Kijów, Krym, Donbas – rosyjskie służby w akcji

2

Reżim Władimira Putina nie jest monolitem. Nawet, gdy mowa o jego fundamencie, czyli aparacie bezpieczeństwa, a dokładniej służbach specjalnych. Wywiad wojskowy i czekiści z Łubianki rywalizowali już w czasach sowieckich. To samo ma miejsce w putinowskiej Rosji.

Rywalizacja przyjmuje różne formy, aczkolwiek gdy idzie o kluczowe interesy państwa, GRU (wywiad wojskowy) i FSB (cywilna służba specjalna) starają się działać ramię w ramię. Tak było na Ukrainie w 2014 roku. Bitwę w Kijowie rosyjskie służby przegrały, bitwę o Krym – wygrały. Batalia o Donbas ciągle trwa i pozostaje nierozstrzygnięta. Zresztą jak nigdzie indziej, na tym właśnie odcinku widać, jak zażarta może być rywalizacja między „wojskówką” a „giebistami”.

Ujawnione informacje na temat zamachowca z Salisbury, pułkownika GRU Anatolija Czepigi, przypomniały o kluczowej roli, jaką rosyjskie służby odgrywały w operacji Moskwy przeciwko Ukrainie w 2014 roku. Zdaniem jednych źródeł, Czepiga kierował operacją wywiezienia do Rosji obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. Inne źródła mówią z kolei o ważnej roli, jaką Czepiga miał odegrać podczas aneksji Krymu. Pewne jest jedno: ten oficer wywiadu wojskowego dostał za swoją służbę na ukraińskim odcinku od prezydenta Putina tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej. Co więcej, chronologia zdarzeń wskazuje, że Czepiga mógł brać udział zarówno w działaniach GRU w Kijowie w kluczowych dniach Majdanu, jak też kilka dni później w najważniejszych operacjach na Krymie. Na dodatek możliwe jest, że w stolicy Ukrainy, zanim jego oddział wywiózł Janukowycza do Rosji, Czepiga mógł brać udział w masakrze demonstrantów na Majdanie.

Były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego generał Ołeksandr Skipalski jest przekonany, że jednostka specnazu z Czepigą na czele brała udział w eskalacji wydarzeń w Kijowie. Chodzi o tajemniczą grupę ponad 20 Rosjan, którzy stacjonowali w bazie specnazu SBU Alfa, w oddzielnym budynku, do którego nie miał dostępu żaden Ukrainiec. To właśnie ci specnazowcy mieli się przebrać w mundury Berkutu, aby później strzelać do demonstrantów.

Kijów

Kiedy wybuchła rewolucja w Kijowie, rosyjskie służby znajdowały się w bardzo wygodnej pozycji. Od początku prezydentury Janukowycza mogły działać na Ukrainie niemal bezkarnie: umowa SBU – FSB z 2010 r. przewidywała m.in. faktyczne zaprzestanie przez ukraiński kontrwywiad działań przeciwko Rosjanom. Jeszcze większą swobodę działania wywiad rosyjski miał na Krymie. Do tego trzeba dodać fakt, że struktury SBU i milicji, szczególnie na Krymie i w Donbasie były mocno zinfiltrowane przez Rosjan i pełne agentów rosyjskich (okazał się nim sam szef SBU Aleksandr Jakimienko). Strona ukraińska twierdziła później, że tajna operacja FSB pod kryptonimem „Monolit” mająca na celu faktyczne podporządkowanie Ukrainy Moskwie, rozpoczęła się jeszcze w 2007 roku. Jak mówił pierwszy „porewolucyjny” szef SBU Walentyn Naływajczenko, „pierwsze zatrzymania grup FSB rejestrowano w SBU już od 2008 roku”. Ale potem do władzy doszedł Janukowycz…

Rosyjskie służby od początku protestów na Majdanie były zaangażowane w wydarzenia na Ukrainie, zaś kolejne decyzje obozu rządzącego Rosjanie już nawet nie tylko konsultowali, ale wręcz je planowali.

Protesty zaczęły się 21 listopada 2013 r., a dziewięć dni później doszło do pierwszego brutalnego szturmu milicji na miasteczko namiotowe. Dwa tygodnie później opozycyjny deputowany Hiennadij Moskal oświadczył, że do Kijowa przyjechało wielu oficerów FSB z zadaniem przygotowania siłowego wygaszenia protestów. Kiedy okazało się, że Majdan przybiera na sile, Kreml zlecił przygotować dwa warianty stłumienia protestów: jeden plan opracowało GRU, drugi – FSB. Nie wiadomo w jakim stopniu te plany się różniły, czy może przeciwnie: miały się uzupełniać. Nie przypadkiem w decydujących dniach w Kijowie widziano zarówno doradcę prezydenta Władisława Surkowa (kojarzonego z GRU), jak i generała Siergieja Biesiedę, szefa specjalnej komórki FSB odpowiedzialnej za obszar postsowiecki. Wiadomo również, że w przygotowaniu operacji specjalnych MSW i SBU pomagał były 1. zastępca szefa GRU, który zamieszkał w hotelu „Kijów”.

