Robert Mazurek (z prawej - foto.: screen z YT)

Tematem numer jeden są urodziny Roberta Mazurka. Nie mam żadnego problemu z tym, że politycy z różnych partii bawią się wspólnie. Prawie każdy ma znajomych czy członków rodziny o innych poglądach politycznych. Oczekiwanie od polityków, że przed przyjęciem zaproszenia na urodziny będą prosić o listę gości, celem sprawdzenia, czy nie ma tam kogoś z innej partii, byłoby jednak dziwne.

Bronić nie zamierzam tego, że zaproszeni politycy kłamali na temat przyczyn swojej nieobecności w Sejmie. Przy czym nie czuję się tym zbulwersowany czy zaskoczony. To są zawodowi politycy, kłamstwo mają we krwi, żyją z tego. Równie dobrze można mieć pretensje do psa, że szczeka.

Nie denerwuje mnie też to, że dziennikarze piją z politykami. Zbyt długo interesuję się polityką, żeby mieć tu jakiekolwiek złudzenia. Jeżeli ktoś wierzy w to, że dziennikarze nie znają się z politykami, nie mają wspólnych interesów czy poglądów, to jest po prostu naiwny. Media są w Polsce, tak jak na całym świecie, w większości niezależne. Niezależnie od okoliczności popierają jedną opcję. Akurat Mazurek wybija się tu pozytywnie na tle kolegów i koleżanek dziennikarzy, pomyślcie więc, jak wyglądają imprezy dziennikarzy bardziej zaangażowanych.

Jedna rzecz mnie tu jednak wybitnie denerwuje i ją już muszę skomentować. Od półtora roku słyszymy od Budki, Kosiniaka-Kamysza, Suskiego, Siemoniaka, Dworczyka, Glińskiego, Szumowskiego i popisowców pomniejszego płazu, nie mówiąc już o samym redaktorze Mazurku, jaką to mamy straszną pandemię i jak bardzo ważne jest to, żebyśmy przestrzegali obostrzeń. Maseczka, dystans, dezynfekcja i wietrzenie. Wytrzymajmy 14 dni, ostatnio prosta i tak dalej. Kto się nie zgadza, ten szur, antyszczepionkowiec, wróg ludu i nauki. Po czym cała ta banda idzie do knajpy i bawi się, jak gdyby żadnego wirusa nie było. Wstawali od stołów i nie zakładali masek, nie trzymali dystansu, bawili się normalnie. W tym samym dniu rano Straż Marszałkowska goni mnie po Sejmie za brak maseczki, policjanci wyganiają podróżnych bez maseczek z pociągów, nakładając jeszcze za to mandaty, kolejne klasy w szkołach idą na kwarantannę, a stojący twardo na swoich nogach minister Niedzielski straszy co chwilę kolejną już falą obostrzeń.

Powtarzam po raz kolejny. Te obostrzenia widocznie są dla chętnych. Władza sama wam pokazuje, gdzie je należy mieć. Bierzcie z nich przykład i olewajcie je tak samo jak oni.

W czasie lockdownu w Warszawie bardzo sprawnie działało podziemie restauratorskie, w którym regularnie można było spotkać polityków PiS i PO, członków rządu, nie mówiąc już o zarządach spółek Skarbu Państwa. Elita może się bawić i pić, plebs ma siedzieć w domach. Na niedawnej konferencji w Karpaczu, odwiedzanej przez elity biznesowe i polityczne, przez kilka dni wszyscy goście chodzili bez maseczek, oczywiście poza tym klaunem Niedzielskim i jego świtą. Tak jest na całym świecie. Gwiazdy Hollywood, czy elity polityczno-finansowe w USA na imprezach też bawią się normalnie, ale złożona z plebsu obsługa tych imprez musi być cała zamaseczkowana.

Wierzyć się nie chce, że jeszcze tylu ludzi na poważnie bierze ten cyrk i zamierza stosować się do obostrzeń, do których nie stosują się nawet ich promotorzy. Bo obostrzenia niedługo wrócą. Przyjdzie sezon grypowy i znowu Dworczyk u Mazurka będzie z poważną miną mówił, jak ważne jest to, żeby kazać plebsowi pilnować dystansu, trzymając go jednocześnie krótko maseczką za mordę.

Bo chyba nie wierzycie w to, że jakaś elementarna uczciwość każe im zamknąć się w końcu i nie mówić nam, jak ważne jest to, żebyśmy żyli jak podludzie w czasie, gdy oni żyją i bawią się normalnie.

Sławomir Mentzen

Za facebook Autora

2 KOMENTARZE

Comments are closed.