Polski sport przeżywa głęboki kryzys m.in. za przyczyną  drugiej kadencji rządów koalicji PO-PSL. Po kompromitacji naszych piłkarzy na Euro 2012 przyszła kolej na słaby występ większości z ponad 200 reprezentantów na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.
Począwszy od przereklamowanych tenisistek, to praktycznie nie ma dyscypliny, którą można byłoby nazwać polską szkołą sportu. Kompletnie zaniedbano pływactwo, w szermierce zapomniano, że to jest sport walki, a nie płaczu po porażkach, KRYZYSU W ZAPASACH NIE ZASŁONI JEDEN BRĄZOWY MEDAL, natomiast gry zespołowe   reprezentowały Polskę  w Londynie tylko w wydaniu  siatkarzy halowych, którzy zapomnieli, że aby zdobyć medal, to trzeba najpierw wygrać w ćwierćfinale. Lekkoatleci, z wyjątkiem Tomasza Majewskiego i Anity Włodarczyk nie spełnili pokładanych nadziei. Kajakarze zawiedli, a kolarze  pokazali jaki jest faktyczny poziom polskiej gospodarki ery Tuska i Pawlaka.



Jedyną grupą, która spełniła pokładane w nich oczekiwania byli ciężarowcy, którzy zdobyli jeden złoty i jeden brązowy medal.
Miłą niespodzianką był również  srebrny medal Sylwii Bogackiej w strzelectwie, ale potem już żaden strzelec ani łucznik nie poszedł w jej ślady.
Jak uzdrowić polski sport? Najlepiej byłoby zmienić rząd, jednak poważnie zagraża nam sytuacja, że ta ekipa będzie kurczowo trzymać się swoich stołków aż do końca kadencji. A zatem co robić, aby za cztery lata w Brazylii nie było jeszcze gorzej? Otóż należy zacząć od prawego sierpowego, a potem wyprowadzić lewy prosty! Kiedyś wizytówką polskiego sportu był bowiem boks!
Przypomnę te piękne lata: Olimpiada w Londynie 1948 rok, kiedy jedyny medal dla Polski ( brązowy) zdobył bokser Aleksy Antkiewicz – waga piórkowa. Potem w Helsinkach w 1952 roku połowę medali zdobytych przez Polskę wywalczyli bokserzy. Jedyny złoty medal zdobył Zygmunt Chychła w wadze półśredniej, natomiast srebrny Aleksy Antkiewicz w wadze średniej. W 1956 roku w Melbourne znowu dwaj polscy bokserzy Henryk Niedźwiedzki i Zbigniew Pietrzykowski  stanęli na podium Igrzysk Olimpijskiech zdobywając brązowe medale. Olimpiada w Rzymie 1960 roku to już aż 7 medali polskich bokserów: jeden złoty – Kazimierza Paździora – waga lekka, trzy srebrne (m.in. Zbigniewa Pietrzykowskiego) i trzy brązowe (m.in. Mariana Kasprzyka). Potem w 1964r. w Tokio padł rekord, bo polscy bokserzy zdobyli aż  3 złote (Józef Grudzień, Jerzy Kulej, Marian Kasprzyk), jeden srebrny ( Artur Olech) i trzy brązowe ( m.in. Zbigniew Pietrzykowski).
Łącznie z  Igrzyskami  w Barcelonie w 1992 roku, polska szkoła boksu przyniosła nam aż 43 medale olimpijskie, w tym 8 złotych, 9 srebrnych i 26 brązowych. Tylko lekkoatleci mogą się poszczycić większym dorobkiem.
Boks jest dyscypliną sportu stosunkowo tanią i nie wymaga budowy stadionów za dziesiątki milionów, ani wymiany trawy na boiskach.
Ktoś powie skąd wziąć zawodników? Przede wszystkim spośród kibiców piłki nożnej. Zamiast tworzyć na stadionach piłkarskich sale sądów doraźnych należy ustawić tam ringi. Chętnym na „ustawki” rozdać rękawice bokserskie i zorganizować nabór do klubów bokserskich. Chcą się bić? Niech to robią sportowo na ringach bokserskich, a już w Rio de Janeiro w 2016 roku będą mogli zdobyć medale olimpijskie i zostać bohaterami, zamiast trafiać do aresztów.
Nie będę pisał, którzy z naszych dawnych medalistów olimpijskich siedzieli w kryminale za uliczne bójki, bo dla społeczeństwa dużo bardziej pożytecznym było i będzie, jeżeli bijatyki zamiast na stadionach i ulicach będą  odbywały się na ringach bokserskich.
Jeszcze jedno jest ważne. Boks uczy pokory i walki zgodnej z przepisami bez uderzeń poniżej pasa, stosowanych tak często we współczesnej polityce. Jednak, aby to wszystko zorganizować, to potrzeba odrobinę cywilnej odwagi, której najwyraźniej brak naszym decydentom.
Rajmund Pollak

2 KOMENTARZE

  1. Sytuacja polskiego sportu jest efektem „wolnego rynku”. Pseudobiznes interesuje cos miedialnego jak Polonia Warszawa budowlanca w kowbojskich ostrogach albo moze jeszcze tenis. Plywanie, skoki przez barykady czy inne lucznictwo lub strzaly z procy nie daja slawy i zamieszania to sie na nie nie stawia. Wolny rynek przeciez ma ten mechanizm, ze decyduje sam co bedzie akurat na TOPIE a czym nie nalezy sobie zawracac glowy.

  2. Autro tego artykułu dał poniekąd do zrozumienia, że kiedyś polski sport lepiej funkcjonował. „Marko” poszedł jeszcze dalej i stwierdził, że to wszystko przez wolny rynek. W takim razie Panowie, idąc tym tropem należałoby zmienić ten rząd i wrócić do czasów komunistycznych, bo przecież wtedy polski sport lepiej się rozwijał, niż obecnie. Niestety obawiam się, że to nie tu leży problem. Dla sportowców jest wszystko jedno, kto jest obecnie premierem. Sportowiec ma po prostu być jak najlepiej przygotowany do zawodów i najlepiej by było, gdyby żaden rząd, czy inny sponsor mu nie przeszkadzał. Nie wiem, czy Panowie zauważyli, że na kilka tygodni przed IO budowany był w mediach ogromny optymizm, że siatkarze po wygraniu Ligi Światowej na pewno zdobędą medal, że Agnieszka Radwańska na pewno zdobędzie medal, a tymczasem okazało się, że medale dla Polski bardzo często zdobyli ci, których się nie spodziewaliśmy np. Sylwia Bogacka. Osobiście uważam, że jeśli się ładuje kasę w jakiegoś sportowca, to może on sobie potraktować zawody jako fantastyczną podróż i nie będzie się starał, by dać z siebie wszystko. Bo to nie pieniądze są sukcesem do zwycięstwa, ale wola walki. IO w Londynie pokazały po prostu, że za mało w nas woli walki.

Comments are closed.