Pierwsza grupa „konsultantów” z FSB (24 osoby) przebywała w Kijowie od 19 do 24 grudnia 2013 r. Druga grupa przyleciała na kilka dni – w połowie stycznia. Wreszcie trzeci przyjazd to 26-29 stycznia 2014 r. Gości z Moskwy lokowano w luksusowych willach na obrzeżach Kijowa, ale sztab operacyjny został zlokalizowany na podstołecznym poligonie SBU. Na polecenie szefa SBU Jakimienki, wszystkie koszty pobytu Rosjan pokrywała strona ukraińska, na dodatek goście korzystali z ukraińskiej łączności rządowej. Za każdym razem w grupie Rosjan obecny był gen. Biesieda. Generał-pułkownik Siergiej Biesieda to zaufany oficer Putina, człowiek od szczególnie delikatnych misji. Szef 5. Służby (Informacji Operacyjnej i Kontaktów Międzynarodowych). W jej skład wchodzi Departament Informacji Operacyjnej. Pod tą enigmatyczną nazwą kryje się wywiad FSB działający na terenie państw powstałych w wyniku upadku ZSRR.

Rosyjskie służby służyły Janukowyczowi nie tylko „radą”. Otóż wiadomo, że co najmniej dwa razy, w dniach 21 i 24 stycznia 2014 r., na podkijowskich lotniskach lądowały rosyjskie samoloty transportowe, przywożąc kilka ton „środków specjalnych” mających służyć do rozproszenia Majdanu.

W dniach 18-20 lutego ukraińscy „siłowicy” podjęli próbę likwidacji Majdanu. W „czarny czwartek” 20 lutego do Kijowa przybyła w tajemnicy specjalna delegacja z Moskwy – witał Rosjan generał SBU Władimir Bik, koordynator działań z 18-20 lutego. Wśród siedmiu gości byli Surkow i Biesieda. Delegacja przebywała w Kijowie zaledwie dobę, bo już nazajutrz Janukowycz podpisał porozumienie z opozycją, by zaraz potem uciec przy pomocy Rosjan. Jak udało się później ustalić służbom ukraińskim, w kluczowym dniu 20 lutego w Kijowie znajdowała się duża grupa rosyjskich oficerów z trzech służb. Dwunastu z FSB, trzech z SWR, pięciu z GRU. Wielu z nich w stopniu pułkownika lub generała. W rocznicę „czarnego czwartku” na Majdanie, 20 lutego 2015 r., szef SBU Walentin Naływajczenko ogłosił, że w operacji brały udział rosyjskie służby specjalne, a działania snajperów strzelających do demonstrantów nadzorował sam Surkow. Co by wskazywało, że strzelali specnazowcy GRU. Niewykluczone, że dowodzeni właśnie przez Czepigę. Kiedy okazało się, że reżim upada, ci specnazowcy mogli osłaniać ewakuację Janukowycza. Wciąż jest za mało danych, by określić, która służba – FSB czy GRU – odegrała główną rolę w rosyjskiej operacji w Kijowie. Jedno jest pewne: zakończyła się ona klęską.

Krym

Jeśli w Kijowie – siłą rzeczą – większe pole do popisu miała FSB, a nie specnaz wojskowy, to na Krymie było odwrotnie.

Choć w operacji aneksji półwyspu uczestniczyła niewątpliwie FSB (choćby aktywując swoją agenturę w lokalnych strukturach siłowych), to jednak pierwsze skrzypce grał wywiad wojskowy. Wszak była to operacja militarna. Jeszcze gdy w Kijowie niepewne były losy Majdanu, w lutym na Krymie złożył dwie trzymane w tajemnicy wizyty Surkow – kurator ukraińskiej polityki Kremla, od lat sprzymierzeniec GRU.

