W najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy” (nr 11/2013) ukazał się artykuł Wojciecha Wybranowskiego poświęcony sylwetce posła Antoniego Macierewicza „Desperado w pojedynku z III RP”. A konkretnie jego zasługom na niwie wyrywania Polski z PRL-owskich łańcuchów, które pod nazwą III RP oplotły ją ze wszystkich stron.

Pan Wybranowski skupił się, niestety, tylko na najbardziej medialnych aspektach działalności polityka PiS, tj. lustracja, likwidacja WSI oraz badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej (co oznacza, że dziennikarze z mainstreamowych mediów są raczej leniwi i zbytnio nie chce im się szperać – choćby w internecie), umknął mu natomiast epizod z działalności posła Macierewicza, który, na upartego, też można by uznać za jego sporą zasługę. A mianowicie jako jedyny poseł (podobny wniosek złożył jeszcze senator Piotr Andrzejewski) miał on odwagę, ale i samozaparcie, by zaskarżyć w Trybunale Konstytucyjnym Traktat lizboński, pozbawiający nasz kraj wielu aspektów państwowej suwerenności. Poseł Macierewicz uczynił to co prawda pod silną presją środowiska związanego z naszym portalem, a także licznych apeli płynących do niego ze strony wyborców okręgu piotrkowskiego, z którego został on wybrany parlamentarzystą, niemniej uczynił to. Gdyby tak red. Wybranowski wspomniał o tym wątku, jego tekst zyskałby zapewne na oryginalności i czymś przynajmniej różniłby się od wielu artykułów, które na temat posła Macierewicza powstawały w przeszłości. Co prawda sprawa z zaskarżeniem Traktatu skończyła się niepowodzeniem, przy niemałej zresztą zasłudze samego wnioskodawcy czyli posła Antoniego Macierewicza, jednak coś próbował on zrobić, w odróżnieniu od całej gromady leni zasiadających w parlamencie, w tym również w jego ugrupowaniu. Gdyby red. Wybranowski odnalazł materiały na ten temat w internecie, artykuł na pewno byłby ciekawszy, a tak – wyszła jedynie laurka na temat jednego z posłów.
Jest jeszcze jeden wątek z artykułu red. Wojciecha Wybranowskiego, na który chciałbym tu zwrócić uwagę, który pokazuje, że dystans do tego, co się czyta, nawet w tzw. prawicowej prasie, jest bardziej niż wskazany. Chodzi o historię z ujawnieniem zasobów archiwalnych UB i SB w 1992 roku. Antoni Macierewicz, ówczesny minister spraw wewnętrznych, zobligowany został do wykonania uchwały lustracyjnej autorstwa Janusza Korwin-Mikkego. Na tzw. liście Macierewicza, wśród agentów UB i SB znalazł się ówczesny marszałek sejmu, polityk ZChN, nieżyjący już Wiesław Chrzanowski. Red. Wybranowski wspomina ten wątek w swoim tekście. Ale znów, pojawia się wątpliwość, która artykuł publicysty „Do Rzeczy” czyni trochę jakby niedopracowanym. Autor tekstu cytuje posła PO Konstantego Miodowicza: „Działanie lustracyjne Macierewicza, które było ukoronowaniem jego pracy jako szefa MSW zakończyło się w sposób źle świadczący o jego przygotowaniu. Lista Macierewicza była przygotowana zbyt szybko, znalazły się na niej osoby, które agentami nie były”. Po wypowiedzi Miodowicza pojawia się podsumowanie red. Wybranowskiego: „Rzeczywiście, wpisanie na listę Wiesława Chrzanowskiego było błędem”. Z kontekstu wynikałoby, że nie było to błędem politycznym, lecz merytorycznym, tzn. że Wiesław Chrzanowski nigdy żadnym agentem nie był…
Zobaczmy tymczasem, co o całej historii powiedział w październiku 2012 roku naszemu portalowi poseł Piotr Naimski, szef Urzędu Ochrony Państwa za rządów Jana Olszewskiego, bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. W wywiadzie pt. „Wciąż płacimy wysoką cenę za kłamstwo roku 1992” (wersja dźwiękowa – MP3), na moje pytanie o słynną „nocną zmianę”: „(…) czy spodziewali się Państwo wówczas takiej reakcji Lecha Wałęsy, że zmobilizuje wokół siebie te środowiska?”, Naimski odpowiedział: „Ja powiem inaczej. Ja liczyłem na inną reakcję ówczesnego marszałka sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Gdyby ówczesny marszałek sejmu zareagował”. Na mój wtręt: „A dziwi to Pana, że jego reakcja była taka, jaka była?”, szef UOP z 1992 roku stwierdził: „Tak, byłem zdziwiony, dlatego, że … A właściwie może nie zdziwiony, ale rozgoryczony, dlatego że byłem jedną z osób, które mu ufały i uważałem go za bardzo przyzwoitego człowieka. Kiedy dowiedziałem się o jego uwikłaniach liczyłem na to, że zachowa się jak mężczyzna i patriota tzn. po prostu opowie o tym. A my Polacy jako zbiorowość jesteśmy bardzo miłosierni. Myślę, że gdyby Wiesław Chrzanowski wyszedł wtedy na mównicę sejmową i opowiedział swój życiorys w całości i wyjaśnił te wszystkie problemy, to prawdopodobnie byłby prezydentem Polski i my żylibyśmy dziś w innej Polsce. Ale on postanowił inaczej, on poszedł do Wałęsy i po dwóch godzinach, czy też po półtorej, rozmowy z Wałęsą obydwaj postanowili, że będą kłamać.”
Można powiedzieć, że to już historia, niemniej dobrze jednak byłoby wiedzieć (skoro wciąż się o tym pisze), jaka była prawda. Czy to jest prawdą, co o marszałku Wiesławie Chrzanowskim pisze red. Wybranowski czy też prawdą jest to, co mówi poseł Naimski, człowiek, który miał dostęp do materiałów UB i SB i którego uznać można za jednego z lepiej poinformowanych o zasobach archiwalnych PRL-owskiej bezpieki. Być może red. Wybranowski, również opisując ten wątek, tylko prześlizgnął się przez temat (mógł w końcu o marszałku Chrzanowskim w swoim artykule nie wspominać). Cóż, nie chciało się poszperać w internecie, a już zwłaszcza poszperać po jakichś tam niszowych portalach?
Czytanie PROKAPA nie jest oczywiście żadnym obowiązkiem, niemniej prawda jest taka, że na niszowych serwisach czy blogach można niekiedy trafić na interesujące informacje, z których też coś można wyczytać . Trzeba tylko chcieć zrobić nieco więcej niż tylko odwalić kolejny artykuł do poczytnego tygodnika… Chełpienie się sloganem „dziennikarz niezależny”, „niepokorny”, czy jaki tam jeszcze, to zbyt mało. Potrzebna jest jeszcze przynajmniej solidność.
Paweł Sztąberek

1 KOMENTARZ

  1. Czytają, czytają – przyjrzyj się ilustracji do tekstu Z. Krasnodębskiego „Deeuropeizacja Europy” – co Ci przypomina, co Ci przypomina widok znajomy ten 😀

Comments are closed.