John Maynard Keynes (1883 – 1946) był angielskim ekonomistą, stworzył nurt w ekonomii zwany powszechnie dzisiaj keynesizmem. Koncepcja ta stała się paradygmatem ekonomii XX wieku a samego Keynesa uważa się obecnie za twórcę makroekonomii. Teoria Keynesa szybko wkradła się w łaski polityków i zyskała  popularność na całym świecie, stała się podręcznikową wykładnią akademicką, którą później do swoich celów wykorzystali zwolennicy interwencjonizmu państwowego. Zaczęto ją powszechnie stosować i analizować. W dobie Wielkiego Kryzysu w USA w 1929-1933 teoria Keynesa jawiła się jako swego rodzaju panaceum na trudną sytuację gospodarczą. Świat nie mając alternatywnej drogi bardzo szybko zaraził się keynesizmem.


Argumentacja keynesistów opierała się na kilku podstawowych założeniach:

– poziom produkcji, zatrudnienia i dochodów jest zależny od inwestycji
– państwo musi ingerować w rynek aby zapewnić efektywne jego działanie
– narzędziami interwencjonizmu państwowego są – polityka pieniężna i fiskalna oraz inwestycje publiczne.

Keynesizm stworzył doskonałe uzasadnienie dla państwowych poczynań, teoria ta zbierała niesamowite pochwały, ekonomiści głównego nurtu byli zachwyceni modelem gospodarki jaki prezentował. Jak każda teoria tak i ta wymagała pewnego uściślenia i dopracowania. Uczniowie Keynesa co jakiś czas starali się więc aktualizować swoje koncepcje, pozostając jednak przy podstawowym warunku, że ingerencja państwa w gospodarkę jest niezbędna. W pewnym momencie zdano sobie sprawę, że keynesizm nie do końca sprawdza się jako całościowa teoria ekonomiczna. Tym przełomowym momentem było pojawienie się kilku istotnych zjawisk w gospodarce, których koncepcja Keynesa nie przewidziała.

Postulaty keynesizmu w praktyce doprowadziły do opłakanych skutków takich jak hiperinflacja, duże wydatki budżetu i wysokie podatki.  Jak słusznie zauważył Leszek Balcerowicz – nie można wyprodukować dobrobytu, dokonując wydatków bez pokrycia.[1] Najlepszym przykładem tego typu błędów jest stosunek długu publicznego do relacji z PKB, jak wiemy ten pierwszy drastycznie rośnie. Dotychczasowy model gospodarki, oparty rzecz jasna na keynesizmie, który doprowadził do tych błędów, nie odpowiada zasadniczo na pytanie co z tym fantem zrobić. W jaki sposób równoważyć budżet i jak ograniczyć deficyt. Kluczem do tego będą rozwiązania podatkowe, wysokość owych podatków musi być dokładnie przeanalizowana w oparciu o wszystkie możliwe badania naukowe, które empirycznie weryfikują efekty wprowadzenia niskich czy też wysokich podatków. Jeśli chodzi o ograniczanie deficytu to keynesiści mówią otwarcie, że skoro zwiększa się deficyt to pobudza się jednocześnie popyt ponieważ ludzie otrzymują od państwa więcej pieniędzy, dzięki czemu będą mogli odkładać wolne środki lub też gromadzić je np. na lokatach bankowych. Część tych środków oczywiście jest wydawana a więc wedle keynesistów nakręca się także poziom wydatków. Pieniądze z budżetu mają zwiększać popyt prywatnych podmiotów a wydatki rozpoczną generowanie wzrostu produkcji. W ten sposób keynesiści twierdzą, że ograniczanie deficytu spowoduje zmniejszenie się popytu w postaci pomniejszenia wydatków prywatnych. Keynesiści nawet jeśli byliby skłonni do ograniczenia deficytu to widzą tą możliwość tylko w ujęciu stopniowym, tzn. powolnym, rozłożonym na łagodne stoki czasu. Niestety fiskalne pobudzanie popytu zawodzi, widać to doskonale na kilku przykładach, które poddane zostały głębokiej i wnikliwej analizie ekonomicznej. Leszek Balcerowicz podaje tutaj przykład Japonii pisząc, że  – Na początku lat 90. ten kraj – zachęcany przez wpływowych zachodnich ekonomistów – zdecydował się na agresywną stymulację fiskalną. Wpływ tej strategii na wzrost gospodarki był mizerny, ale za to Japonia dorobiła się gigantycznego długu publicznego w wysokości 150 proc. PKB.[2]

