1 lipca 2012 roku odbyło się w Księstwie Liechtenstein referendum, w którym mieszkańcy zdecydowanie opowiedzieli się za utrzymaniem silnej władzy swojego monarchy. Przeciwko pomysłom lewicy, aby pozbawić wielkiego księcia Hansa Adama II von und zu Liechtenstein prawa absolutnego weta do ustaw i wyników ogólnokrajowych referendów, opowiedziało się 76 proc. głosujących.

lichtenstein_godloSam książę sprzeciwiał się odebraniu mu realnego wpływu na politykę, gdyż – jak podkreślał – nie ma żadnej gwarancji, że 25-osobowy parlament księstwa nie wyda głupiej lub szkodliwej ustawy, którą będzie musiał zawetować. Już wcześniej zapowiedział, że nawet jeśli obywatele w referendum odbiorą mu prawo weta absolutnego i tak zawetuje jego wyniki.

Gdy w ubiegłym roku odbywało się referendum, które miało na celu legalizację zabijania dzieci poczętych (w Liechtensteinie nie ma warunkowej dopuszczalności przerywania ciąży, a aborcje wykonane w kraju i zagranicą są karane równie surowo), książę z góry zapowiedział, że w przypadku przegłosowania tej propozycji nie nada jej sankcji. Na szczęście nie musiał sięgać po swoją prerogatywę, gdyż większość obywateli Liechtensteinu (85 proc. ludności to katolicy) opowiedziała się przeciwko liberalizacji prawa antyaborcyjnego. Zdaniem lewicy obywatele Liechtensteinu zagłosowali przeciwko aborcji po zapowiedzi księcia, że i tak nie dopuści do jej legalizacji.

Mówi się, że Liechtenstein jest jedyną w Europie, nie licząc Watykanu, monarchią absolutną. W 2003 r. na wniosek panującego odbyło się referendum, w którym większością 63 proc. głosujących przyjęto poprawki do konstytucji państwa, wzmacniające i tak realną władzę księcia. Od tego czasu książę Liechtensteinu może w nagłych przypadkach, bez konsultacji z parlamentem, przedsięwziąć wszelkie kroki mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa państwa i dobrobytu jego obywateli. Jeśli rząd (składający się z premiera i 4 ministrów) straci zaufanie księcia, ten może go zdymisjonować według własnego uznania. Zauważmy, że rząd nie jest bezpośrednio politycznie odpowiedzialny przed parlamentem, który nie może wyrazić mu wotum nieufności. Jeśli posłowie stracą zaufanie do rządu, mogą jedynie zwrócić się do monarchy z prośbą o zmianę składu gabinetu. Władca może uwzględnić prośbę deputowanych, ale nie ma takiego obowiązku. Sam parlament także może zostać rozwiązany przez księcia w dowolnym momencie bez konieczności podania przyczyny. Książę ma prawo wetować ustawy, ze zmianami konstytucji włącznie, a także decyzje wyłonione w drodze referendów ogólnokrajowych. Nie ma prawa zmienić decyzji obywateli tylko w jednym przypadku – gdyby w drodze referendum zniesiono w państwie monarchię i ustanowiono republikę.

Po wynikach referendum w 2003 r. dało się słyszeć pomruk z Rady Europy, że to „poważny krok wstecz dla demokracji”, ale w księstwie nikt się tym specjalnie nie przejął, bo Liechtenstein nie czerpie wzorców z Unii Europejskiej.

Książę przed referendum dziewięć lat temu miał zapowiedzieć, że jeśli nie zostaną mu przekazane prerogatywy gwarantujące skuteczne rządzenie państwem, to abdykuje, „ale wówczas będziecie nazywali się nie Liechtenstein, tylko Republika Górnego Renu”. Ta zapowiedź, będąca swoistą groźbą, wciąż pozostaje aktualna. Obywatele Liechtensteinu mieli świadomość znaczenia dla przyszłości kraju kwestii uszczuplenia prerogatyw księcia i w konsekwencji jego abdykacji. Alexander Batliner, szef centroprawicowej Postępowej Partii Obywatelskiej, która tworzy rząd koalicyjny z konserwatywną Unią Ojczyźnianą, powiedział przed głosowaniem: „Dzięki dobrej współpracy księcia i narodu nasza suwerenność jest lepiej chroniona, niż gdybyśmy byli republiką”. Dotyczy to przede wszystkim kwestii gospodarczych.

