest już po wyborach, więc i parcie na szczepionkową „kiełbasę wyborczą” straciło rację bytu. Tymczasem do dzieła przystępują prawnicy, którzy skarżą rząd za dyskryminowanie osób niezaszczepionych, zaś sami zaszczepieni nadal się boją, chodzą w maskach i unikają aktywnego życia.

K

Źródło w JP: jpost.com/breaking-news/banana-republic-pfizer-outraged-israel-failed-to-pay-for-covid-vaccines-664140