Oczywiście Putin kłamie, mówiąc, że decyzja o zajęciu Krymu została podjęta ad hoc, pod wpływem rozwoju wydarzeń na Ukrainie. Plany były gotowe dużo wcześniej, i to w najdrobniejszych szczegółach. Na słynnej naradzie w nocy z 22 na 23 lutego 2014 r. zapadła jedynie decyzja, by właśnie w tym momencie przystąpić do realizacji planu. Co ważne, wśród czterech gości Putina byli szefowie FSB (Bortnikow) i GRU (Siergun). FSB odegrała ważną rolę w przygotowaniu gruntu pod aneksję: infiltrując różne organizacje rosyjskie na Krymie i werbując agentów w lokalnej milicji i SBU. W decydujących momentach pomogło to odegrać szopkę ze „spontanicznym” sprzeciwem lokalnej ludności wobec „banderowskiej junty” w Kijowie i sparaliżowało działania państwa ukraińskiego, które okazało się zostać pozbawione narzędzi w postaci struktur siłowych na Krymie. Jednak główna rola przypadła GRU, co przyznał po latach sam Putin („Wydałem rozkazy Ministerstwu Obrony… W celu wzmocnienia ochrony naszych obiektów wojennych na Krym przerzucić specjalne oddziały GRU i siły morskiej piechoty, desantowców”).

26 lutego rozpoczął się przerzut na Krym. Rosjanie, łącznie około 1700 ludzi, byli ukryci pod pokładem okrętów Floty Czarnomorskiej wracającej do Sewastopola z misji ochrony dopiero co zakończonych igrzysk zimowych w Soczi. Większość tego kontyngentu stanowili żołnierze z 3. Brygady specnazu GRU w Togliatti, 22. Brygady specnazu GRU w Krasnej Polanie oraz weterani byłego czeczeńskiego batalionu GRU Wostok. Jednocześnie na lotnisku w Symferopolu zaczęły lądować nieoznakowane samoloty z rosyjskim specnazem w nieoznakowanym umundurowaniu.

Z portu w Sewastopolu i lotniska w Symferopolu małe oddziały „zielonych ludzików” rozjechały się po całym półwyspie, blokując kluczowe obiekty i jednostki ukraińskie. Wszystko odbywało się przy totalnej bezczynności lokalnej administracji i instytucji siłowych – co już było głównie zasługą FSB.

27 lutego nad ranem dwie grupy (łącznie 120 żołnierzy w nieoznakowanych mundurach) nazywające siebie „siłami samoobrony rosyjskojęzycznych obywateli Krymu” zajęły budynki parlamentu i rządu w Symferopolu. Bez jednego wystrzału. Także dwie kolejne kluczowe operacje specjalne GRU – po zajęciu budynków krymskich władz – odbyły się bez rozlewu krwi: zajęcie wojskowego lotniska Belbek oraz rozbrojenie ukraińskiej brygady piechoty morskiej w Fieodosji. Pod lufami „zielonych ludzików” parlament krymski zagłosował za zjednoczeniem z Rosją i ogłosił referendum w tej sprawie (6 marca), a potem ogłosił niepodległość Krymu (11 marca). 16 marca odbyło się „referendum”, 17 marca Rosja uznała niepodległość Republiki Krymu, a 18 marca podpisała traktat akcesyjny.

Donbas

Daleko jeszcze było do referendum, gdy Moskwa zaczęła przerzucać grupy „zielonych ludzików” z GRU na kolejny odcinek – do Donbasu. Tutaj sytuacja przypominała nieco tę z Krymu. Lokalne struktury siłowe były zinfiltrowane przez rosyjskie służby, a w najlepszym razie nielojalne wobec nowej władzy w Kijowie. Nic dziwnego, że gdy w obwodach południowej i wschodniej Ukrainy Rosjanie uruchomili falę demonstracji i sprowokowali pierwsze starcia (tzw. Ruska Wiosna), niemal cała milicja w Donbasie od razu przeszła na stronę Rosji, podobnie jak większość SBU.

W Moskwie spodziewano się jednak, że tutaj nie pójdzie tak łatwo, jak na Krymie – nawet jeśli armia ukraińska jest słaba. Przez granicę przerzucono kilka tysięcy agentów i specnazowców GRU i FSB, oczywiście nieoficjalnie.

Gdy konflikt w Donbasie rozgorzał na dobre (marzec-kwiecień 2014 r.), Rosjanie „już tam byli”. Żołnierze GRU działali w rozproszeniu, w kilkunastoosobowych grupach, skupiając się na sabotażu i dywersji, działaniach zwiadowczo-rozpoznawczych i szkoleniu oddziałów miejscowego „pospolitego ruszenia”. Ale też na ich konto poszło m.in. zestrzelenie malezyjskiego boeinga MH17. W przypadku FSB mieliśmy do czynienia z działaniami podobnymi do tych na Krymie: werbunek agentów przed wybuchem wojny, prowadzenie wojny informacyjnej (media). Siłą rzeczy, w warunkach wojennych, dominującą rolę odgrywało GRU. Także po zawarciu rozejmu – wojskowy wywiad wziął na siebie reorganizację zbrojnych formacji rebelianckich (drogą m.in. siłowej eliminacji różnych komendantów i atamanów nie chcących podporządkować się scentralizowanemu dowództwu).

