Ostatnie wydarzenia w Polsce są naprawdę emocjonujące. Nie mam tu jednak na myśli zdarzeń o charakterze politycznym. Nie zamierzam bowiem rozpatrywać sprawy tragicznej śmierci prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, ani zajmować się agenturalną przeszłością tzw. bohatera narodowego Lecha Wałęsy. Bo w rzeczywistości dziś zwykli Polacy bardziej niż polityką, przejmują się sportem. Dlatego chciałbym zastanowić się nad fenomenem polskiej piłki nożnej, a przede wszystkim nad klubem, który zdobył mistrzostwo tego kraju. Mam oczywiście na myśli Lech Poznań.

Rodowód Lecha sięga dziejów organizacji, która nie była bezpośrednio związana ze sportem: Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. W końcu w 1920 roku młodzi postanowili wystąpić z mało aktywnej organizacji i utworzyć własną drużynę futbolową. Zarejestrowanie klubu przypadło prawdopodobnie na niedzielę 19 marca 1922 roku. Z tą datą wiążą się oficjalne narodziny Lecha. Klub ten dotychczas pięć razy  zdobywał Mistrzostwo Polski. I tak oto 15 maja 2010 roku po 17 latach „Kolejorz” znów wywalczył sobie ten zaszczytny tytuł. Dla Poznania to wielkie święto. I nie ma w tym nic dziwnego. Ale tam, gdzie jedni się cieszą, inni się smucą. Jest to rzecz normalna. Zapewne fani Wisły Kraków, Legii Warszawa i innych klubów piłkarskich liczyli na lepsze wyniki swoich drużyn. Tak to już bywa w sporcie, że jedni wygrywają, a inni przegrywają. Jest jednak coś, co sprawia, że mimo porażek te kluby sportowe nie upadają.
Tym czymś są oczywiście kibice. To oni tak naprawdę są przyczyną, dla której warto grać. To oni bardzo często podnoszą swoich piłkarzy na duchu, zagrzewają ich do walki w trudnych chwilach. Kibice Lecha Poznań nie zostawili tego klubu, kiedy w 2000 roku opuścił ekstraklasę. Mimo wielu niepowodzeń oni zawsze byli przy nim. Dotyczy to oczywiście wszystkich klubów sportowych, gdyż kibice zawsze będą uważali swoją ulubioną drużynę za najlepszą na świecie, niezależnie od tego, jak sobie będzie radzić w danych rozgrywkach. Tymczasem media prezentują zupełnie inny obraz polskiego kibica. Pokazują go jako tego, który przychodzi na mecz pod wpływem alkoholu lub narkotyków, demoluje stadiony itp. Jednak jak wiadomo fani Lecha Poznań są wyjątkiem. Stadion na ulicy Bułgarskiej szczyci się tym, że w czasie meczów panuje tam wspaniała atmosfera, bez chuligańskich wybryków. Oczywiście nie wierzę w to, że tylko w Poznaniu jest taka kultura. Z czego więc wynika to, że na jednym stadionie jest niesamowita atmosfera, a na innym aż strach przychodzić?
Problem może polegać na tym, że władze państwowe i klubowe nie traktują kibiców jak ludzi, ale jak (przepraszam za sformułowanie) bydło. W Anglii, gdzie na stadionach można spożywać alkohol, w Polsce wydaje się to nie do pomyślenia. Mam jednak wrażenie, że tam właśnie władze państwowe i władze klubów potraktowali kibiców jako wolnych ludzi, którzy przyszli na stadion po to, by kibicować swojej drużynie, a nie po to, by doprowadzić do burdy. W podobny sposób zrobiły to władze „Kolejorza”. I dzięki temu wiele polskich klubów zazdrości dziś Poznaniowi.
Są jednak ludzie, którzy nie rozumieją takiej filozofii myślenia o kibicach i wolą uznawać ich za potencjalnych wrogów. Za takich uważają ich polskie władze. Podobnie myślą też niektórzy właściciele klubów sportowych, czego przykładem może być Grupa ITI. To oni za sprawą swojej tuby propagandowej w postaci stacji TVN próbują przedstawić kibiców Legii Warszawa jako tych, którzy doprowadzają do burd stadionowych. 2 lata temu polska policja zatrzymała prawie 700 kibiców wspomnianego klubu tylko dlatego, że u jednej osoby znaleźli śmiertelne narzędzie zbrodni w postaci widelca. To pokazuje, w jaki sposób ci właściciele traktują swoich kibiców, którzy jak wspomniałem są ze swoją drużyną na dobre i na złe. Walcząc z fanami, walczy się z całym klubem sportowym. Być może Grupie ITI zależy na zniszczeniu Legii Warszawa. I szczerze mówiąc jako kibic Lecha Poznań współczuję fanom Legii, że mają takich właścicieli, którzy niszczą w ten sposób klub z bogatą tradycją.
Tymczasem znane koncerny medialne, takie jak TVN, czy Gazeta Wyborcza zdecydowały się zaatakować kibiców poznańskiego Lecha. We wspomnianej gazecie na kilka dni przed ważnym meczem z warszawską Legią, zaczęły ukazywać się artykuły, z których wynikało, że spokój na stadionie przy Bułgarskiej to rezultat układu, jaki klub zawarł z „Wiarą Lecha”, którą rządził Mirosław O. – zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze. Władze poznańskiego klubu, jak pisze „GW”, miały oddać stadion kibicom w zamian za spokój podczas meczów. Na obiekcie więc sprzedawano m.in. narkotyki. Tego typu ataki na Lech spotkały się z natychmiastową ripostą ze strony ich kibiców. W czasie meczu z Legią (wygranego przez poznaniaków) fani „Kolejorza” wystawili transparent z napisem: „Nie oglądam TVN, Nie czytam GW”. Podobno w trakcie transmisji telewizyjnej Canal+ ani razu nie pokazał kibiców, a tym samym wspomnianego transparentu. W późniejszych relacjach z tego meczu żadna chyba telewizja nie powiedziała o tym ciekawym incydencie.
O czym to wszystko może świadczyć? Z pewnością taka postawa kibiców Lecha świadczy o tym, że nie pozwolą oni na to, by jakaś telewizja, jakaś gazeta obrażała klub i ich samych. Nie dotyczy to oczywiście tylko „Kolejorza”. Jest to naturalna reakcja kibiców, którzy zawsze będą bronić swój zespół. Dzięki temu ma się pewność, że taki klub sportowy „żyje”. Kiedyś kandydat na prezydenta RP Janusz Korwin – Mikke powiedział, że kibice, to taka grupa społeczna, której jeszcze cokolwiek się chce w tym kraju. Gdyby doszło do wojny, to oni pierwsi chwyciliby za broń, ponieważ oni mają swoje własne przekonania, ideały. Dlatego paradoksalnie, jeśli ktoś próbuje zwalczać tę grupę społeczną, to jednocześnie próbuje zniszczyć najbardziej aktywną część tego narodu.
Kiedy następnym razem usłyszymy gdzieś o skandalicznym zachowaniu kiboli, którzy zostali uznani np. za antysemitów, to spróbujmy ich zrozumieć. Może oni po prostu chcą nam coś przekazać w taki charakterystyczny sposób. Oczywiście nie należy pochwalać wandalizmu. Warto jednak pamiętać, że ci kibice, kibole są niezbędnym składnikiem polskiego społeczeństwa, z którego nie warto rezygnować. Dlatego nie oceniajmy pochopnie fanów danej drużyny, nazywając ich kibolami, tym bardziej, że w Poznaniu sformułowania „kibic” i „kibol” oznaczają to samo.
Mateusz Teska