Księstwo Liechtenstein jest jednym z najbogatszych państw świata. Choć liczy 36 tys. mieszkańców, na jego terytorium jest zarejestrowanych ponad 80 tys. firm. Uważany jest za jeden z nielicznych rajów podatkowych w Europie, który – zdaniem OECD – stosuje szkodliwą konkurencję podatkową. Z taką opinią nie może zgodzić się wielki książę. Hans Adam II w jednym z wywiadów powiedział: „Nie wolno nam zamykać oczu na niebezpieczeństwo, które stwarza Unia Europejska nadal próbując zniszczyć w Europie raje podatkowe. (…) Dlatego mam nadzieję, że w Europie zyska uznanie bardziej rozsądna polityka, i że kraje należące do Unii walczyć będą w jej obronie o to, by podatki sukcesywnie malały.” Jednak zdaniem Michaela von Liechtenstein, kuzyna wielkiego księcia, Liechtenstein wcale „nie jest rajem podatkowym, bo to by oznaczało, że mamy podatki na poziomie zero procent, a to nieprawda. Nasz system podatkowy był zawsze bardzo nieskomplikowany i przejrzysty”. Według przedstawiciela rodziny panującej (w Liechtensteinie można dziedziczyć władzę książęcą tylko w linii męskiej): „Liechtenstein jest strefą wysokiego bezpieczeństwa inwestycyjnego, co się z angielskiego nazywa safe heaven, w opozycji do raju podatkowego, tax heaven. Przedsiębiorcy zakładają tu firmy, bo wiedzą, że ich aktywa będą w księstwie bezpieczne. Mamy bardzo stabilną sytuację polityczną, silny system bankowy, bardzo liberalne prawo dla firm, co sprawia, że funkcjonują one w bardzo dobrych warunkach.” Tylko tyle i aż tyle. Ależ dużo Warszawa może nauczyć się od Vaduz!

Artur Górski

* 1 kwietnia 2016r. poinformowano o śmierci Artura Górskiego. Założyciel Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, a w ostatnich latach poseł PiS przez kilka lat zmagał się z ciężką chorobą. Chętnie współpracował z naszym portalem, kilkakrotnie udzielał nam wywiadów, wspierał naszą akcję zaskarżenia do TK Traktatu Lizbońskiego. Przypomnienie powyższego artykułu Jego autorstwa z 2012 roku niech będzie naszą skromną formą oddania mu hołdu. „Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie…”

4 KOMENTARZE

  1. Tralala. Lichtenstein to druga Szwajcaria. Oaza dla lumpow i oszustow czyli banksterow i ich przydupasow z polityki. Zakladaja tam firmy, bo gdzies musza miec swoje sejfy i safe przystan dla ukradzionych swiatu majatkow. Dlatego chronia to miejsce podobnie jak Szwajcarie. Pisanie o cudach jak to czyni autor jest co najmniej zabawne a na pewno nie ma nic wspolnego z prawda. Warszawa ma tam na pewno swoje miejsce, bo przeciez bogaty kraj Polska nie dzieli sie specjalnie tym co wytworzy ze swoimi obywatelami… A wszystkiego pilnuje ten „monarcha”, sowicie oplacany przez mocodawcow z calego swiata.

  2. Marko: Widać, że nawet te lumpy i oszusty decydują się lokować swoje pieniądze w poważnym i trwałym państwie. Polsce nikt nie broni (poza Radą Europy i innym masoństwem) wprowadzenia niskich podatków i bycia na rynku podatkowym konkurencyjnym w Europie.

  3. Panstwo Lichtenstein ani nie jest powazne ani trwale. To raczej konstrukcja formalno-prawna, gwarantujaca oszustom bezkarnosc dzialania i kradziezy. Dokad zwoza swoje „majatki” rozni „ojcowie narodow” z Iraku, Iranu, Afganistanu, Chin, Niemiec etc? Odpowiedz zna co bystrzejszy 5-klasista. Polska to baran do strzyzenia, tu sie nic nie lokuje tylko doi do oporu. Latwo zauwazyc prosta zaleznosc – im wiekszy kraj tym bardziej dojony, a im mniejszy, tym bardziej cholubiony i „bezpieczny” przez mafie z LO.

Comments are closed.