W wieku 64 lat zmarł w Warszawie publicysta, Maciej Rybiński. Pamiętam, na początku lat 90-tych, gdy czytałem jego felietony czy inne teksty publicystyczne, przeważnie korespondencje z RFN, myślałem niekiedy, że czytam „Najwyższy Czas!”. Tymczasem był to dziennik „Rzeczpospolita”, który chyba jako jedyny wówczas z gazet wysokonakładowych (pomijam epizod związany z gazetą Nowy Świat) publikował materiały o charakterze prawicowo-liberalnym. Wówczas to na zielonych stronach „Rzepy” można było znaleźć m.in. komunikaty Centrum im. Adama Smitha czy błyskotliwe teksty Frederica Bastiata z cyklu „Co widać i czego nie widać”.
No i był również wówczas kpiarz Maciej Rybiński… Pamiętam, że podczas gdy u nas lansowano coraz większy socjal, on bezlitośnie ośmieszał pomysły apologetów państwa opiekuńczego w Niemczech.
Z tekstów Rybińskiego jednoznacznie można było wyczuć, że jest zwolennikiem wolnej przedsiębiorczości, niskich podatków. Ośmieszał rządy biurokracji, naigrywał się z przeświadczenia, że urzędnicy wiedzą lepiej, co jest dobre dla zwykłych ludzi. Jego pióro nie oszczędzało także etatystycznych ciągotek w Unii Europejskiej oraz panoszącej się zewsząd tyranii „polit-poprawności”. Choć – o ile się nie mylę – był zwolennikiem wstąpienia Polski do UE. Kto wie, może była to cena jaką musiał zapłacić (nie tylko on?) za to, by móc pisywać do gazet wysokonakładowych…
Nie wiem, czy był człowiekiem wierzącym. Nawet jeśli nie, to i tak stoi już przed obliczem Boga i teraz już wie, że On istnieje.
PSz

4 KOMENTARZE

  1. było w Polsce czterech, zostało trzech. Ciekawe czy ktoś pokusi się i wymieni trzech żyjących.

  2. nie panie razwiedczyk: Michalkiewicz i Korwin – Mikke jak najbardziej zgadza się, lecz Ziemkiewicz, a nie Łysiak. Łysiak jest bardziej artystą niż politykiem i pisarzem niż felietonistą. Nie będzie nagrody.

Comments are closed.