Analizując tego typu sytuację można śmiało stwierdzić, że wzrost popytu budżetowego pociąga za sobą załamanie się popytu prywatnego. Jak mówi pewne angielskie powiedzenie – nie można zjeść ciastka i nadal go mieć. W takim wypadku gospodarka albo będzie przeżywała okres stagnacji albo będzie przeżywała kryzys. Skutki keynesizmu można naprawić jedynie za pomocą reform czysto wolnorynkowych. Ograniczyć deficyt, który spowoduje, że prywatni przedsiębiorcy będą mieli więcej pieniędzy do wydawania na wolnym rynku. Zmniejszenie wydatków w sektorze publicznym skutkuje również tym, że prywatni przedsiębiorcy lepiej i solidniej płacą. Zyski prywatnych przedsiębiorstw służą finansowaniu różnego rodzaju inwestycji i planów rozwoju. Właściciele prywatnych firm, nie muszą też płacić wysokich podatków, dzięki czemu rynek pracy nabiera rozpędu i staje się bardziej wyrozumiały dla potencjalnego pracownika. Teoretycznie pozytywne efekty reform wolnorynkowych znalazły odbicie w praktycznym zastosowaniu. Wspaniałym przykładem na który powołuje się Leszek Balcerowicz jest Litwa, w której jak pisze – w 2000 r. ograniczono wydatki budżetu o 10 proc., a gospodarka w następnych latach przyspieszyła i zaczęła się rozwijać w tempie powyżej 5 proc. PKB rocznie.[3]

Upadek keynesizmu stał się faktem, jedna z najważniejszych teorii ekonomicznych XX wieku nie zdała egzaminu. Niestety bezgraniczna wiara w bezbłędność założeń Keynesa wciąż jest postulowana przez wielu mainstreamowych polityków i ekonomistów. Keynes sądził, że w gospodarce wolnorynkowej nie ma czynnika kontrolującego fazy popytu, że działa ona od zbyt małego do nadmiernego popytu. Spadkobiercy Keynesa opracowywali co jakiś czas modele uaktualniające myśl ich twórcy. Ich analiza jednak nie przewidywała pewnej sytuacji gospodarczej – co robić kiedy inflacja i recesja połączona z bezrobociem pojawiają się jednocześnie. Jak dokonać regulacji rynku, jaki wówczas zastosować mechanizm ? Na to keynesiści nie znaleźli odpowiedzi. Aż dziwne, że świat doświadczony socjalizmem opartym na doktrynie marksistowskiej, zaufał kolejny raz interwencjonizmowi państwowemu, który ponownie nie podołał zadaniu, mało tego wprowadził niemalże wszystkie państwa Zachodu w kolejny ogólnoświatowy kryzys. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że, tak jak na partię liberalną z prawdziwego zdarzenia przyjdzie w końcu czas, tak i na wolność gospodarczą również. To tylko kwestia czasu, kiedy rządzącym wyczerpią się już wszystkie argumenty, poglądy wolnościowe będą jedyną i ostatnią alternatywą.

Karol Mazur

Przypisy:
[1] Leszek Balcerowicz, Niewolnicy Keynesa.
[2] Tamże.
[3] Tamże.

3 KOMENTARZE

  1. Czy ta „teoria” upadla to watpie. Nadal istnieje i „kwitnie”. Rzady uzywaja ta „teorie” w praktyce osiagniecia wladzy totalnej nad jednostka ludzka-indywidualna robiac obywatela-czlowieka zaleznym od panstwa. Sluga jest zawsze zalezny od Pana. Natym polega ta „teoria” w praktyce, ktora wcale nie ginie i nie upada.

  2. Co to jest NORMALNIE zarządzana gospodarka, na czym polega, kto te zarządzanie prowadzi. Co to znaczy NIEMOŻLIWE? Wszystko jest możliwe jak ktoś chce.

Comments are closed.