5 KOMENTARZE

  1. Oj tak, kibice innych klubów powinni to podchwycić. Byłby to początek końca GW i TVN

  2. TVN i GW mają na pieńku z Legią, Lechem i Wisłą. CO do konfliktu na linii ITI – SK Legii, to niemal wszyscy kibice, odwrotnie do niechęci skierowanej Warszawie, są w tym konflikcie za kibicami LW. To jasne, że koncerny medialne upatrzyły sobie polskiego kibica jako wroga publicznego nr 1, główny powód, dla którego polska piłka stoi w miejscu (brak siły nabywczej, skorumpowane władze, nieudolni menadżerzy, wygórowane kontrakty piłkarzy – o tym wspominają w drugiej kolejności).
    Polscy kibice DRUŻYN to ostatni relikt zorganizowanego patriotyzmu lokalnego. Walka z nimi, to jak walka z tożsamością regionu. Zamiast dławić ruch kibicowski, należałoby go oswoić, tak jak to robi się właśnie w Lechu Poznań, czy Wiśle Kraków. Koncern ITI nie jest w stanie zrozumieć, że na 5 tys. osób STATYSTYCZNIE trafi się jeden idiota i że dotyczy to np. koncertów, gdzie wiele osób wyprowadzanych jest przez ochronę (nie mówi się jednak o koncertowych chuliganach). Do tego stopnia nienawiść przyćmiła im mózgi, że nie odróżniają „hoolsa” od „ultrasa”, przez co chuliganem staje się z automatu każdy, kto przygotowuje oprawę meczową (ile tutaj UEFA i PZPN przygotowały szykan, za których niewypełnienie zbierają haracz…).
    Czytałem wypowiedzi o kulturze kibicowania np. na stadionie Barcelony. „Syf jak w kinie po wycieczce ze szkoły podstawowej, chrupki, cola, gazetki”. Dodam, że na ów stadionie mimo 80 tys. kibiców częściej niż doping słychać gwizdy i pojedyncze przekleństwa ze … zniecierpliwienia, bo w 30 minucie ciągle jest 0:0. W Niemczech „hools” są bardzo aktywni na terenie byłego NRD, ciekawa paralela. Problem tej grupy zniknie dopiero, gdy cały kraj rozwinie się gospodarczo. Bo tylko rozwój gospodarczy likwiduje społeczny margines. Aczkolwiek nie sądzę, by było z tym aż tak źle, odkąd „hools” zaczęli sami przenosić przemoc na „umówione miejsca”.

  3. Artykuł, w którym autor udowodnił swą kompetencję i znawstwo tematu, co zdarza się b.rzadko przy pisaniu o kibicach. Jak najwięcej tak fachowo napisanych tekstów na prokapitalizm.org.

Comments are closed.