Im więcej czasu upływało od zakończeniu otwartej wojny w Donbasie (tzw. drugie porozumienie mińskie z początków 2015 r.), tym bardziej odczuwało się potrzebę stopniowej demilitaryzacji funkcjonowania reżimów „republik ludowych” w Doniecku i Ługańsku. Do tego dochodziła odwieczna rywalizacja FSB i GRU – w Donbasie mająca też konkretne finansowe podłoże. Kto bowiem dominował w okupowanej strefie, ten zarabiał najwięcej choćby na przemycie, czy rozkradając „pomoc humanitarną” z Rosji. Z czasem słabnąć zaczęły wpływy Surkowa, kuratora „republik ludowych”, a co za tym idzie, GRU. Na jesieni 2017 roku doszło do bezkrwawego przewrotu w Ługańsku. Nominata Surkowa, Igora Płotnickiego zastąpił człowiek FSB, Leonid Pasecznyk. Łubianka nie kryła przy tym apetytów na Donieck. Wreszcie kilka tygodni temu w zamachu bombowym zginął Aleksandr Zacharczenko, jeden z samozwańczych liderów Donieckiej Republiki Ludowej.

Kto ostatecznie będzie tutaj dominował, okaże się po listopadowych „wyborach”. Jednak wydarzenia w okupowanym Donbasie wpisują się wyraźnie w coraz bardziej widoczny konflikt między FSB a GRU – czego najbardziej jaskrawym przejawem może być seria wpadek wywiadu wojskowego na Zachodzie. Przy nieskrywanej satysfakcji kolegów ze służb cywilnych – a właściwie z Łubianki.
Udostępnij

Grzegorz Kuczyński

Tekst pochodzi ze strony Klubu Jagiellońskiego…

2 KOMENTARZE

  1. Czy Pan Autor JEST we wszystkim tak bardzo dobrze poinformowany? Mnie to bardziej interesuje, czy wywiad i kontrwywiad, tak cywilny i wojskowy naszego nieszczęsnego kraju, te wszystkie ABW, CBŚ, UOP, SWW, CBA, SKW itp. są równie dobrze poinformowane, skuteczne i działają dla dobra polskiego bantustanu wobec naszych potencjalnych wrogów, tak bliskich czyli sąsiednich, jak i dalekich? A jakich i których, kto myślący, to będzie wiedział, o kogo chodzi? Czy mają plany działań, taktyczne i strategiczne, warianty różnych rozwiązań na różne zagrożenia? Czy są równie skuteczne jak rosyjskie, niemieckie, amerykańskie, brytyjskie i inne w obronie i realizacji INTERESÓW POLSKIEJ RACJI STANU? Bo obserwując co się dzieje na Ukrainie i w Brukseli wobec Polski, to mam przeświadczenie równe z pewnością, że są do odbytu i kiszki stolcowej. Dlaczego siły banderowców mają taką wielką skuteczność we władzach ukraińskich, mimo wielkiej pomocy polskiej tak politycznej, jak i gospodarczej oraz finansowej? Dlaczego nie ma uciszenia polityków z UE atakujących polskie władze i państwo polskie, jako takie? Dlaczego nie ma powściągnięcia wewnętrznych polityków, z nazwy polskich? To świadczy o słabości organizacyjnej, finansowej, personalnej i każdej innej tzw. polskich służb specjalnych. Pa!

  2. O co wlasciwie chodzi z ta Polska? Wytlumaczenie musi byc tylko jedno. Sa dwie grupy chazarskie ktore chca miec Polske dla siebie. Jedna grupa to Lubawicze, siedzaca wlasnie na Ukrainie i to ona pilotuje teraz PiS, ktory sprytnie ukrainizuje kraj miedzy Odra a Bugiem oraz druga grupa chazarska siedzaca w Ameryce i Europie zachodniej, przede wszystkim w Londynie, Niemczech i …Rosji. Jej bron to PO z Tuskiem oraz nowa przybudowka ktora ma mieszac w glowach mlodym o nazwie Polska Razem. Do tego dochodza oczywiscie ukryte sluzby specjalne nazwych ktorych wymienil autor komentarza wyzej. Starcia chazarskiej sitwy o piekny nadwislanski kraj powoduja, ze w PRL bis iskrzy az sie patrzy. Czym sie to skonczy, na razie nie wiadomo, ale na pewno bedzie sie dzialo i to niekoniecznie dobrze.

Comments are closed.