foto. pixabay.com

Jaki jest właściwy i ostateczny cel wyjątkowo potężnej, wpływowej i bogatej globalnej koterii perorującej od roku o rzekomej potrzebie „zresetowania świata”, pod którym podpisało się dotychczas wiele spośród najważniejszych rządów, największych korporacji i najznaczniejszych organizacji międzynarodowych? Pytanie to jest o tyle bardziej frapujące, o ile realizacja owego celu uwzględnia cały zestaw elementów jakby rozmyślnie połączonych pod kątem jak najpełniejszego poniżenia zwykłego człowieka, tak na płaszczyźnie materialnej, jak i duchowej.

Maltuzjański ekologizm to, po pierwsze, celowe zahamowanie potencjału rozwojowego globalnej gospodarki, a po drugie nakłanianie człowieka do upokarzającego płaszczenia się przed ontologicznie podrzędnym wobec niego światem natury. Socjoinżynieryjny technokratyzm to, po pierwsze, maksymalne „zrobotyzowanie” istoty ludzkiej, a po drugie sugerowanie, że nawet tak zrobotyzowany człowiek powinien pogodzić się z myślą, że prędzej czy później stanie się on podrzędny wobec „inteligentnych maszyn”. Neomarksizm (alias „polityka tożsamości”, „teoria krytyczna”, „polityczna poprawność”, „gospodarka inkluzywna” itp.) to podporządkowanie społeczeństwa bezustannie podsycanej ideologicznej awanturze toczącej się na wszelkich możliwych frontach. „Kapitalizm interesariuszy” to pseudomoralizatorska, oligarchiczna parodia systemu wolnej przedsiębiorczości. Zaś próba normalizacji „zarządzania kryzysowego” jako domyślnego stanu rzeczy w relacjach społeczno-gospodarczych to propaganda permanentnego strachu i samozniewolenia.

Jednoczesne zaistnienie wszystkich powyższych elementów doprowadziłoby do powstania autentycznego „piekła na Ziemi”, w którym zwykli ludzie byliby skazani na odbywające się w spowolnionym tempie fizyczne i mentalne zbiorowe samobójstwo. Czy najpotężniejsze, najbogatsze i najbardziej wpływowe podmioty na tym świecie nie zdają sobie z tego sprawy? A jako że ich potęga, bogactwo i wpływy opierają się na inicjatywie i produktywności klasy średniej i niższej, czy nie zdają sobie sprawy z tego, że forsując powyższą agendę podcinają gałąź, na której siedzą?

Trudno założyć, że wszystkie powyższe podmioty działają w stanie tak daleko posuniętego ideologicznego zaślepienia, że nie zdają sobie sprawy z nieuchronnych rezultatów swojego ewentualnego zwycięstwa. Jeśli nie chodzi tu zatem o władzę, pieniądze czy wpływy, to o co w tym wszystkim chodzi? Po co to wszystko? Tutaj nie pozostaje nic innego, jak zrezygnować z wszelkich redukcjonistycznych wyjaśnień i dokonać „zwrotu metafizycznego”. Można się przeciw temu buntować, można próbować „zostawić metafizykę metafizykom”, można próbować konstruować w zastępstwie fantazyjne kombinacje ignorancji, niefortunnych dobrych chęci i niezamierzonych konsekwencji, ale im dłużej będzie się to czynić, tym bardziej jedyne adekwatne wyjaśnienie będzie się nam narzucać ze swoją naturalnością, przejrzystością i odwieczną aktualnością. I choć na temat owego wyjaśnienia napisano już niezliczone tomy i równie niezliczone tomy można by wciąż o nim napisać, jego istotę można zawrzeć już choćby w następujących trzech znanych każdemu cytatach:

„Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma.”

„Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich.”

„Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.”

Tylko tyle – i aż tyle. Całe dzieje świata sprowadzają się w ostatecznym rachunku do tego jednego, zasadniczego konfliktu, którego wynik jest co prawda przesądzony, ale nie zmienia to faktu, że wraz ze zbliżaniem się do swego rozstrzygnięcia staje się on coraz jawniejszy, burzliwszy i bardziej bezpardonowy. Wszyscy ludzie dobrej woli muszą więc być trzeźwi i czujni – a jednocześnie powinni cieszyć się na nieuchronne zwycięstwo. Nie ma bowiem ostatecznie tego złego, co by na dobre nie wyszło – nawet jeśli w kluczowym momencie może się wydawać, że jest zupełnie na odwrót.

Jakub Bożydar Wiśniewski

1 KOMENTARZ

  1. Najbardziej tę koterię ubodłoby wyśmianie. Powinny powstać kabarety obśmiewające bezsens i brednie schwabowego resetu. Jeśli nie w jednostki, to w ideologię. Śmiech potrafi zabić, przynajmniej nadętych progresistów. Za mało, za cicho po prawej stronie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here