Teoretycznie nikt przytomny nie zgodziłby się, aby osoba trzecia w jego imieniu zaciągała długi. W dodatku osoba, o której oprócz tego, co na swój temat powiedziała (i ukryła) wiadomo, że z zasady danego słowa nie dotrzymuje. No i jeszcze tak naprawdę nikt nie wie, gdzie i na jakich warunkach spłaty ów dług zostanie zaciągnięty ani też tego, na co pieniądze tak naprawdę zostaną przeznaczone.
Ale to tylko teoria, albowiem w praktyce w odstępach mniej więcej cyklicznych całe społeczeństwo  targane umiejętnie podsycanymi sprzecznościami wybiera tych, którym da carte blanche na zaciąganie długów we własnym imieniu. Takim hazardem jawi się dług publiczny w aspekcie tzw. demokratycznych wyborów. Podczas kampanii wyborczych politycy składają wszelkie możliwe obietnice nie wskazując źródeł ich finansowania. Zasadniczo też trzeba zauważyć, że różnice pomiędzy „partiami” polegają na ideologicznym uzasadnieniu potrzeby socjalizmu bez negowania jego sensu. No, ale jak się nie ma pomysłu, to trzeba się chociaż twórczo różnić, dzięki czemu możliwe jest zmienianie barw klubowych bez konieczności zmiany poglądów.
Z tych też powodów w świadomości Polaków zakorzeniło się pojęcie „obietnic wyborczych”, a nie np. zobowiązań. No, ale zobowiązania trzeba wypełniać, o czym co rusz przypominają podatnikom „bojówki skarbówki”. Wszelako „strzeżonego Pan Bóg strzeże”, więc permanentny immunitet stanowi fundament polskiej polityki. Jeszcze trzeba by tłumaczyć skąd się właściwie wzięła kolejna „dziura budżetowa”.
Pojawiające się w internecie liczniki polskiego długu publicznego (zegardlugu.pl) jawią się tu jako forma odradzania ducha obywatelskiego. Pokazują jasno, że coraz więcej ludzi ma dość lichwiarskiego zadłużenia, które przecież wcześniej czy później będzie musiało spłacić. W takich momentach przypomina mi się postać króla pruskiego, Fryderyka Wielkiego, z jednej strony dziwaka, z drugiej władcy, który wolał wyprzedawać królewską zastawę stołową niż zaciągać lichwiarskie pożyczki. Mało tego, w sprawozdaniach finansowych dopisywał żeby „kanalie nie kradły” (historyczne), a i ministrów przed całym dworem lagą sprać potrafił.
Mniejsza wszelako z tym. Po 10.10 (przekazać pióro wieczne na Jasną Górę!) zaczęła mnie zastanawiać inna kwestia. Oddajmy najpierw głos prezydentowi Czech, Vaclavowi Klausowi: Traktat Lizboński jest w swej istocie odrzuconym traktatem konstytucyjnym. Wszystko, co najważniejsze, w nim pozostało […] Traktat Lizboński na szeroką skalę przenosi kompetencje z poszczególnych krajów członkowskich do “Brukseli”, czyli na organy UE. Chodzi też o bardzo wrażliwe obszary polityki społecznej, energetyki, podatków pośrednich, sprawiedliwości, bezpieczeństwa, spraw wojskowych, polityki zagranicznej itd.
Nie znam bardziej „wrażliwego obszaru polityki społecznej” niż generowane przez ową politykę długi. Ciekawi mnie zatem, co się stanie z długami publicznymi poszczególnych państw członkowskich po narodzinach poczętego in vitro w parlamentach Eurosojuza? W końcu – kto tę imprezę żyruje i będzie spłacał?
Michał Nawrocki
Link do wypowiedzi Vaclava Klausa:
https://www.prokapitalizm.pl/vaclav-klaus-mlada-franta-dnes-traktat-lizbonski-instrukcja-dla-poczatkujacych.html

1 KOMENTARZ

  1. Mówimy o tym od lat. I jak to w Polsce, opamiętanie (chwilowe) przyjdzie, gdy już będzie za późno.
    http://www.opcja.pop.pl/index.php?id_artykul=2905
    Od początku roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o ponad 39,1 mld zł, czyli o 6,9 proc. Oznacza to, że poprzez kredyty sektora publicznego przeciętny Polak zadłużony jest już na około 16 tys. zł, podczas gdy jeszcze na koniec 2008 roku – zadłużony był na ponad tysiąc złotych mniej!

Comments are closed.