To się zapisze w annałach. W dniu 11 marca 2011 roku w samo południe w Kancelarii Prezydenta czterdziestomilionowego kraju w sercu Europy na początku drugiej dekady XXI wieku odbyła się Wielka Debata na temat półtora punktu procentowego składki emerytalnej.


Na debatę zostali zaproszeni eksperci. Nikogo z CAS nie zaproszono bo u nas nie ma ekspertów od Wielkiej Kapitałowej Reformy Emerytalnej. My mamy ekspertów od jej  zburzenia. Dyskutowali więc ze sobą twórcy Reformy, którzy pokłócili się ostatnio o parametry: od owego półtora punktu do pięciu punktów procentowych. Kłócili się o to, czy składka do OFE powinna nadal wynosić 7,3% wynagrodzenia pracownika, czy może przejściowo powinna zostać ograniczona do 2,3%, a następnie ponownie zostać podwyższona „tylko” do 3,5%, czy co najmniej do 5%.
Nikt nie postawił pytania, czy czasem nie powinna wynieść 0%!
Zostałem za to zaproszony do studia TVN i to razem z Ryszardem Petru, aby skomentować na żywo debatę. Ryszard, oprócz Michała Rutkowskiego, który przebywa za granicą bo pracuje w Banku Światowym i Pani Ewy Lewickiej, która jest obecnie Prezesem Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, więc nie może być niezależnym ekspertem, gdyż jest stroną w sprawie, był chyba jedynym z twórców Reformy, który nie został zaproszony do Kancelarii Pana Prezydenta. Ryszard zaczął pierwszy, gdy ja czytałem gazetkę w pokoju dla gości – pewnie żeby miał więcej czasu na prezentację swojego stanowiska. Jak dołączyłem to niewiele mi się udało powiedzieć bo zaraz nas „zdjęli” z powodu tsunami w Japonii.
Najciekawiej było „poza anteną”. Ryszard stwierdził, że pieniądze w ZUS są wirtualne a pieniądze w OFE realne. I to jest taka sama różnica, jak między seksem realnym, a seksem wirtualnym i że on woli realny. Bardzo zgrabny ten bon mot przypomniał mi stary antykomunistyczny dowcip o radzieckim kołchoźniku, który po prelekcji Sekretarza KPZR o różnych rodzajach miłości, w tym miłości narodu do partii, zapytał: „a kto kawo jebiot”?
Stroną aktywną w naszym przypadku są oczywiście OFE. Druga strona jest do odbycia stosunku z OFE przymuszona przez aparat państwowy. Seks pod przymusem to jest zdaje się gwałt. A z wykorzystaniem aparatu (przymusu państwowego) to już wręcz sodomia. Pikanterii tej miłości dodaje fakt, że gwałcony musi jeszcze gwałcicielowi zapłacić: OFE pobierają bowiem wynagrodzenie. I to bynajmniej nie za wynik (czyli danie gwałconemu rozkoszy w postaci wyższej wartości świadectw udziałowych) tylko za samo „wejście w stosunek”. Do niedawna było to 7,6% (7% opłaty „dystrybucyjnej i, średnio, 0,6% wynagrodzenia za zarządzanie aktywami). Obecnie jest to 4,1% (3,5% i 0,6%).
Podobno jakbyśmy wprowadzili dobrowolność OFE, to w OFE zostaliby „młodzi i bogatsi” a ZUS wybraliby „starzy i biedni”. Stary jestem bez wątpienia, według standardów zarządzających OFE może nawet i biedny (nikt pod przymusem mi nic nie płaci) więc wybrałbym ZUS. Ale statystycznie teza jest nieprawdziwa. OFE są wręcz najlepszym dowodem na potwierdzenie tezy, że jest dokładnie na odwrót. To biedni płacą bogatym!!! No bo akcjonariusze PTE, które zarządzają OFE i pobierają za to 4,1% bez względu na wyniki są z pewnością bogaci. A kto im płaci? No właśnie głównie biedni im płacą!
Bogatsi są lepiej wykształceni. A więc później zaczynają pracę (studia). Lepiej się odżywiają, prowadzą modny (higieniczny) tryb życia, stać ich na prywatne usługi medyczne. Żyją więc dłużej. Biedniejsi zatem dłużej pracują (i płacą składki), a krócej pobierają emerytury (bo szybciej umierają).
Średnie wynagrodzenie wynosi 3.500 zł. Składka do OFE 255,5 zł. Z tego 10,5 zł. (4,1%) to wynagrodzenie OFE. W ciągu roku – 126 zł. Nie dużo! W ciągu 40 lat aktywności zawodowej ubezpieczonego – 5.040. Też nie dużo!. Ale ubezpieczonych jest ponad 13 milionów. OFE pobiorą od jednego pokolenia ponad 65 miliardów złotych w cenach dzisiejszych. Za to tylko, że są! I o tym tak naprawdę była debata w Kancelarii Pana Prezydenta.
Robert Gwiazdowski
Tekst pochodzi z www.blog.gwiazdowski.pl. Przedruk za zgodą Autora.